czwartek, 10 kwietnia 2014

Cz. 9

Kasia skomentowałaś, dokładnie wiesz o co chodzi, bo naszym ulubieńcem jest ta sama osoba.
Nie masz za co dziękować, ale nie wiem co by było, gdybym nie powiedziała ci o ich istnieniu :o
No więc... ta część jest o "mojej" rozmowie z Louisem... ale przede wszystkim o Maddy i Amber, które są przyjaciółkami, więc ta część do nas pasuje.
Z dedykacją dla Ciebie :* :
***************************************************************
C.D.
- Nie możesz wpływać na jego decyzje, Louis jest dorosły, wie co robi i na co wywala kasę. - tłumaczyła mi Amber.
- Ale na mnie nie będzie... będę się źle czuła z myślą, że wyłożył na mnie tyle kasy, której nigdy nie będę w stanie mu zwrócić. Poza tym i tak już dużo mi dał. Po zostawił mi pieniądze na zrobienie prawka, a za 3 miesiące dołączam do nich w trasę. Przez chorobę wszystko może się spieprzyć Amby... - rozpłakałam się.
Amber mnie przytuliła.
- Nic się nie spieprzy. Prawko poczeka, Louis Ci pomoże tak jak reszta chłopaków z zespołu, z dodatkowo masz jeszcze mnie.
- Ciebie? Boję się...
- Dlaczego?
- Kiedyś mnie zostawiłaś z moimi problemami, więc teraz też możesz to zrobić.
- Przysięgam Ci, że drugi raz nie popełniłaby tego błędu, byłam głupia, przepraszam.
- W porządku, w zasadzie miałaś rację, muszę zadzwonić do Lou za w czasu, później będzie gorzej.
- Zadzwoń a ja zrobię nam coś do picia, jeśli pozwolisz.
- Jasne, w pierwszej szafce jest kawa, herbata itd.... odnajdziesz się. Idę zadzwonić.
Wybrałam numer, serce waliło mi gorzej niż przed sprawdzianem z matematyki z czasów szkolnych.
~ Hej kochanie. 
~ Cześć Skarbie. 
~ Jesteś zajęty? 
~ Nie, akurat siedzimy, rozmawiamy i się wygłupiamy, coś się stało czy tak po prostu dzwonisz. 
~ Chciałabym, żeby to było to drugie, ale niestety... 
~ Maddy, teraz zaczynam się bać. 
~ Jestem chora. 
~ A....ale na co? 
~ Trudne do wyjaśnienia... mówiąc w skrócie, bez szybkiej operacji nigdy... nigdy... nie będziemy mogli mieć dzieci, to znaczy ty tak, ja nie. 
~ Jeśli ty nie będziesz mogła to ja też nie.
~ Czyli to koniec...
~ Dlaczego? Zoperują Cię i będzie jak należy. 
~ Nie... wiążą się z tym ogromne koszta, a ja nie mam tyle pieniędzy. 
~ Trzeba było mówić tak od razu, zerwę się z trasy, chłopcy zaliczą kilka koncertów beze mnie, przyjadę, przejdziemy przez to razem. 
~ Nie, nic od ciebie nie chcę, po drugie nie możesz zawieść, swoich fanów... Wiem, że to największe marzenie Directioners, żeby was poznać, chociaż nią nie byłam. 
~ Bez gadania, będę jutro. Kocham Cię. 
~ Nie możesz.... - nie zdążyłam dokończyć, bo się rozłączył
Akurat Amber weszła z tacą z kubkami do salonu.
- I jak? - zapytała.
- Fatalnie, wiedziałam, że tak będzie.
- Kazał ci się wynosić z domu?
- Nie, Louis taki nie jest.
- To co?
- Jutro...
- Co jutro? Medy, co się dzieje? Jakoś nie jasno dzisiaj mówisz.
- Louis powiedział, że jutro tu będzie.
- To się ciesz, zobaczysz ukochanego, który ci pomoże, a ja go przy okazji poznam.
- Nic nie rozumiesz, Lou opuści kilka koncertów, a to najgorsze co może zrobić, według mnie.
- To nic, uwierz, gdyby mu nie zależało, olałby to, widać, że cie kocha, jedynie pozazdrościć ci takiego faceta.
- Przenocujesz tu? Nie chcę być sama.
- Jasne, ale jak Louis przyjedzie, nie będzie miał nic przeciwko?
- Na pewno nie, poza tym to też mój dom.
*TYMCZASEM U CHŁOPCÓW W TRASIE*
~~~~OCZAMI LOU~~~~
Już kończyłem pakować rzeczy, ale to było mniej ważne, bo w domu jest tego dużo więcej.
- Louis na pewno pojedziesz? - zapytał mnie Harry
- Tak. Kocham ją, jakby się coś stało, nie wybaczyłbym tego sobie.
- Harry, przestań, to kochane, co Louis robi, niech jedzie. Jedyny minus to, że będzie brakować na koncertach jednego z nas. - dopowiedział Niall
- Dacie radę, przecież niedługo wrócę, jak Maddy będzie już po operacji, no i jak wszytko będzie w porządku.
- Musi być. - powiedział Liam.
- Dokładnie. Trzymajcie się, pojadę sam na lotnisko. - oznajmiłem i wyszedłem.
*Dom*
~~~Maddy i Amber~~
- Cieszę się, że zostałaś. - powtarzałam to Amby cały czas.
- Nie ma sprawy kochana. Musisz się jakoś rozerwać przed operacją, spotkaniem z Louisem, i oderwać od tego wszystkiego. Patrz co mam !
Amber wyciągnęła komedię romantyczną "Oh C! Facec!" i lody.
- Czytasz w moich myślach. - oznajmiłam i zaczęłyśmy cudowny babski wieczorek o jakim marzyłam, odkąd straciłam kontakt z najlepszą przyjaciółką.
________________________________________________________________
Muszę to już jakoś zakończyć i zacząć nową historię, tylko muszę mieć jakiś odjechany pomysł.
Trzymajcie kciuki za moją wenę przy kolejnej historii.

środa, 9 kwietnia 2014

Niespodzianka :))

Zmieniłam troszkę moje plany, bo miałam dodać kolejną część opowiadania, ale wpadłam na pewien pomysł i myślę, że się wam spodoba.
Więc... ja teraz zamiast Imagina napiszę moją historię, a mianowicie, jak zaczęłam słuchać 1D, a później coś o moim ulubieńcu. Wy później w komentarzu napiszecie to samo co ja, tylko ze swoim ulubieńcem, chyba, że go nie macie, to ogółem. Przeczytam wszystkie wypowiedzi, a ta, która przemówi do mnie najbardziej... zostanie nagrodzona.
Nagrodą będzie dedykacja kolejnej części. Warunkiem jest --- jeśli piszesz z anonima napisz imię i nazwisko, bądź pseudonim, który będzie twoim znakiem rozpoznawczym.
Myślę, że weźmiecie udział.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
                                                           One Direction
Zaczęło się to pewnego, zwyczajnego dnia. Był to weekend, chyba sobota, ale omińmy to... no więc... to było już ponad 2 lata temu, weszłam na NK, zobaczyłam piosenkę wysłaną przez moją znajomą. Myślę, że domyślacie się jaki to utwór?
Oczywiście "WMYB" - 1D.
Posłuchałam.... i po prostu zostałam oczarowana, ale nie czułam się Directioner. Co więcej, nawet nie wiedziałam kim są Ci przystojni chłopcy i nie wiedziałam, że jest coś takiego jak "Directioner"
Po przesłuchaniu "WMYB" moją szczególną uwagę przykuł Zayn.
Przejdźmy do teraźniejszości.
Po jakimś czasie zostałam Directioner, tak jest do teraz i tak już będzie zawsze.
Piątka zwyczajnych chłopców, obecnie już mężczyzn, przyznajmy... . No więc ta piątka wprowadziła do mojego życia wszystkie kolory tęczy. Dzięki nim, wstając każdego, nudnego dnia, uśmiecham się.
Ale jeden z nich.... jest całym moim życiem.
Jest moim sensem. Dzięki niemu mam ochotę dalej żyć, chociaż tak bardzo nienawidzę swojego życia.
Dzięki niemu widzę promyczek nadziei, bo wiem, że on jest gdzieś na świecie, a może nawet przelatywał nad moim miastem?
Ale na 100% jestem pewna, że mnie kocha. Bo ten słodki, uroczy, niebieskooki jak morska fala blondynek kocha wszystkie swoje księżniczki, Crazy Mofos, Niall's Girls... zwał jak zwał.
Nie wyobrażam sobie życia, bez niego.
Może to dziwne, bo chłopak, którego tak naprawdę nie znam, jest całym moim sercem...
Skoczyłabym za nim w ogień, oddałabym życie, bo jest tak bardzo idealny, jest dla mnie po prostu WSZYSTKIM. Nie ma jego = nie ma mnie.
Jego głos, przemawia do mnie jak żaden inny, przenika we mnie, przeziera się, jak strzała amora.
Moje życie to porażka, więc każdy myśli, że żeby to odbudować i sprawić, że nasycę się szczęściem potrzeba wiele.
Ale to błąd.
Błędne myślenie.
Wystarczyłby jeden dotyk i uścisk, żebym była najszczęśliwszą osobą na świecie. Uścisk i Dotyk Niall'a.
Kocham Liam'a, Harry'ego, Louis'a i Zayn'a, ale jak fanka kocha idola ♥
A Niall jest dla mnie czymś zupełnie innym, darzę go inną miłością niż ta miłość Fanów do ich Idoli.
Niall jest wszystkim co mam, tylko szkoda, że on tego nie wie.
****************************************************************
To moje.... :'(
Wasza kolej.
Chcę szczerych wypowiedzeń, takich jak moja, bo moja jest zupełnie szczera!

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Cz. 8

C.D.
Amby szybko zapisała mi swój numer w telefonie, a ja udałam się do ginekologa z negatywnym testem. Na razie nie mówiłam nic Amber, może potem? A może wcale? Na razie muszę wyjaśnić to do końca.
Po 20 minutach weszłam do gabinetu.
- Dzień dobry, pani Kleine.
- Cześć Maddy.
- Proszę pani, mam test... a nawet zrobiłam ich 4, wszystkie są negatywne.
- Bardzo dziwne. Chodź zrobimy USG jeszcze raz.
- Maddy, mój błąd. - powiedziała po badaniu.
- Czyli nie jestem w ciąży?
- Nie.
Już odetchnęłam z ulgą.
- Ale... - zaczęła dalej pani Kleine.
- Coś nie tak?
- Owszem. Masz ostre zapalenie woreczka żółciowego, kamienie na macicy...dlatego myślałam, że to ciąża, ale teraz rozłożyły się i już wszystko rozumiem.
- To groźne?
- Tak. Kamienie na macicy są groźne dla kobiet, ponieważ brak szybkiego zoperowania i usunięcia kamieni.... może spowodować bezpłodność.
- Czyli... - oczy napełniły mi się łzami, a gardło tak się zacisnęło, że nie mogłam nic wykrztusić.
- Twój stan już jest poważny, to zapalenie. Jeżeli szybko nie zareagujesz, może dojść do zapalenia otrzewnej, a wtedy już nic nie pomoże i nigdy nie będziesz mogła mieć dzieci.
- Ale na razie jest szansa?
- Tak.
- Ile mam czasu?
- Musisz iść do specjalisty, ja jestem tylko ginekologiem. Ale wiem, że wiążą się z tym wysokie koszta.
- Dziękuję za wszystko pani Kleine. Do zobaczenia.
- Nie ma sprawy Maddy, powodzenia i trzymam kciuki, chcę, żeby ci się powiodło. - odpowiedziała a ja wyszłam.
Na zewnątrz pękłam, zaczęłam płakać, myśląc o kosztach... na pewno dowalą mi z kilka tysięcy, a mnie na to nie stać. Musiałam się komuś wyżalić, a jedyną osobą, której mogę to powiedzieć i która mi doradzi co robić jest Amby.
Zadzwoniłam do niej.
- Amber, spotkajmy się. 
- Kiedy?
- Jak najszybciej. 
- Jasne, mogę w każdej chwili. 
- Za 10 minut, pod Big Benem?
- Jasne, nawet jestem w okolicy.
- Ja właśnie też.
- O chyba Cię widzę. 
- Ja ciebie też. - rozłączyłam się i zmierzałam w stronę przyjaciółki. 
- Coś się stało? - spytała
- Tak. - zaczęłam, a następnie opowiedziałam jej całą historię.
- Bardzo mi przykro, jak mogę ci pomóc.
- Doradź mi. Powiedzieć o tym Louisowi teraz, czy najpierw iść do lekarza? Nie chcę go ściągać z trasy, a założę się, że jakbym mu powiedziała, to... przyjechałby tu.
- Gdybym była na twoim miejscu, powiedziałabym mu to, a potem razem z nim poszła do lekarza.
- Ale Amb, nie słyszałaś, i tak mnie nie wyleczą, wiążą się z tym ogromne koszta, a ja nawet porządnej pracy nie mam.
- Halo ? Masz chłopaka piosenkarza.
- Nie chcę go wykorzystywać na moje potrzeby.
- Zobaczysz, że i tak za ciebie zapłaci.
- Nie pozwolę mu na to.
C.D.N.
---------------------------------------------------------------------
Dziś krótko, bo nie mam dużo czasu :/ W weekend, będę siedziała i pisała :)
Jak ta część ?

środa, 2 kwietnia 2014

cz.7

C.D.
Byłam taka zmęczona.... nawet tymi myślami o mojej "rzekomej" ciąży. Poszłam więc spać, bo jutro idę to ginekologa wyjaśnić sprawę.
~~RANO~~
Przebudziłam się, ale jeszcze nie otworzyłam oczu, nagle usłyszałam czyjeś kroki. Przestraszyłam się.
- Kto tu jest ? - krzyknęłam, a do pokoju wszedł Louis.
- Louis ? Co ty tu robisz? Gdzie reszta? - zasypywałam go tymi pytaniami i wieloma innymi.
- Reszta w trasie, ja tutaj jestem tak przelotem, chciałem cię zobaczyć, już nie wytrzymałem.
- Ale minęły dopiero 2 dni od waszego wyjazdu.
- Wiem, ale dla mnie to cała wieczność.
Nasze usta prawie się złączyły, aż tu BUM, czar prysł, a ja się obudziłam.
Pocieszające, ale niestety to tylko sen, po którym zaczęłam tęsknić za Louisem jeszcze bardziej.
Postanowiłam więc do niego zadzwonić, ale nie odebrał.... tego się spodziewałam, w końcu jest bardzo zajęty. Mimo to miałam nadzieję, że wkrótce oddzwoni.
Zjadłam śniadanie, zrobiłam delikatny make-up, ubrałam ulubione ubrania i postanowiłam, że pójdę na miasto przed wizytą u lekarza.
Tak też zrobiłam. Chodziłam po całym Londynie, oglądając wystawy w sklepach. Jedna bluzka przykuła moją uwagę, więc weszłam do środka. Przymierzyłam ją i bez zastanowienia podeszłam do kasy.
- Maddie? - odezwał się damski głos zza moich pleców. Skądś go znam, ale jak na razie nic dobie nie przypominam. Pełna zaciekawienia, obróciłam się za siebie.
- Amber? - szepnęłam do niej niepewnie.
- Tęskniłam za Tobą. - rzuciła mi się w ramiona.
- Porozmawiamy jak zapłacę, wyjdź już na zewnątrz.
Po moim zakupie, wyszłam do Amber.
- Co ty robisz w Londynie? Mieszkałaś przecież w Nowym Jurku! - krzyknęłam
- Z tego co wiem to ty też nie mieszkałaś tutaj, tylko w Hollywood.
- Dawno się przeprowadziłaś?
- Kilka miesięcy temu, a ty?
- Też jakoś tak.
- Cieszę się, że znowu mogłam Cię zobaczyć.
- Nie boisz się ze mną spotykać? - powiedziałam z oburzeniem, przypominając sobie tamte okropne czasy.
- O czym ty mówisz Medy?
 ' Medy ' zawsze tak na mnie mówiła, gdy byłyśmy przyjaciółkami, dobrze to pamiętam, było cudownie, najlepsza przyjaźń świata. To znaczy tak myślałam, dopóki nie pojawił się Mark. Ja byłam ' Medy ' ona ' Amby '. Jakby się teraz zastanowić, brakowało mi jej.
- Nie udawaj, że nie wiesz. Kocham Cię, byłyśmy nierozłączne od dziecka, ale gdy pojawił się Mark, ty po prostu wyjechałaś z Hollywood do NY i zostawiłaś mnie, pomimo, że wiedziałaś jaki z niego drań, akurat wtedy, gdy najbardziej potrzebowałam takiej osoby jak ty, Ciebie nie było.
- Dobrze wiesz, dlaczego wyjechałam. A po drugie, nie zapominaj, że uprzedzałam Cię, że z tym gościem jest coś nie tak, chciałam, żebyś wyjechała ze mną, ale byłaś pewna, że Mark się zmieni, więc wyjechałam sama, bałam się. Strach ogarniał mnie każdego dnia... nie czułam się tu bezpiecznie, nie miałam pewności, że gdy wyjdę do sklepu, parku, restauracji lub kawiarni, że z krzaków nie wyskoczy Markuś i mnie nie zabije. To był psychopata, a poza tym nadal nim jest.
Zastanowiłam się chwilę. Spojrzałam głęboko w tą paskudną przeszłość i rzeczywiści Amber proponowała mi pomoc, a ja jej nie posłuchałam.
- Masz rację Amby. Ale nie wytykajmy sobie teraz błędów z dawnych czasów. Chcę mieć z tobą taki kontakt jak kiedyś.
- Ja również tego chcę. Powiedz, jak tam twoje życie z Markiem?
- On dla mnie nie istnieje.
- Czyli w końcu się go pozbyłaś?
- Można tak powiedzieć.
- Czyli jesteś z nim czy nie?
- Nie, a nawet zaczęłam nowy związek, taki na zawsze, ja dla mnie.
- Kto to? Będę mogła go poznać?
- Z chęcią przedstawię Ci Louisa i wszystkich jego przyjaciół z zespołu, ale... - nie zdążyłam dokońćzyć
- A więc piosenkarz? Mmm, na pewno seksowny. Koledzy z zespołu... a są jacyś wolni?
- AMBER! - krzyknęłam z szyderczym uśmiechem. - Pozwolisz mi dokończyć? - dodałam.
- Jasne, przepraszam.
- Więc poznasz ich, ale dopiero za 6 miesięcy, chłopcy wyjechali w trasę 3 dni temu.
- Aj... spotkałam się o 3 dni za późno.
- Nie martw się, mam nadzieję, że z Tobą te pół roku zleci tak szybko jak pstryknięcie palcem.
- A są jacyś wolni?
- Są.
- Ile?
- Będziesz miała w czym wybierać.
- Opiszesz mi ich?
- Więc tak.... woli to Harry i Niall.
Harry : Brytyjczyk, ciemne kręcone włosy, śliczny uśmiech, malinowe usta, zielone oczy, seksowne ciało, ostry niegrzeczny chłopczyk, ale bardzo wierny
Niall : Irlandczyk, farbowany uroczy blondynek, najsłodszy uśmiech na świecie, błękitne oczy, wrażliwy typ chłopaka, za to bardzo opiekuńczy.
Jeśli chodzi o twój typ to który z nich?
- Medy wiesz, że zawsze miałam słabość do niebieskookich blondasków, ale kto wie, co kryje w sobie drugi ostry chłopczyk... muszę ich poznać, może do któregoś coś poczuję, a może do żadnego, nie mogę teraz powiedzieć, że chcę któregoś i zaraz na niego polecę, bez miłości, prawdziwej i wzajemnej, nie ma związku.
- Niall jest cudownym facetem, z resztą Harry też i Liam i Zayn i mój Lou, wszyscy są cudni, sama zobaczysz.
- Już nie mogę się doczekać, oby ten czas szybko zleciał.
Właśnie czas! - pomyślałam i spojrzałam na zegarek.
- Amby muszę lecieć, za 20 minut mam wizytę u lekarza, wyjaśnię potem, zapisz mi swój numer, bo wiem, że zmieniłaś i umówimy się na potem.
- Dobrze, robi się.
C.D.N.
Przepraszam za długą nieobecność, ale jestem mega zajęta. Mimo to będę się starać dodawać, jeśli ktoś to w ogóle jeszcze czyta...
Podoba się kolejna cześć?