Kasia skomentowałaś, dokładnie wiesz o co chodzi, bo naszym ulubieńcem jest ta sama osoba.
Nie masz za co dziękować, ale nie wiem co by było, gdybym nie powiedziała ci o ich istnieniu :o
No więc... ta część jest o "mojej" rozmowie z Louisem... ale przede wszystkim o Maddy i Amber, które są przyjaciółkami, więc ta część do nas pasuje.
Z dedykacją dla Ciebie :* :
***************************************************************
C.D.
- Nie możesz wpływać na jego decyzje, Louis jest dorosły, wie co robi i na co wywala kasę. - tłumaczyła mi Amber.
- Ale na mnie nie będzie... będę się źle czuła z myślą, że wyłożył na mnie tyle kasy, której nigdy nie będę w stanie mu zwrócić. Poza tym i tak już dużo mi dał. Po zostawił mi pieniądze na zrobienie prawka, a za 3 miesiące dołączam do nich w trasę. Przez chorobę wszystko może się spieprzyć Amby... - rozpłakałam się.
Amber mnie przytuliła.
- Nic się nie spieprzy. Prawko poczeka, Louis Ci pomoże tak jak reszta chłopaków z zespołu, z dodatkowo masz jeszcze mnie.
- Ciebie? Boję się...
- Dlaczego?
- Kiedyś mnie zostawiłaś z moimi problemami, więc teraz też możesz to zrobić.
- Przysięgam Ci, że drugi raz nie popełniłaby tego błędu, byłam głupia, przepraszam.
- W porządku, w zasadzie miałaś rację, muszę zadzwonić do Lou za w czasu, później będzie gorzej.
- Zadzwoń a ja zrobię nam coś do picia, jeśli pozwolisz.
- Jasne, w pierwszej szafce jest kawa, herbata itd.... odnajdziesz się. Idę zadzwonić.
Wybrałam numer, serce waliło mi gorzej niż przed sprawdzianem z matematyki z czasów szkolnych.
~ Hej kochanie.
~ Cześć Skarbie.
~ Jesteś zajęty?
~ Nie, akurat siedzimy, rozmawiamy i się wygłupiamy, coś się stało czy tak po prostu dzwonisz.
~ Chciałabym, żeby to było to drugie, ale niestety...
~ Maddy, teraz zaczynam się bać.
~ Jestem chora.
~ A....ale na co?
~ Trudne do wyjaśnienia... mówiąc w skrócie, bez szybkiej operacji nigdy... nigdy... nie będziemy mogli mieć dzieci, to znaczy ty tak, ja nie.
~ Jeśli ty nie będziesz mogła to ja też nie.
~ Czyli to koniec...
~ Dlaczego? Zoperują Cię i będzie jak należy.
~ Nie... wiążą się z tym ogromne koszta, a ja nie mam tyle pieniędzy.
~ Trzeba było mówić tak od razu, zerwę się z trasy, chłopcy zaliczą kilka koncertów beze mnie, przyjadę, przejdziemy przez to razem.
~ Nie, nic od ciebie nie chcę, po drugie nie możesz zawieść, swoich fanów... Wiem, że to największe marzenie Directioners, żeby was poznać, chociaż nią nie byłam.
~ Bez gadania, będę jutro. Kocham Cię.
~ Nie możesz.... - nie zdążyłam dokończyć, bo się rozłączył
Akurat Amber weszła z tacą z kubkami do salonu.
- I jak? - zapytała.
- Fatalnie, wiedziałam, że tak będzie.
- Kazał ci się wynosić z domu?
- Nie, Louis taki nie jest.
- To co?
- Jutro...
- Co jutro? Medy, co się dzieje? Jakoś nie jasno dzisiaj mówisz.
- Louis powiedział, że jutro tu będzie.
- To się ciesz, zobaczysz ukochanego, który ci pomoże, a ja go przy okazji poznam.
- Nic nie rozumiesz, Lou opuści kilka koncertów, a to najgorsze co może zrobić, według mnie.
- To nic, uwierz, gdyby mu nie zależało, olałby to, widać, że cie kocha, jedynie pozazdrościć ci takiego faceta.
- Przenocujesz tu? Nie chcę być sama.
- Jasne, ale jak Louis przyjedzie, nie będzie miał nic przeciwko?
- Na pewno nie, poza tym to też mój dom.
*TYMCZASEM U CHŁOPCÓW W TRASIE*
~~~~OCZAMI LOU~~~~
Już kończyłem pakować rzeczy, ale to było mniej ważne, bo w domu jest tego dużo więcej.
- Louis na pewno pojedziesz? - zapytał mnie Harry
- Tak. Kocham ją, jakby się coś stało, nie wybaczyłbym tego sobie.
- Harry, przestań, to kochane, co Louis robi, niech jedzie. Jedyny minus to, że będzie brakować na koncertach jednego z nas. - dopowiedział Niall
- Dacie radę, przecież niedługo wrócę, jak Maddy będzie już po operacji, no i jak wszytko będzie w porządku.
- Musi być. - powiedział Liam.
- Dokładnie. Trzymajcie się, pojadę sam na lotnisko. - oznajmiłem i wyszedłem.
*Dom*
~~~Maddy i Amber~~
- Cieszę się, że zostałaś. - powtarzałam to Amby cały czas.
- Nie ma sprawy kochana. Musisz się jakoś rozerwać przed operacją, spotkaniem z Louisem, i oderwać od tego wszystkiego. Patrz co mam !
Amber wyciągnęła komedię romantyczną "Oh C! Facec!" i lody.
- Czytasz w moich myślach. - oznajmiłam i zaczęłyśmy cudowny babski wieczorek o jakim marzyłam, odkąd straciłam kontakt z najlepszą przyjaciółką.
________________________________________________________________
Muszę to już jakoś zakończyć i zacząć nową historię, tylko muszę mieć jakiś odjechany pomysł.
Trzymajcie kciuki za moją wenę przy kolejnej historii.
Nie masz za co dziękować, ale nie wiem co by było, gdybym nie powiedziała ci o ich istnieniu :o
No więc... ta część jest o "mojej" rozmowie z Louisem... ale przede wszystkim o Maddy i Amber, które są przyjaciółkami, więc ta część do nas pasuje.
Z dedykacją dla Ciebie :* :
***************************************************************
C.D.
- Nie możesz wpływać na jego decyzje, Louis jest dorosły, wie co robi i na co wywala kasę. - tłumaczyła mi Amber.
- Ale na mnie nie będzie... będę się źle czuła z myślą, że wyłożył na mnie tyle kasy, której nigdy nie będę w stanie mu zwrócić. Poza tym i tak już dużo mi dał. Po zostawił mi pieniądze na zrobienie prawka, a za 3 miesiące dołączam do nich w trasę. Przez chorobę wszystko może się spieprzyć Amby... - rozpłakałam się.
Amber mnie przytuliła.
- Nic się nie spieprzy. Prawko poczeka, Louis Ci pomoże tak jak reszta chłopaków z zespołu, z dodatkowo masz jeszcze mnie.
- Ciebie? Boję się...
- Dlaczego?
- Kiedyś mnie zostawiłaś z moimi problemami, więc teraz też możesz to zrobić.
- Przysięgam Ci, że drugi raz nie popełniłaby tego błędu, byłam głupia, przepraszam.
- W porządku, w zasadzie miałaś rację, muszę zadzwonić do Lou za w czasu, później będzie gorzej.
- Zadzwoń a ja zrobię nam coś do picia, jeśli pozwolisz.
- Jasne, w pierwszej szafce jest kawa, herbata itd.... odnajdziesz się. Idę zadzwonić.
Wybrałam numer, serce waliło mi gorzej niż przed sprawdzianem z matematyki z czasów szkolnych.
~ Hej kochanie.
~ Cześć Skarbie.
~ Jesteś zajęty?
~ Nie, akurat siedzimy, rozmawiamy i się wygłupiamy, coś się stało czy tak po prostu dzwonisz.
~ Chciałabym, żeby to było to drugie, ale niestety...
~ Maddy, teraz zaczynam się bać.
~ Jestem chora.
~ A....ale na co?
~ Trudne do wyjaśnienia... mówiąc w skrócie, bez szybkiej operacji nigdy... nigdy... nie będziemy mogli mieć dzieci, to znaczy ty tak, ja nie.
~ Jeśli ty nie będziesz mogła to ja też nie.
~ Czyli to koniec...
~ Dlaczego? Zoperują Cię i będzie jak należy.
~ Nie... wiążą się z tym ogromne koszta, a ja nie mam tyle pieniędzy.
~ Trzeba było mówić tak od razu, zerwę się z trasy, chłopcy zaliczą kilka koncertów beze mnie, przyjadę, przejdziemy przez to razem.
~ Nie, nic od ciebie nie chcę, po drugie nie możesz zawieść, swoich fanów... Wiem, że to największe marzenie Directioners, żeby was poznać, chociaż nią nie byłam.
~ Bez gadania, będę jutro. Kocham Cię.
~ Nie możesz.... - nie zdążyłam dokończyć, bo się rozłączył
Akurat Amber weszła z tacą z kubkami do salonu.
- I jak? - zapytała.
- Fatalnie, wiedziałam, że tak będzie.
- Kazał ci się wynosić z domu?
- Nie, Louis taki nie jest.
- To co?
- Jutro...
- Co jutro? Medy, co się dzieje? Jakoś nie jasno dzisiaj mówisz.
- Louis powiedział, że jutro tu będzie.
- To się ciesz, zobaczysz ukochanego, który ci pomoże, a ja go przy okazji poznam.
- Nic nie rozumiesz, Lou opuści kilka koncertów, a to najgorsze co może zrobić, według mnie.
- To nic, uwierz, gdyby mu nie zależało, olałby to, widać, że cie kocha, jedynie pozazdrościć ci takiego faceta.
- Przenocujesz tu? Nie chcę być sama.
- Jasne, ale jak Louis przyjedzie, nie będzie miał nic przeciwko?
- Na pewno nie, poza tym to też mój dom.
*TYMCZASEM U CHŁOPCÓW W TRASIE*
~~~~OCZAMI LOU~~~~
Już kończyłem pakować rzeczy, ale to było mniej ważne, bo w domu jest tego dużo więcej.
- Louis na pewno pojedziesz? - zapytał mnie Harry
- Tak. Kocham ją, jakby się coś stało, nie wybaczyłbym tego sobie.
- Harry, przestań, to kochane, co Louis robi, niech jedzie. Jedyny minus to, że będzie brakować na koncertach jednego z nas. - dopowiedział Niall
- Dacie radę, przecież niedługo wrócę, jak Maddy będzie już po operacji, no i jak wszytko będzie w porządku.
- Musi być. - powiedział Liam.
- Dokładnie. Trzymajcie się, pojadę sam na lotnisko. - oznajmiłem i wyszedłem.
*Dom*
~~~Maddy i Amber~~
- Cieszę się, że zostałaś. - powtarzałam to Amby cały czas.
- Nie ma sprawy kochana. Musisz się jakoś rozerwać przed operacją, spotkaniem z Louisem, i oderwać od tego wszystkiego. Patrz co mam !
Amber wyciągnęła komedię romantyczną "Oh C! Facec!" i lody.
- Czytasz w moich myślach. - oznajmiłam i zaczęłyśmy cudowny babski wieczorek o jakim marzyłam, odkąd straciłam kontakt z najlepszą przyjaciółką.
________________________________________________________________
Muszę to już jakoś zakończyć i zacząć nową historię, tylko muszę mieć jakiś odjechany pomysł.
Trzymajcie kciuki za moją wenę przy kolejnej historii.