niedziela, 1 czerwca 2014

Nowa historia cz. 1

Hej, postanowiłam, że wrócę, nawet gdybym miała pisać sama dla siebie. Lubię to, i będę pisać.
xx
____________________________________________________________
Hej, mam na imię Cloe (klołi). Możecie nazwać mnie dziwką, wcale bym się nie zdziwiła.
Czemu dziwka? Nie, nie jestem prostytutką, po prostu jak to się mówi, lubię szaleć, w ten sposób szaleję już od 2 lat. Trudno mi utrzymać to w sekrecie przed moimi 6 chłopakami. Zdziwieni? Akcja dopiero się zacznie.
Dzisiaj idę spotkać się z Niall'em. Co jest dla mnie dziwne? Spotykam się z 6 chłopakami naraz, są oni przyjaciółmi, a jeszcze się nie zorientowali, że jestem jedną i tą samą dziewczyną. A może to dlatego, że każdemu podałam inne imię. Tylko Niall zna prawdziwe. Nie wiem czemu akurat on, tak wyszło, bo na końcu już nie miałam co wymyślić, więc nie dałam zmyślonego.
Jest już późno, zaraz się spóźnię na randkę z Niallem. Umówiliśmy się w naszej ulubionej restauracji.
*Miejsce spotkania*
- Hej kochanie. - wpiłam się w gorące usta blondyna.
- Co zamawiamy? - spytał?
- Ja Nialla w sosie własnym, a ty?
- Skarbie przyszliśmy zjeść.
- Nie masz pociągu, ktoś Cię wykastrował?
- Sugerujesz, że nie mam jaj na taką zdobycz jak ty?
- To właśnie sugeruję. Nie chcesz, bo boich się, że sobie ze mną nie poradzisz.
- Ah tak? - parsknął, wstał i pociągnął mnie za rękę w stronę toalet.
- Tu?
- A coś nie odpowiada kocico?
- Nie, jest idealnie tygrysie. - moje słowa bardzo go zachęciły, bo od razu zaczął ściągać moją obcisłą, czerwoną sukienkę.
Gdy byliśmy już nadzy, bez zastanowienia, ostrzeżenia, niebieskooki wbił się we mnie z całych sił.
- Znów zapomniałeś?
- O czym?
- O gumce.
- Eh... niestety.
- Dobrze, że chociaż ja pamiętam o zabezpieczeniach i wzięłam tabletkę antykoncepcyjną. - Ooooh. - jęknęłam, było mi tak dobrze.
Ale jak zwykle coś musiało nam przerwać. Zadzwonił telefon Nialla. Musiał go odebrać, bo to mógł być telefon dotyczący trasy, nie myliłam się. Niall odebrał go, będąc cały czas we mnie.
- cholera stary, teraz? Jeszcze nie doszedłem!  - krzyczał do telefonu.
- Sorry, zapomnij o tym, zaraz będę.
- "Jeszcze nie doszedłem" ? Ah ty mój idioto. Kto to był ?
- Zayn. Musze jechać coś podpisać i uzgodnić harmonogram z datami koncertów.
- Zayn to ten mulat? - musiałam udawać, że nie mam o nich pojęcia.
- Tak.
Ubraliśmy się.
- A tylko ty zostajesz z zespołem, czy ci co wam grają też?
- Nie, ekipa grająca już wszystko załatwiła. Czemu pytasz?
- A tak tylko. Dobra śpiesz się. Będę tęsknić. Pa. - ucałowałam go.
Specjalnie zapytałam o ekipę. Skoro 4 moich chłopców będzie coś uzgadniać z koncertami, to ja zadzwonię do mojego chłopca z grających.
- Hej Josh.
- Josh? A gdzie się podział misiek?
- Przepraszam misiu, jakaś słaba jestem, masz czas i ochotę, żeby mnie postawić na nogi.
- Powiedz tylko kiedy i gdzie, a ja od razu zjawię się.
- Teraz u mnie.
- Zaraz będę Jess.
- Jess? A gdzie się podziała żabka?
- Haha, zaraz będę u ciebie żabko.
___________________________________________________________________
Takie wprowadzenie. Gdyby ktoś mnie odwiedził, napiszcie czy dobre. 

czwartek, 15 maja 2014

Cz. 12

C.D.
- Co chciałeś? Ona umiera... - w tym momencie zamknęłam się i pomyślałam, że tylko on może ją uratować.
- Ty !
- Co ja?
- Ty masz taką samą grupę krwi jak Maddie. Możesz być dawcą, uratuj ją, tylko na to możesz się przydać.
- Ty mnie chyba nie lubisz.
- Nie znam cię.... ale rzeczywiście już cię nienawidzę. A teraz biegnij do lekarza i powiedz mu, że możesz pomóc. Każda sekunda się liczy, więc idź już.
Louis poszedł. Nadal nie mogłam w to uwierzyć.... po co on to zrobił? Mówił, że jak Maddie wyzdrowieje, wszystko nam wyjaśni.
Po kilkunastu minutach lekarze przewieźli gdzieś Maddie, ja pozostałam na miejscu i czekałam na tego łajdaka. Właśnie przyszedł.
- I co?
- Pobrali, ale powiedzieli, że nic nie jest na 100% pewne. - posmutniał.
- A przez kogo to wszystko? Gdyby nie ta twoja akcja ze śmiercią, nic by się nie stało! Po co to było?
Wiesz co by się stało, gdyby ta informacja doszła do fanek?
- Nie fanek, tylko Directioners.
- Nie zawracaj mi nimi głowy.
- Przestań tak o nich mówić, Directioners są dla mnie i reszty zespołu bardzo ważne, bez nich my bylibyśmy niczym.
- Są ważniejsze od Maddie? Rozumiem, weź w ogóle ze mną nie rozmawiaj, jesteś żałosny.
- Ej, dla mnie nikt nie jest ważniejszy od Maddie.
- Nie pieprz bzdur, lepiej zejdź mi z oczu.
- Przestań! Nie znasz mnie, nie wiesz o mnie nic, więc nie masz prawa mnie oceniać. Nie masz pojęcia co czuję do Maddie.
- To powiedz, powiedz po co upozorowałeś swoją śmierć?
- Bo, cholera, chciałem coś sprawdzić.
- Co?
- Chciałem sprawdzić jak Maddie zareaguje, na tę wiadomość, wtedy byłbym pewny, że jej na mnie zależy i że jestem jej potrzebny.
- I tylko po to odwaliłeś ten chory numer? No a reszta twojego zespołu? Liam, Liam dobrze mówię? On powiedział, że nie wie gdzie jesteś i że też będę szukać o tobie informacji.
- To skomplikowane....
- Skomplikowane do wyjaśnienia, ale do zrobienia to było proste, prawda?
- Słuchaj, chłopcy, facet, który powiedział Maddie przez telefon, że ja nie żyję, a nawet koleś z lotniska... oni wszyscy byli wtajemniczeni.
- Czyli udawali?
- Tak.
- Zapłaciłeś im?
- Tylko mnie nie zabij...
- Czemu? I tak to nie będzie robiło różnicy, w końcu teraz "nie żyjesz"
- To miała być niespodzianka dla Maddie.
- Aha, twoja śmierć miała być niespodzianką?
- Nie! Na tym lotnisku chciałem wyjść po jakimś czasie, wręczyć jej kwiaty i wszystko byłoby dobrze, ale jednak to był głupi pomysł, teraz to wiem.
- Nie sądzisz, ze trochę za późno?
- Racja. - Błagam niech ona z tego wyjdzie, boże weź mnie i moją głupotę zamiast niej. - szeptał do siebie.
Chyba trochę za mocno na niego najeżdżam, zastanawiając się nad tym, to co chciał zrobić było bardzo romantyczne, Louis to chyba dobry człowiek, może muszę go przeprosić? Widzę, że naprawdę zależy mu na Maddie.
- Przepraszam.
- Co?
- Przepraszam, mówię.
- Wiem, ale chciałem usłyszeć to jeszcze raz.
- Spadaj.
- Naprawdę aż tak mnie nie znosisz?
- Sama już nie wiem, po prostu się na ciebie wkurzyłam, a tak ogólnie to na cały świat, w końcu moja najlepsza przyjaciółka jest w ciężkim stanie.
- Rozumiem. - powiedział i mnie przytulił.
- Co ty robisz? - spytałam zdziwiona.
- Przyjaciele Maddie są moimi przyjaciółmi.
- O nie, po moim trupie możesz nazwać się moim przyjacielem.
- Zakład, że będziesz się ze mną przyjaźnić.
- Skończ już, nie mam ochoty o ty teraz gadać.
Louis zaśmiał się.
- Co jest dla ciebie takie śmieszne w takiej sytuacji?
- Chodź ze mną.
- Gdzie?
- Do toalety.
- Co ty pieprzysz?
- No nie udawaj, że cię nie kręcę, bo ja widzę twoje płonące oczy.
- Oszalałeś? Gdzie się podział twój mózg? Przed chwilą poszedłeś oddać krew, żeby uratować jej życie, a teraz masz zamiar tak po prostu ją zdradzić w szpitalnym kiblu? Myślałam, że Maddie dobrze trafiła, ale niestety, najpierw Mark, teraz ty, ona ma pecha do facetów.
- Dziękuję... naprawdę to wiele dla mnie znaczy.
- Ty już majaczysz, możesz jaśniej?
- Nie chcę iść z tobą do żadnej toalety. Kocham Maddie najbardziej na świecie. A to była tylko próba. Dziękuję ci, że nie zrobiłaś tego. Teraz wiem, że jesteś naprawdę dobrą i wierną przyjaciółką dla niej.
- Ugh, jesteś chory psychicznie. Nie rozmawiaj ze mną aż do powrotu Maddie do domu.
*Oczami Maddie (moimi)*
To był on, na pewno. Jego głos poznałabym wszędzie i zawsze. Słyszałam Louisa na korytarzu, jak? Nigdy tego nie pojmę, przecież Louis nie żyje, może słyszę go przez tęsknotę. Godzinę temu, znaleźli dawcę i od razu się mną zajęli, już po wszystkim, ciekawe czy Amber jeszcze tu jest. Nagle weszła pielęgniarka.
- Przepraszam panią, czy mogłaby pani sprawdzić, czy na korytarzu na dole, jest jeszcze Amber Jonson, jeśli tak, proszę ją do mnie zawołać.
- Dobrze.
Po chwili Amber weszła do mojej sali.
 - Hej. Jak się czujesz?
- Lepiej. - przytuliłam ją.
- To dobry znak.
- Może lepiej fizycznie, ale gorzej psychicznie.
- Co się stało?
- Tak bardzo brakuje mi Lou, że wydawało mi się jakbym słyszała go na korytarzu.
- Bo Maddie, to był on.
- Co ty mówisz? - rozpłakałam się
- Wejdź - krzyknęła w stronę drzwi.
Do środka wszedł Louis.
- Ale, nie, to nie prawda, powiedz mi Amber, ja śnię prawda? Ja, nie.... - nie wiedziałam co mówić.
- Nie śnisz kochanie, przepraszam cię.
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhtDfO2QEN1YGyTqwXwsf_u9yxy0pfzDor0IcPetA5463eZYDVwOPX4MrfVAgFj5amMAezt9pMHNC23fxkStUP3tb3gjuzpgpqmdM6byYIGFkMco2-dEnx3o7SF1rzmy63ABWMazjfs9vS2/s1600/1355.gif
- podszedł bliżej, usiadł przy mnie, dotykałam jego twarzy, nie mogłam uwierzyć w to, że on tu jest, cały i zdrowy.
- Jak? - spytałam.
 Louis wszystko mi wyjaśnił, a ja pomimo to, że za nim tęskniłam, spoliczkowałam go. Przez taką głupotę, mogłam zejść z tego świata.
- Wiem, należało mi się to. - oznajmił.
- Nie mogę w to uwierzyć.
- Wybaczysz mi?
- Przysięgliśmy sobie, że jak ktoś nas zapyta co jest wieczne, odpowiemy "my". Niech tak zostanie.
- Czyli nadal chcesz ze mną być?
- Oczywiście.
http://i.pinger.pl/pgr174/fc5a84cd001a1ad352a38f91

Odetchnął z ulgą.
- A miałeś wątpliwości?
- Owszem.
- Kocham Cię.
- Zawsze i na zawsze. - pocałował mnie.
.
.
.
.
.
*2 lata później*
Latka lecą, a ja nadal jestem z Louisem. Planujemy ślub. Ach, zapomniałabym... Amber również znalazła swoją miłość. Spodobali jej się obaj single z zespołu, ale pokochała tylko jednego. Niall i Amber są razem od roku. Mam nadzieję, że tak idealnie jak jest teraz, będzie już zawsze.
------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo słabe zakończenie, ale nie mam już sił, poza tym... to moje ostatnie opowiadanie. Fajnie było, ale się skończyło.
Papapa wszystkim (czyli Klaudii) bo jest tu jedyna :(
Bye.



wtorek, 6 maja 2014

Cz. 11

Nie wiem czy opłaca mi się prowadzić dalej bloga, dla jednej osoby... czyli dla Klaudii.
Potracili się wszyscy i chyba tylko skończę tę historię i nie będę już prowadziła bloga. xx taki tam wstępik.
-----------------------------------------------------------------------------------------
C.D.
Czułam wtedy...
A właściwie to nie wiem co czułam, było to straszne. Myśl, że nie ma już Louisa i że mnie też już prawie nie ma, przerażała mnie. Młodzi ludzie z przyszłością... dzieci, wielki dom, miłość bez granic... tak sobie nas wyobrażałam, a teraz? Nic już nie jest prawdą. Leżąc na tych kafelkach, moją ostatnią myślą, było to, że jedyną rzeczą jakiej teraz pragnę, jest cofnąć czas, żeby Louis nie przyjeżdżał do Londynu, żeby żył.
Kilka sekund później zdałam sobie sprawę, że straciłam przytomność. Umarłam?
*Oczami Amber*
- Maddy? Wyjdź już, proszę. Chodź do domu, wiem, że to ciężkie, współczuję Ci, ale musisz jakoś żyć dalej. - mówiłam, waląc w drzwi toalety. Bez rezultatu. Pomyślałam, że jeśli tak długo nie wychodzi i nie odpowiada musiało stać się coś strasznego.
- Przepraszam bardzo, czy ktoś może mi pomóc? - wykrzyczałam w stronę rejestracji.
- A co się stało? - zapytał ten sam mężczyzna, który rozmawiał z Maddie o samolocie 20 minut temu.
- Moja przyjaciółka nie odpowiada i nie wychodzi z toalety przez długi czas, boję się, że coś się stało, czy może pan otworzyć drzwi? - zapytałam
- Proszę się nie martwić... może ma taką potrzebę, nie lubię nieprzyjemnych sytuacji na lotnisku. - usłyszałam szorstką odpowiedź faceta. I wtedy nerwy mi puściły.
- Znam Maddie od dziecka, wiem, że nigdy się tak nie zachowuje, tam coś się stało, jeśli pan natychmiast nie otworzy tych pieprzonych drzwi, będzie pan miał ją na sumieniu. - wykrzyczałam prosto w jego zarośniętą twarz.
- Dobrze, proszę się nie denerwować. - poszedł po jakiś sprzęt i wyją z drzwi zawiasy, to co zobaczyłam przerosło moje oczekiwania. Wszędzie była krew, Maddie, taka blada, pod umywalką... okropny widok.
- No niech pan coś zrobi, zadzwoni po karetką, weźmie ją stąd.
Po około godzinie, gdy wszystko się już uspokoiło, a emocje opadły, znalazłam się w szpitalu razem z Medy.
Lekarze zadawali mi pytania, czy wiem, co mogło sprowokować moją przyjaciółkę do takiego posunięcia, ale moją odpowiedzią na każde ich pytanie był Louis.
- Wiem, że chciała się zabić przez niego... dla niego? Nie wiem jak to określić. Wiem, że było jej ciężko, ale samobójstwo, to moim zdaniem za wiele.
Pytałam lekarzy co z jej stanem, czy przeżyje... odpowiedź brzmiała :
---Pani Maddison straciła dużo krwi, spróbujemy ją przetoczyć, chociaż ma tak rzadką grupę krwi, że na prawdę nie wiemy czy będzie jej na tyle dużo, aby uratować jej życie. ----
Chwilę pomyślałam i podeszłam do pani doktor.
- Przepraszam, chciałam o coś zapytać.
- Słucham?
- Bo ja zawsze honorowym dawcą krwi, czy mogłabym być dawcą dla Maddie?
- Jaką ma pani grupę krwi?
- A Rh+.
- Niestety, ale jak już mówiłam, pani Maddison ma rzadką grupę krwi, a mianowicie AB Rh-.
- Wielka szkoda, chciałabym jej pomóc ale nie wiem jak.
- Rozumiem panią.
- Czy Maddie jest już przytomna?
- Owszem, ale jest bardzo, bardzo słaba, ledwo co mówi, jeśli chce pani z nią porozmawiać, to góra 5-7 minutek, nie więcej.
- Dziękuję bardzo.
- Sala nr 7.
Poszłam do jej sali. Usiadłam na krześle, przy jej łóżku, widząc ją w takim stanie, nie potrafiłam wyobrazić sobie, co by było, gdybym weszła do łazienki kilkanaście minut później.
- Jesteś szalona.
- Z....z miło-ści do Lou - wydusiła z siebie.
- Jasne. Nie przemęczaj się, chciałam ci tylko powiedzieć, że pytałam lekarki, czy mogę być dawcą krwi, ale nasze grupy się nie pokrywają, ty masz bardzo rzadką AB Rh-.
- Wiem.... wi-em, Louis...
- Co Louis?
- Louis... mia... miał taką samą grupę jaaa-k ja. - dukała
- Poważnie? Jesteście, to znaczy byliście, dla siebie stworzeni.
- No... dok-ładniee, więc.... jaa-k jego już nie ma.... po co.... ja maaam by-ć?
- Przestań tak mówić, jesteś potrzebna na tym świecie, a bynajmniej mi. Muszę już iść, bo lekarka mnie zabije za ciebie. Pa. - ucałowałam ją w czoło.
- Ko-cham cię Amber. Dzię.... dziękuję, że jee-steś.
- Nie ma sprawy, od czego są przyjaciele. Odpoczywaj, jestem na korytarzu.
Później opuściłam szpitalną salkę i zajęłam miejsce na jednym z krzeseł stojących przy gabinecie. 
*Oczami Maddie (moimi)*
Leżałam na łóżku, nie pamiętając za wiele, jedynie to, że leżałam pod umywalką na lotnisku cała we krwi.
Teraz czuję się bardzo słabo, już prawie widzę białe światełko w tunelu, tak jak widziałam na filmach.
Tęsknię za Louisem, wolałabym umrzeć, niż być tu bez niego. Nagle moje myśli przerwał krzyk Amber. Ewidentnie wrzeszczała na kogoś z korytarza. Chciałam wiedzieć o co chodzi, ale byłam taka słaba, że nie potrafiłam nawet jej zawołać.
*Oczami Amber*
Siedziałam na tym krześle, czekając na informacje od lekarza, modląc się, żeby z tego wyszła, nagle ogarnęła mnie wściekłość wraz z zaskoczeniem.
To rejestracji podszedł zakapturzony chłopak z bukietem róż w ręku. Zapytał o MADDIE ! To było dla mnie chore, bo ona nie ma to nikogo oprócz mnie i Louisa, który nie żyje.
Chłopak zaczął zmierzać w stronę sali nr 7, co zaskoczyło mnie jeszcze bardziej.
Zatrzymałam go ręką, pytając:
- Ktoś ty?
- A ty?
- Pierwsza spytałam.
- Powiem Ci tylko nie krzycz, nie chcę ciągnących się fanek za moim tyłkiem, mam na głowie poważniejsze rzeczy.
Gdy to powiedział wszystko stało się dla mnie jasne.
- Louis?
- Tak, skąd wiesz?
- Ty gnoju ! Jak śmiesz tutaj przychodzić? Jak? Przecież ty nie żyjesz! - zaczęłam go szarpać.
- Kim jesteś? Opanuj się dziewczyno. Moja ukochana chciała popełnić samobójstwo. - łzy zaczęły spływać mu po policzku.
- Jestem Amber, przyjaciółka Maddie.
- Mówiła, że nie ma tu przyjaciół.
- Długa historia, ale co to za popieprzona akcja z twoją śmiercią, przez którą Maddie, chciała się zabić?
- Bo ja chciałem....
C.D.N.



piątek, 2 maja 2014

Cz. 10

C.D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nastał nowy dzień. Dziś przyjazd Louis'a.
Amber jeszcze śpi, ja czekam i czekam, Louis ma być o 7:00.
Moja przyjaciółka już zeszła na dół na śniadania, co jest dziwne, bo Amby zawsze długo spała, a nawet nie ma 7, tak myślałam, bo nie było jeszcze Lou.
- O której miał być ten twój kochaś? - spytała
- Będzie o 7:00
- Ale jest po 8.
- Co? - spojrzałam na zegar wiszący w kuchni.
- Może się spóźni.
- Ale już grubo się spóźnił, to nie w jego stylu.
- Myślisz, że coś się stało?
- Wypluj to.
- Jasne. Przepraszam.
Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy... czas płynął a Lou nie było.
- Która jest? - zapytałam Amby, bojąc się spojrzeć na zegar.
- 9:36 dokładnie.
- Boże...  a może ja do niego zadzwonię?
- Dzwoń.
Tak więc zrobiłam... ale to co usłyszałam w słuchawce, totalnie mnie przeraziło. Nie wiedziałam co o tym myśleć.
- I co ci powiedział? - zapytała po chwili
- Nic...
- Jak to nic?
- No nic, bo nie odebrał...
- Ale było słychać jak ktoś mówi w słuchawce.
- To była sekretarka... - rozpłakałam się.
- Co jest?
- Ona powiedziała, że taki numer nie istnieje.
- Może masz coś źle zapisane?
- Nie... znam jego numer na pamięć, na 100% dobrze go wpisałam.
- Teraz nawet ja zaczęłam się bać... - te słowa mojej przyjaciółki totalnie mnie zdołowały.
- Może zadzwoń do chłopaków? Zobaczy czy czegoś nie wiedzą?
- Dobra.
Wybrałam numer do Liama :
*sygnał*
Czekając aż odbierze, modliłam się, żeby Louis z nimi był i żeby coś się jedynie opóźniło, ale z drugiej strony dał by mi znać.
Liam odebrał :
~ Liam, cześć. 
~ Cześć Maddie. Jest już Louis? - wtedy osłupiałam
~ Właśnie nie. Dzwoniłam do niego, ale usłyszałam tylko od sekretarki, że taki numer nie istnieje, boję się o niego, wy nic nie wiecie? 
~ Numer nie istnieje? Nie strasz mnie. My nie mamy jak tego sprawdzić, ale ty możesz coś zrobić. 
~ Co masz na my myśli? 
~ Louis miał wylądować na lotnisku DONA FLY w Londynie, wiesz gdzie to jest? 
~ Tak, sama tam lądowałam. 
~ Dobrze, więc udaj się tam i wypytaj czy w ogóle wysiadł z samolotu, na pewno każdy tam zna Louisa Tomlinsona. My też będziemy próbować się czegoś dowiedzieć, bądź dobrej myśli, jesteśmy w kontakcie. Pa. 
~ Pa. 
Liam rozłączył się.
- Amber, Liam nic nie wie, na początku rozmowy nawet zapytał czy Lou już jest. Powiedział mi, na którym lotnisku miał wylądować, muszę tam jechać i dowiedzieć się czy go tam widzieli.
- Jechać z tobą?
- Jeśli byłabyś tak miła
W drodze na lotnisko, cholernie się bałam. Bałam się o niego jak jeszcze o nikogo innego.
Wbiegłam do rejestracji, Amby za mną.
- Przepraszam bardzo, widziano tutaj dzisiaj Louisa Tomlinsona?
- Nie, absolutnie... już dawno One Direction nie używa naszych linii lotniczych. - oznajmił facet zza biurka
- Na pewno? Dzisiaj miał tutaj wylądować.
- Numer samolotu? Godzina przyjazdu?
- Numeru nie znam, a godzina 7:00.
- Proszę chwileczkę zaczekać. - powiedziawszy to, wybrał jakiś numer i zadzwonił. Po chwili powiedział.
- Był to samolot nr 14, wylądował bezpiecznie, wszyscy opuścili pokład, ale pana Tomlinsona tam nie było, bardzo mi przykro.
Nagle dostałam telefon.
~ Halo? 
~ Pani Maddison?
~ Zgadza się, ale kto mówi?
~ Jestem komendantem policji, czy to pani jest obecną partnerką Louisa Tomlinsona? 
~ Tak, czy dzwoni pan w jego sprawie? Co z nim? 
~ Tak, chodzi o niego, ale nie mam dobrych wieści. 
~ Co ma pan na myśli.
~ Louis Tomlinson został zamordowany, bardzo mi przykro. 
~ Ale... ku*wa...
Rzuciłam telefonem o ścianę na lotnisku, usiadłam pod drzwiami toalety i zaczęłam płakać chowając twarz w dłoniach.
Dlaczego? Kto? Kiedy? Jakim prawem? Jak mu się to udało? Dlaczego mojego Louisa? Jak ja teraz będę żyć? Czy w ogóle będę? Czy jest jeszcze sens? - wszystkie te pytania bez odpowiedzi mieszały się w mojej głowie, jednak po chwili znalazłam na jedno odpowiedź : Bez niego moje życie nie ma sensu.
Weszłam do ubikacji, pod którą siedziałam. Zamknęłam się. Usiadłam pod umywalką. Wyciągnęłam z torebki nóż, który zawsze przy sobie nosiłam do obrony. Kiedyś był to gaz pieprzowy, ale teraz przeniosłam się na wyciągany nożyk. Podwinęłam do góry rękaw, popatrzyłam na pulsującą żyłę, po czym szybkim ruchem przejechałam nożykiem po skórze.
Po chwili całe życie stanęło mi przed oczami, zaczęłam czuć się coraz słabiej, krew była wszędzie, krzyknęłam tylko ' Louis ' i odpłynęłam.
C.D.N.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To całkiem inny przebieg wydarzeń niż chciałam napisać, jutro ostatnia część, która to zakończy, myślę, że was zaskoczy.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Cz. 9

Kasia skomentowałaś, dokładnie wiesz o co chodzi, bo naszym ulubieńcem jest ta sama osoba.
Nie masz za co dziękować, ale nie wiem co by było, gdybym nie powiedziała ci o ich istnieniu :o
No więc... ta część jest o "mojej" rozmowie z Louisem... ale przede wszystkim o Maddy i Amber, które są przyjaciółkami, więc ta część do nas pasuje.
Z dedykacją dla Ciebie :* :
***************************************************************
C.D.
- Nie możesz wpływać na jego decyzje, Louis jest dorosły, wie co robi i na co wywala kasę. - tłumaczyła mi Amber.
- Ale na mnie nie będzie... będę się źle czuła z myślą, że wyłożył na mnie tyle kasy, której nigdy nie będę w stanie mu zwrócić. Poza tym i tak już dużo mi dał. Po zostawił mi pieniądze na zrobienie prawka, a za 3 miesiące dołączam do nich w trasę. Przez chorobę wszystko może się spieprzyć Amby... - rozpłakałam się.
Amber mnie przytuliła.
- Nic się nie spieprzy. Prawko poczeka, Louis Ci pomoże tak jak reszta chłopaków z zespołu, z dodatkowo masz jeszcze mnie.
- Ciebie? Boję się...
- Dlaczego?
- Kiedyś mnie zostawiłaś z moimi problemami, więc teraz też możesz to zrobić.
- Przysięgam Ci, że drugi raz nie popełniłaby tego błędu, byłam głupia, przepraszam.
- W porządku, w zasadzie miałaś rację, muszę zadzwonić do Lou za w czasu, później będzie gorzej.
- Zadzwoń a ja zrobię nam coś do picia, jeśli pozwolisz.
- Jasne, w pierwszej szafce jest kawa, herbata itd.... odnajdziesz się. Idę zadzwonić.
Wybrałam numer, serce waliło mi gorzej niż przed sprawdzianem z matematyki z czasów szkolnych.
~ Hej kochanie. 
~ Cześć Skarbie. 
~ Jesteś zajęty? 
~ Nie, akurat siedzimy, rozmawiamy i się wygłupiamy, coś się stało czy tak po prostu dzwonisz. 
~ Chciałabym, żeby to było to drugie, ale niestety... 
~ Maddy, teraz zaczynam się bać. 
~ Jestem chora. 
~ A....ale na co? 
~ Trudne do wyjaśnienia... mówiąc w skrócie, bez szybkiej operacji nigdy... nigdy... nie będziemy mogli mieć dzieci, to znaczy ty tak, ja nie. 
~ Jeśli ty nie będziesz mogła to ja też nie.
~ Czyli to koniec...
~ Dlaczego? Zoperują Cię i będzie jak należy. 
~ Nie... wiążą się z tym ogromne koszta, a ja nie mam tyle pieniędzy. 
~ Trzeba było mówić tak od razu, zerwę się z trasy, chłopcy zaliczą kilka koncertów beze mnie, przyjadę, przejdziemy przez to razem. 
~ Nie, nic od ciebie nie chcę, po drugie nie możesz zawieść, swoich fanów... Wiem, że to największe marzenie Directioners, żeby was poznać, chociaż nią nie byłam. 
~ Bez gadania, będę jutro. Kocham Cię. 
~ Nie możesz.... - nie zdążyłam dokończyć, bo się rozłączył
Akurat Amber weszła z tacą z kubkami do salonu.
- I jak? - zapytała.
- Fatalnie, wiedziałam, że tak będzie.
- Kazał ci się wynosić z domu?
- Nie, Louis taki nie jest.
- To co?
- Jutro...
- Co jutro? Medy, co się dzieje? Jakoś nie jasno dzisiaj mówisz.
- Louis powiedział, że jutro tu będzie.
- To się ciesz, zobaczysz ukochanego, który ci pomoże, a ja go przy okazji poznam.
- Nic nie rozumiesz, Lou opuści kilka koncertów, a to najgorsze co może zrobić, według mnie.
- To nic, uwierz, gdyby mu nie zależało, olałby to, widać, że cie kocha, jedynie pozazdrościć ci takiego faceta.
- Przenocujesz tu? Nie chcę być sama.
- Jasne, ale jak Louis przyjedzie, nie będzie miał nic przeciwko?
- Na pewno nie, poza tym to też mój dom.
*TYMCZASEM U CHŁOPCÓW W TRASIE*
~~~~OCZAMI LOU~~~~
Już kończyłem pakować rzeczy, ale to było mniej ważne, bo w domu jest tego dużo więcej.
- Louis na pewno pojedziesz? - zapytał mnie Harry
- Tak. Kocham ją, jakby się coś stało, nie wybaczyłbym tego sobie.
- Harry, przestań, to kochane, co Louis robi, niech jedzie. Jedyny minus to, że będzie brakować na koncertach jednego z nas. - dopowiedział Niall
- Dacie radę, przecież niedługo wrócę, jak Maddy będzie już po operacji, no i jak wszytko będzie w porządku.
- Musi być. - powiedział Liam.
- Dokładnie. Trzymajcie się, pojadę sam na lotnisko. - oznajmiłem i wyszedłem.
*Dom*
~~~Maddy i Amber~~
- Cieszę się, że zostałaś. - powtarzałam to Amby cały czas.
- Nie ma sprawy kochana. Musisz się jakoś rozerwać przed operacją, spotkaniem z Louisem, i oderwać od tego wszystkiego. Patrz co mam !
Amber wyciągnęła komedię romantyczną "Oh C! Facec!" i lody.
- Czytasz w moich myślach. - oznajmiłam i zaczęłyśmy cudowny babski wieczorek o jakim marzyłam, odkąd straciłam kontakt z najlepszą przyjaciółką.
________________________________________________________________
Muszę to już jakoś zakończyć i zacząć nową historię, tylko muszę mieć jakiś odjechany pomysł.
Trzymajcie kciuki za moją wenę przy kolejnej historii.

środa, 9 kwietnia 2014

Niespodzianka :))

Zmieniłam troszkę moje plany, bo miałam dodać kolejną część opowiadania, ale wpadłam na pewien pomysł i myślę, że się wam spodoba.
Więc... ja teraz zamiast Imagina napiszę moją historię, a mianowicie, jak zaczęłam słuchać 1D, a później coś o moim ulubieńcu. Wy później w komentarzu napiszecie to samo co ja, tylko ze swoim ulubieńcem, chyba, że go nie macie, to ogółem. Przeczytam wszystkie wypowiedzi, a ta, która przemówi do mnie najbardziej... zostanie nagrodzona.
Nagrodą będzie dedykacja kolejnej części. Warunkiem jest --- jeśli piszesz z anonima napisz imię i nazwisko, bądź pseudonim, który będzie twoim znakiem rozpoznawczym.
Myślę, że weźmiecie udział.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
                                                           One Direction
Zaczęło się to pewnego, zwyczajnego dnia. Był to weekend, chyba sobota, ale omińmy to... no więc... to było już ponad 2 lata temu, weszłam na NK, zobaczyłam piosenkę wysłaną przez moją znajomą. Myślę, że domyślacie się jaki to utwór?
Oczywiście "WMYB" - 1D.
Posłuchałam.... i po prostu zostałam oczarowana, ale nie czułam się Directioner. Co więcej, nawet nie wiedziałam kim są Ci przystojni chłopcy i nie wiedziałam, że jest coś takiego jak "Directioner"
Po przesłuchaniu "WMYB" moją szczególną uwagę przykuł Zayn.
Przejdźmy do teraźniejszości.
Po jakimś czasie zostałam Directioner, tak jest do teraz i tak już będzie zawsze.
Piątka zwyczajnych chłopców, obecnie już mężczyzn, przyznajmy... . No więc ta piątka wprowadziła do mojego życia wszystkie kolory tęczy. Dzięki nim, wstając każdego, nudnego dnia, uśmiecham się.
Ale jeden z nich.... jest całym moim życiem.
Jest moim sensem. Dzięki niemu mam ochotę dalej żyć, chociaż tak bardzo nienawidzę swojego życia.
Dzięki niemu widzę promyczek nadziei, bo wiem, że on jest gdzieś na świecie, a może nawet przelatywał nad moim miastem?
Ale na 100% jestem pewna, że mnie kocha. Bo ten słodki, uroczy, niebieskooki jak morska fala blondynek kocha wszystkie swoje księżniczki, Crazy Mofos, Niall's Girls... zwał jak zwał.
Nie wyobrażam sobie życia, bez niego.
Może to dziwne, bo chłopak, którego tak naprawdę nie znam, jest całym moim sercem...
Skoczyłabym za nim w ogień, oddałabym życie, bo jest tak bardzo idealny, jest dla mnie po prostu WSZYSTKIM. Nie ma jego = nie ma mnie.
Jego głos, przemawia do mnie jak żaden inny, przenika we mnie, przeziera się, jak strzała amora.
Moje życie to porażka, więc każdy myśli, że żeby to odbudować i sprawić, że nasycę się szczęściem potrzeba wiele.
Ale to błąd.
Błędne myślenie.
Wystarczyłby jeden dotyk i uścisk, żebym była najszczęśliwszą osobą na świecie. Uścisk i Dotyk Niall'a.
Kocham Liam'a, Harry'ego, Louis'a i Zayn'a, ale jak fanka kocha idola ♥
A Niall jest dla mnie czymś zupełnie innym, darzę go inną miłością niż ta miłość Fanów do ich Idoli.
Niall jest wszystkim co mam, tylko szkoda, że on tego nie wie.
****************************************************************
To moje.... :'(
Wasza kolej.
Chcę szczerych wypowiedzeń, takich jak moja, bo moja jest zupełnie szczera!

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Cz. 8

C.D.
Amby szybko zapisała mi swój numer w telefonie, a ja udałam się do ginekologa z negatywnym testem. Na razie nie mówiłam nic Amber, może potem? A może wcale? Na razie muszę wyjaśnić to do końca.
Po 20 minutach weszłam do gabinetu.
- Dzień dobry, pani Kleine.
- Cześć Maddy.
- Proszę pani, mam test... a nawet zrobiłam ich 4, wszystkie są negatywne.
- Bardzo dziwne. Chodź zrobimy USG jeszcze raz.
- Maddy, mój błąd. - powiedziała po badaniu.
- Czyli nie jestem w ciąży?
- Nie.
Już odetchnęłam z ulgą.
- Ale... - zaczęła dalej pani Kleine.
- Coś nie tak?
- Owszem. Masz ostre zapalenie woreczka żółciowego, kamienie na macicy...dlatego myślałam, że to ciąża, ale teraz rozłożyły się i już wszystko rozumiem.
- To groźne?
- Tak. Kamienie na macicy są groźne dla kobiet, ponieważ brak szybkiego zoperowania i usunięcia kamieni.... może spowodować bezpłodność.
- Czyli... - oczy napełniły mi się łzami, a gardło tak się zacisnęło, że nie mogłam nic wykrztusić.
- Twój stan już jest poważny, to zapalenie. Jeżeli szybko nie zareagujesz, może dojść do zapalenia otrzewnej, a wtedy już nic nie pomoże i nigdy nie będziesz mogła mieć dzieci.
- Ale na razie jest szansa?
- Tak.
- Ile mam czasu?
- Musisz iść do specjalisty, ja jestem tylko ginekologiem. Ale wiem, że wiążą się z tym wysokie koszta.
- Dziękuję za wszystko pani Kleine. Do zobaczenia.
- Nie ma sprawy Maddy, powodzenia i trzymam kciuki, chcę, żeby ci się powiodło. - odpowiedziała a ja wyszłam.
Na zewnątrz pękłam, zaczęłam płakać, myśląc o kosztach... na pewno dowalą mi z kilka tysięcy, a mnie na to nie stać. Musiałam się komuś wyżalić, a jedyną osobą, której mogę to powiedzieć i która mi doradzi co robić jest Amby.
Zadzwoniłam do niej.
- Amber, spotkajmy się. 
- Kiedy?
- Jak najszybciej. 
- Jasne, mogę w każdej chwili. 
- Za 10 minut, pod Big Benem?
- Jasne, nawet jestem w okolicy.
- Ja właśnie też.
- O chyba Cię widzę. 
- Ja ciebie też. - rozłączyłam się i zmierzałam w stronę przyjaciółki. 
- Coś się stało? - spytała
- Tak. - zaczęłam, a następnie opowiedziałam jej całą historię.
- Bardzo mi przykro, jak mogę ci pomóc.
- Doradź mi. Powiedzieć o tym Louisowi teraz, czy najpierw iść do lekarza? Nie chcę go ściągać z trasy, a założę się, że jakbym mu powiedziała, to... przyjechałby tu.
- Gdybym była na twoim miejscu, powiedziałabym mu to, a potem razem z nim poszła do lekarza.
- Ale Amb, nie słyszałaś, i tak mnie nie wyleczą, wiążą się z tym ogromne koszta, a ja nawet porządnej pracy nie mam.
- Halo ? Masz chłopaka piosenkarza.
- Nie chcę go wykorzystywać na moje potrzeby.
- Zobaczysz, że i tak za ciebie zapłaci.
- Nie pozwolę mu na to.
C.D.N.
---------------------------------------------------------------------
Dziś krótko, bo nie mam dużo czasu :/ W weekend, będę siedziała i pisała :)
Jak ta część ?

środa, 2 kwietnia 2014

cz.7

C.D.
Byłam taka zmęczona.... nawet tymi myślami o mojej "rzekomej" ciąży. Poszłam więc spać, bo jutro idę to ginekologa wyjaśnić sprawę.
~~RANO~~
Przebudziłam się, ale jeszcze nie otworzyłam oczu, nagle usłyszałam czyjeś kroki. Przestraszyłam się.
- Kto tu jest ? - krzyknęłam, a do pokoju wszedł Louis.
- Louis ? Co ty tu robisz? Gdzie reszta? - zasypywałam go tymi pytaniami i wieloma innymi.
- Reszta w trasie, ja tutaj jestem tak przelotem, chciałem cię zobaczyć, już nie wytrzymałem.
- Ale minęły dopiero 2 dni od waszego wyjazdu.
- Wiem, ale dla mnie to cała wieczność.
Nasze usta prawie się złączyły, aż tu BUM, czar prysł, a ja się obudziłam.
Pocieszające, ale niestety to tylko sen, po którym zaczęłam tęsknić za Louisem jeszcze bardziej.
Postanowiłam więc do niego zadzwonić, ale nie odebrał.... tego się spodziewałam, w końcu jest bardzo zajęty. Mimo to miałam nadzieję, że wkrótce oddzwoni.
Zjadłam śniadanie, zrobiłam delikatny make-up, ubrałam ulubione ubrania i postanowiłam, że pójdę na miasto przed wizytą u lekarza.
Tak też zrobiłam. Chodziłam po całym Londynie, oglądając wystawy w sklepach. Jedna bluzka przykuła moją uwagę, więc weszłam do środka. Przymierzyłam ją i bez zastanowienia podeszłam do kasy.
- Maddie? - odezwał się damski głos zza moich pleców. Skądś go znam, ale jak na razie nic dobie nie przypominam. Pełna zaciekawienia, obróciłam się za siebie.
- Amber? - szepnęłam do niej niepewnie.
- Tęskniłam za Tobą. - rzuciła mi się w ramiona.
- Porozmawiamy jak zapłacę, wyjdź już na zewnątrz.
Po moim zakupie, wyszłam do Amber.
- Co ty robisz w Londynie? Mieszkałaś przecież w Nowym Jurku! - krzyknęłam
- Z tego co wiem to ty też nie mieszkałaś tutaj, tylko w Hollywood.
- Dawno się przeprowadziłaś?
- Kilka miesięcy temu, a ty?
- Też jakoś tak.
- Cieszę się, że znowu mogłam Cię zobaczyć.
- Nie boisz się ze mną spotykać? - powiedziałam z oburzeniem, przypominając sobie tamte okropne czasy.
- O czym ty mówisz Medy?
 ' Medy ' zawsze tak na mnie mówiła, gdy byłyśmy przyjaciółkami, dobrze to pamiętam, było cudownie, najlepsza przyjaźń świata. To znaczy tak myślałam, dopóki nie pojawił się Mark. Ja byłam ' Medy ' ona ' Amby '. Jakby się teraz zastanowić, brakowało mi jej.
- Nie udawaj, że nie wiesz. Kocham Cię, byłyśmy nierozłączne od dziecka, ale gdy pojawił się Mark, ty po prostu wyjechałaś z Hollywood do NY i zostawiłaś mnie, pomimo, że wiedziałaś jaki z niego drań, akurat wtedy, gdy najbardziej potrzebowałam takiej osoby jak ty, Ciebie nie było.
- Dobrze wiesz, dlaczego wyjechałam. A po drugie, nie zapominaj, że uprzedzałam Cię, że z tym gościem jest coś nie tak, chciałam, żebyś wyjechała ze mną, ale byłaś pewna, że Mark się zmieni, więc wyjechałam sama, bałam się. Strach ogarniał mnie każdego dnia... nie czułam się tu bezpiecznie, nie miałam pewności, że gdy wyjdę do sklepu, parku, restauracji lub kawiarni, że z krzaków nie wyskoczy Markuś i mnie nie zabije. To był psychopata, a poza tym nadal nim jest.
Zastanowiłam się chwilę. Spojrzałam głęboko w tą paskudną przeszłość i rzeczywiści Amber proponowała mi pomoc, a ja jej nie posłuchałam.
- Masz rację Amby. Ale nie wytykajmy sobie teraz błędów z dawnych czasów. Chcę mieć z tobą taki kontakt jak kiedyś.
- Ja również tego chcę. Powiedz, jak tam twoje życie z Markiem?
- On dla mnie nie istnieje.
- Czyli w końcu się go pozbyłaś?
- Można tak powiedzieć.
- Czyli jesteś z nim czy nie?
- Nie, a nawet zaczęłam nowy związek, taki na zawsze, ja dla mnie.
- Kto to? Będę mogła go poznać?
- Z chęcią przedstawię Ci Louisa i wszystkich jego przyjaciół z zespołu, ale... - nie zdążyłam dokońćzyć
- A więc piosenkarz? Mmm, na pewno seksowny. Koledzy z zespołu... a są jacyś wolni?
- AMBER! - krzyknęłam z szyderczym uśmiechem. - Pozwolisz mi dokończyć? - dodałam.
- Jasne, przepraszam.
- Więc poznasz ich, ale dopiero za 6 miesięcy, chłopcy wyjechali w trasę 3 dni temu.
- Aj... spotkałam się o 3 dni za późno.
- Nie martw się, mam nadzieję, że z Tobą te pół roku zleci tak szybko jak pstryknięcie palcem.
- A są jacyś wolni?
- Są.
- Ile?
- Będziesz miała w czym wybierać.
- Opiszesz mi ich?
- Więc tak.... woli to Harry i Niall.
Harry : Brytyjczyk, ciemne kręcone włosy, śliczny uśmiech, malinowe usta, zielone oczy, seksowne ciało, ostry niegrzeczny chłopczyk, ale bardzo wierny
Niall : Irlandczyk, farbowany uroczy blondynek, najsłodszy uśmiech na świecie, błękitne oczy, wrażliwy typ chłopaka, za to bardzo opiekuńczy.
Jeśli chodzi o twój typ to który z nich?
- Medy wiesz, że zawsze miałam słabość do niebieskookich blondasków, ale kto wie, co kryje w sobie drugi ostry chłopczyk... muszę ich poznać, może do któregoś coś poczuję, a może do żadnego, nie mogę teraz powiedzieć, że chcę któregoś i zaraz na niego polecę, bez miłości, prawdziwej i wzajemnej, nie ma związku.
- Niall jest cudownym facetem, z resztą Harry też i Liam i Zayn i mój Lou, wszyscy są cudni, sama zobaczysz.
- Już nie mogę się doczekać, oby ten czas szybko zleciał.
Właśnie czas! - pomyślałam i spojrzałam na zegarek.
- Amby muszę lecieć, za 20 minut mam wizytę u lekarza, wyjaśnię potem, zapisz mi swój numer, bo wiem, że zmieniłaś i umówimy się na potem.
- Dobrze, robi się.
C.D.N.
Przepraszam za długą nieobecność, ale jestem mega zajęta. Mimo to będę się starać dodawać, jeśli ktoś to w ogóle jeszcze czyta...
Podoba się kolejna cześć?

wtorek, 25 lutego 2014

Cz. 6.

C.D.
..... co on wykombinował.... - myślałam idąc do kuchni.
Na stole znalazłam kopertę. Otworzyłam ją. Nie mogłam uwierzyć swoim oczom. Nie wiedziałam czy płakać, czy się śmiać, i czy w ogóle przyjąć to od niego. W kopercie był jeszcze liścik.
~~ Wiem, że jesteś dobrym kierowcą, dasz radę, będę trzymał za ciebie kciuki przez całe te 3 miesiące. Kurs trwa miesiąc. Wszystko ci wyjaśnią, jutro pojedź do zakładu "I'll try" i tam wszystkiego się dowiesz, przedstaw się jako Maddie Tomlinson, bo wszystko już załatwiłem, dadzą ci specjalną książkę, i nie pozostanie ci nic innego tylko się uczyć. Powodzenia. ~~
Co za czubek. ~~ pomyślałam.
Ale z drugiej strony nie mogę się przedstawić jako Maddie Tomlinson, jak później dadzą mi prawko na nie moje nazwisko? Aj głupiutki ten mój Louisek, ale za to jaki hojny. Nikt nigdy nie zrobił i jestem pewna, że nie zrobiłby czegoś takiego dla mnie, z dnia na dzień jestem coraz bardziej pewna tego co czuję.
W kopercie były ponad 4 tysiące $ na prawko. To więcej niż do tej pory zarobiłam. A o tak po prostu mi to daje. Wspaniały człowiek.
   Od czasu chłopów minęła dopiero godzina a ja już tęsknię, zadzwoniłam do Lou :
((( # - ja )))
((( ## - Lou )))
# Skarbie jesteś szalony, tyle pieniędzy...
## Daj spokój, teraz są 3 rzeczy o których marzę.
# Jakie?
## 1. Żebyś zdała prawo-jazdy, 2. Żebyś już była blisko mnie, a 3 miesiące minęły jak 3 minuty, A 3. .... o tej dowiedz się za 3 miesiące.
# Aj ta TRÓJKA mnie prześladuje.
## Co teraz będziesz robiła?
# Może pójdę na miasto...
## Idź, to ci dobrze zrobi.
Rozłączyłam się, zajrzałam w mój dzienniczek i okazało się, że mam dziś wizytę u ginekologa.
Więc pierwszą rzeczą jaką zrobiłam to poszłam do lekarza.
*W gabinecie*
- Dzień Dobry.
- Witam Maddie, połóż się, dzisiaj robimy USG prawda?
- Tak, na ostatniej wizycie mówiła pani, że dziś to zrobimy.
- Tak, tak zgadza się chciałam sprawdzić stan jajników.
Położyłam się na łóżku.
Ah, jak ja nienawidzę tego zimnego żelu.
- O, Maddie, gratuluję.
- Słucham?
- To jest ciąża.... przyjrzę się.. tak to na pewno ciąża.
Nagle całe życie mignęło mi przed oczami, nie spałam jeszcze z Louisem i to jest najgorsze.
- Ale Pani doktor, to jest niemożliwe.
- Ale sama widzisz, to drugi miesiąc.
- Ale to na prawdę niemożliwe.
- Możliwe, możliwe, nie cieszysz się?
- Niech mnie pani posłucha, niedawno zerwałam z chłopakiem, bo się nade mną znęcał i nie spaliśmy od 3/4 czasu naszego związku, teraz mam nowego chłopaka, z którym jeszcze nie spałam, więc jak pani widzi, nie spałam z nikim od 2 lat, także dziecko jest niemożliwe.
- Maddie, tu jest ciąża, 2 miesiąc, zastanów się dobrze o swoich ostatnich stosunkach i przemyśl, to. Na tym zakończymy wizytę.
- Dobrze, dziękuję, do widzenia.
Wyszłam z sali i poszłam do domu.
Po powrocie usiadłam na sofie i zaczęłam płakać, pogłaskałam się po brzuchu i chciałam żeby to był sen.
Niech ona zrozumie, że to jest niemożliwe. Ten jej monitorek był chyba brudny, bo ja jestem pewna na 100%, że z nikim nie współżyłam od 2 lat, więc ciąża nie wchodzi w grę. Natychmiast wybrałam się do apteki po test ciążowy. Po pół godzinie byłam w domu. Wpuszczając kropelki moczu, modliłam się o jedną kreskę. Byłam zrozpaczona, bo ona na pewno myśli, że jestem jakąś dziwką, ale ja naprawdę nie miałam z tym do czynienia od 2 lat.
Jej zdaniem jestem w 2 miesiącu, nie znałam jeszcze Louisa a z Markiem nie spałam, to musi być pomyłka.
Stałam z tym testem i oczekiwałam wyniku.

http://i.wp.pl/a/f/jpeg/23385/test_ciazowy550.jpeg

Test był negatywny.
Zadzwoniłam do niej i umówiłam się na jutro, żeby jej go pokazać.
C.D.N

piątek, 21 lutego 2014

Cz. 5

C.D.
- Muszę iść do Hazzy.
- Po co?
- Ej... Obiecałam mu horror.
- Ale samej cię z nim nie zostawię.
- To choć z oglądać z nami.
Zeszliśmy na dół, obejrzeliśmy horror, potem wygłupialiśmy się i bardzo dużo rozmawialiśmy, po godzinie dołączyli do nas Niall, Zayn i Liam.
- Ale jestem padnięta, chłopacy są niesamowici, nie wiedziałam, że jesteście tacy...
- Jacy ? - spytał Lou.
- Tacy SZALENI I ... KOCHANI.
- Ja też ?
- No nie wiem... - droczyłam się z nim
- Nie rozmawiam z tobą. - obrócił się napięcie.
- Wiem, że nie mógłbyś beze mnie wytrzymać nawet minuty.
- I to jest ten problem.
- Dlaczego uważasz to za problem? To słodkie.
- Ale...
- Coś się stało?
- Tak, ale nie potrafię ci tego powiedzieć.
- Jedziemy w trasę. - oznajmił blondynek wchodząc do salonu.
- Co? - zapytałam zdziwiona - od kiedy o tym wiesz ? - spojrzałam na Louisa
- Dobrze wiesz, że takie rzeczy wie się od dawna.
- Na ile jedziecie?
- Ta trasa będzie krótka.
- Dla mnie krótko bez ciebie to tydzień.
- Jedziemy na troszkę więcej niż tydzień.
- Ile?
- Maddie....
- ILE ? - krzyknęłam.
- Pół roku.
- Louis... - rozpłakałam się i mocno do niego przytuliłam.
- Co ja bez ciebie zrobię? - mówiłam nie puszczając go.
- Nie martw się, będziesz tu mieszkać, to twój dom, to, że jedziemy w trasę, nie oznacza, że masz się wynieść.
- Nie o to mi chodzi, teraz jak zaczęło się wszystko układać, teraz gdy moje życie u koloryzowali najlepsi faceci na świecie, w tym jeden, który jest całym moim życiem, właśnie teraz musimy się rozdzielić?
- Ale nie będziemy rozdzieleni przez całe 6 miesięcy.
- Jak to?
- Starałem się jak tylko mogłem, żeby cię zabrać, ale nie mogę tego zrobić od razu, nasz producent powiedział, że możemy po ciebie podjechać w połowie trasy, czyli po 3 miesiącach się zobaczymy.
- Dla mnie i tak to wieczność.
- A kiedy wyjeżdżacie?
- Jutro.
- O której?
- 7:00 rano.
- Nie masz pojęcia jak będę tęsknić.
- Uwierz, że ja też - pocałował mnie.
- Za nimi też - pomyślałam o czterech debilach.
- Chodźmy spać, musisz wypocząć. - Louis poszedł pod prysznic, a ja poszłam do chłopców.
- Wy też musicie się wyspać. - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Dlaczego płaczesz? Powinnaś się cieszyć, że od nas odpoczniesz. - zasugerował Harry.
- Nie chcę od was odpoczywać. - powiedziałam w grupowym uścisku.
- No już, kąpać się i spać - oznajmiłam.
- Dobrze mamusiu - szepnął blondasek.
- Bardzo śmieszne, dobranoc. - poszłam  do sypialni.
Louis był jeszcze pod prysznicem, a ja się szykowałam do kąpieli.
Wyszedł owinięty ręcznikiem w pasie.
- Ubierz się, bo zaraz nie wytrzymam. - powiedziałam.
- Co si nie pasuje?
- Jak widzę cię tylko w ręczniku...
- To może nie muszę go mieć w cale? - powiedział i się do mnie przytulił
- Louis nie rób mi tego.
- Masz na to ochotę?
- Mam ochotę na ciebie, ale czuję, że to jeszcze nie czas.
 Louis odwiązał ręcznik.
- Jesteś nienormalny? Drzwi są otwarte, chłopcy cię zobaczą.
- A mało to razy już widzieli?
- Jesteście okropni. - powiedziałam zamykając drzwi na kluczyk.
- Przed chwilą mówiłaś, że niesamowici i kochani.
- Bo jesteście, ale chodzić nago przy kumplach?
- Nie jesteśmy tylko kumplami, jesteśmy braćmi na zawsze i nie mamy przed sobą tajemnic.
- To co masz w majtkach powinno być tajemnicą.
- Dla mnie nie jest.
- Niezły jest. - spojrzałam na jego najlepszego przyjaciela.
- Może nadasz mu imię?
- Z wielką chęcią.
- Wybrałaś już jakieś?
- Owszem. Mój mały będzie się nazywać Jack Tomlinson. (Dżak <33 Haha)
- Twój mały?
- Teraz jest mój.
- Nie chcę, żebyś mi go zabrała.
- Nie mogłabym ci wyrządzić takiej krzywdy... - powiedziałam z zadziornym uśmiechem.
- To co?
- Chciałabym, ale muszę cię jeszcze potrzymać w niepewności, pełnej pokusy.
- Jesteś trudną zdobyczą.
- I chcę, żebyś tak myślał.
- Czyli nie mogę na nic liczyć?
- Możesz, ale nie dziś.
- Kiedy?
- Za 6 miesięcy.
- Głupia trasa.
- To nie jedź.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym zostać tu z tobą.
- Boję się zostać sama.
- Boisz się Marka?
- W zasadzie to jeśli chodzi o niego, przeżyję.
- Mam dla ciebie niespodziankę, ale... zobaczysz ją dopiero jutro jak pojedziemy.
- To wolałabym jej nie dostać, a żebyś został.
- Nie da się tak - pocałował mnie, poszłam się wykąpać i poszliśmy spać, to znaczy on poszedł spać.
Ja całą noc się mu przyglądałam, chciałam się nim nacieszyć, zasnęłam dopiero o 5 nad ranem.
- Maddie, gdzie dałaś kluczyk?
- Co się dzieje? - zapytałam zaspana.
Louis skakał po całym pokoju naciągając na siebie spodnie.
- Która jest?
- Już w pół do 7 a ja nie umiem znaleźć kluczyka do drzwi, kotku gdzie go wczoraj położyłaś?
- Nie pamiętam.
- Nie wiem czy chłopcy mają jeszcze zapasowe...
- Wiem. - powiedziałam i podniosłam mój szlafrok, włożyłam go do kieszeni.
 Louis prędko zjadł śniadanie.
Chłopcy byli już gotowi, ale ja nie :/
- Kocham Cię - powiedziałam wtulona w niego.
- Kochanie, będę tęsknił, ale przez te 3 miesiące będziesz miała co robić. - pocałował mnie.
- Co masz na myśli?
- Zobaczysz.
Gdy Louis zanosił walizki do busa, żegnałam się z chłopcami.
- Mój loczek. - przytuliłam go.
- Później to samo z resztą, uroczym Liamkiem :
- Opiekuj się tymi wariatami, jesteś najbardziej rozsądny.
- To nie było miłe. - powiedział blondasek, żegnając się ze mną.
- A ty... oj po prostu chodź tu. - powiedziałam do Zayniątka.
- Moje maluszki, trzymać się, będę tęskniła.
- Maluszki? - zapytał zdziwiony Zayn.
- No jakby nie było jestem od was starsza.
- Rok to jest nic. - szepnął cwaniacko Irlandczyk.
- Idź już.
- Patrzcie, wygania mnie.
- Nie wyganiam, najchętniej bym was przywiązała do kaloryfera, żebyście nie jechali.
Pomachałam im i stało się, odjechali.
Po kilku minutach przyszedł mi SMS od Louisa :
* Kochanie, niespodzianka czeka w kuchni na stole, mam nadzieję, że wykorzystasz to w sposób jaki sobie wyobrażam, Kocham Cię. *
Byłam niesamowicie ciekawa co ten wariat wykombinował....
C.D.N.

środa, 19 lutego 2014

Cz. 4

C.D.
Myślałam nad tym co powiedział, że robię mu nadzieję, a sama nie wiem co wybiorę. Teraz to mnie trochę bardziej uświadomiło w tym co robię, przytuliłam Louisa od tyłu, bo obrócił się do mnie plecami.
- Co ty robisz? - zapytał bardzo, ale to bardzo zaskoczony.
- Przytulam cały mój świat. - odszepnęłam.
- Co ty mówisz?
- Louis... kocham cię.
- Nie wkręcaj mnie, naprawdę nie mam humoru na bawienie się uczuciami.
- Nie kłamię. Kocham CIĘ !
- Nie wierzę - powiedział.
- Chcesz dowodu?
- Owszem.
Dowód, jaki dać mu dowód... już wiem, nigdy nie chciałam tego zrobić, ale teraz...
- Pocałuj mnie. - powiedziałam
- Jasne, jasne, ja się zbliżę, a ty powiesz, że to jednak był żart.
- Posłuchaj, nie żartowałabym jeśli chodzi o taką decyzję.
Wtedy Louis zrobił tak szybki ruch, że nawet nie zauważyłam kiedy nasze usta się złączyły.
- To było piękne - powiedziałam.
- To było magiczne - stwierdził.
- Wierzysz, że naprawdę cię kocham?
- Tylko na to czekałem, kochanie.
- To już oficjalnie?
- Jeśli naprawdę tego chcesz.
- Dziwne miejsce na rozpoczęcie związku, ale zgadzam się.
- Dlaczego dziwne? Łóżko jest miękkie, ciepłe... wygodne, nie ma lepszego miejsca.
- Jesteś najlepszy.
- Spełniłaś moje marzenie.
- Chyba ty moje, uratowałeś mnie, tak naprawdę, gdyby nie ty, pewnie teraz siedziałabym gdzieś w kącie z nowym siniakiem.
- Jak pomyślę o tym co on ci robił, mam ochotę mu te łapy połamać.
- Mój książę z bajki na którego czekałam, na początku wydawał mi się dupkiem, jak to możliwe?
- Taki już jestem.
- Jesteś... najlepszym co mi się mogło przytrafić, bo.. nie mam rodziny, przyjaciół, Mark to świnia...
- No właśnie, Mark ! Co masz zamiar zrobić z tym fantem?
- Masz na myśli....?
- Ogólnie jego, ten list, zdjęcie...
- Mark jest dla mnie nikim, nigdy do niego nie wrócę, bo mam już kogoś na całe życie.
- Naprawdę myślisz, że wytrzymasz ze mną do końca życia?
- Do końca życia i jeszcze dalej, skarbie.
- Jesteśmy jak Romeo i Julia.
- To idealne określenie.
- Jutro powiemy o nas chłopakom, a teraz śpimy.
*Następny dzień*
Zeszliśmy na śniadanie trzymając się za ręce, nasz plan był taki, że poczekamy aż ktoś się zorientuje, a jeśli nikt nie zauważy, powiemy im.
- Kochanie, tosty czy jajecznica? - zapytał mnie Lou
- Tosty.
- Czy mi się wydaje, czy coś tu nie gra? - zapytał Niall
- No nie wiem, nie wiem słodziaku. - odpowiedziałam.
- Wszystkie krzesła zajęte. - mruknęłam.
- Zaraz doniosę - oznajmił Harry.
- Nie trzeba, choć na kolana. - powiedział do mnie blondynek ze słodkim uśmieszkiem.
- W porządku, ale co jeśli cię zarwę?
- Nie bądź śmieszna.
Usiadłam Horanowi na kolanach.
- Eeem! - zaczął Louis, patrząc na nas.
- Co jest stary? Siadaj, Harry przyniósł krzesło.
Louis zajął miejsce.
- Już możesz przyjść do mnie królewno. - powiedział cwaniacko Lou
Przesiadłam się na jego kolana, szepcząc  :
- Kocham twoją zazdrość.
- Wiedziałem!!! - krzyknął Niall - Gratulacje, szczęścia życzę. - dodał i nas przytulił.
Po śniadaniu poszliśmy się przejść. Rozwialiśmy o sobie, poznawaliśmy każdą cząstkę siebie, on wiedział więcej o mnie, ja więcej o nim, w tamtym momencie myślałam, że nic i nikt nie zdoła przerwać nam tej chwili, ale myliłam się.
Zadzwonił mój telefon.
- Nie odbierzesz? - zapytał
- Nie chcę, żeby ktoś nam przeszkadzał, jeśli się rozłączy, wyciszę go.
- Nie uwierzysz kto dzwonił... - zaczęłam zaskoczona
- Mark?
- Gorzej.
- Nie wiem czy może być ktoś gorszy.
- Jego mama.
- Czegóż to ona od Ciebie chce?
- Zaraz się dowiem, dzwoni jeszcze raz.
- Halo ? - odebrałam ten telefon.
- Maddie... pomóż mi.
- Co się stało, proszę pani?
- Mark....
- Nie chcę o nim słyszeć - przerwałam jej.
- Ale posłuchaj, on chciał się zabić przez ciebie.
- Przeze mnie? A to ja go katowałam tak? Przez to traktowanie, to ja powinnam chcieć odebrać sobie życie, i miałam taką ochotę, ale Louis odpędził moje czarne myśli.
- Jaki Louis, co za Louis?
- To mój chłopak, ale w ogóle co panią to obchodzi i po co do mnie pani dzwoni?
- Chłopak? Szybko się pozbierałaś.
- Nie było trudno, pani syn to drań.
- Drań, nie drań, moje dziecko i tylko ty możesz mu przemówić do rozsądku, on nie chce nikogo słuchać, mówi tylko o tobie, przyjedziesz?
- Dlaczego mam mu pomagać?
- Bo on cię kocha.
- Jakoś za późno się zorientował.
- Szpital nr. 2 Jeśli nie przyjedziesz, będziesz go miała na sumieniu - tym stwierdzeniem zakończyła naszą rozmowę.
- Ha śmieszna jest. - powiedziałam do Lou
- Co ci powiedziała?
- Powiedziała, że Mark chciał się zabić i to przeze mnie, i jak nie przyjadę do szpitala, będę mieć go na sumieniu.
- Nie przejmuj się nią, zapomnij o całej tej chorej rodzince.
Posłuchałam Louisa, bo myślałam dokładnie to samo, ja mu nic nie zrobiłam i nie mam zamiaru tam jechać... sumienie, sumienie mam czyste i mam gdzieś Marka.
*W domu*
- Kochanie, kawa, herbata, czy gorąca czekolada? - zapytał Louis.
- Ty wiesz co.
- Harry, Gorąca czekolada x2. - krzyknął w stronę kuchni.
- Robi się gołąbeczki. - odkrzyknął.
Nagle tak jakoś posmutniałam, a może jego matka ma rację, Mark mnie skrzywdził, ale oprócz mnie nie miał nikogo, matka się zainteresowała, jak zrobił sobie krzywdę.
- Co się stało? - spytał
- Ona ma rację.
- Kto?
- Matka Marka.
- Co ty opowiadasz?
- Zawieziesz mnie do szpitala?
- Jego matka chce, żebyś do niego wróciła, a ty dajesz się podpuścisz, nie znasz życia.
- Dzięki za wsparcie.
- Przepraszam...
- Nie dotykaj mnie, wychodzę. - oznajmiłam i wzięłam kluczyki do auta Louisa.
- Maddie, przecież nie masz prawa-jazdy - krzyknął za mną Louis
- Mam to gdzieś, jeśli nie mogę liczyć na twoją pomoc, sama dam sobie radę.
Nie spodziewałam się tego po Louisie, a może za szybko podjęłam decyzję o nowym związku? Louis robi się zbyt pewny siebie, ale teraz o tym nie będę myśleć, muszę się dostać od szpitala
Wsiadłam do auta, niepewnie, ale wsiadłam, odpaliłam i po prostu ruszyłam.
Dojechałam bez zatrzymania przez policję, jeżdżę dobrze, a prawa-jazdy nie mam tylko z powodów finansowych.
*W szpitalu*
- Gdzie leży Mark Hammlington? - zapytałam na recepcji.
- Pani jest z rodziny?
- Ona jest ze mną. - powiedziała jego matka podchodząc do nas.
- Maddie choć za mną. - szepnęła.
- Dziękuję, że przyszłaś - powiedziała gdy stałyśmy pod jego salą.
- Przyszłam, żeby po prostu posłuchać jaką bajeczkę znowu wciśnie mi twój syn.
- Wejdź do niego, może jak go zobaczysz i wysłuchasz, zmienisz zdanie.
Pociągnęłam za klamkę i weszłam.
Usiadłam przy jego łóżku.
- Cieszę się, że jesteś. - zaczął Mark.
- Mów szybko, bo nie mam ochoty ani na ciebie patrzeć, ani zbytnio słuchać.
Popatrzyłam na jego ręce.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- To nic. - mówił patrząc na swoje pocięte ręce.
- Dlaczego? Głuchy jesteś?
- To nic w porównaniu z tym co ci robiłem, chciałem poczuć to co ty czułaś, ale to nawet w połowie się nie równa z twoim bólem.
- Nie musiałeś tego robić, skoro wiesz, że to nic nie zmieni.
- Zrobiłem to, bo cię kocham, te krzywdy... nie wiem jak mogłem, nie rozumiem samego siebie, jakbym mógł.... dałbym sobie teraz w pysk. - zacisnął zęby
- Mark...
- Nic nie mów, wiem, że mnie nienawidzisz, ale naprawdę jest mi przykro i gdybym mógł cofnąć czas....
- Ale nie możesz.
- Widzisz, że jest mi przykro, wróć do mnie.
- Mark, ale ja kocham Louisa.
- A przestałaś mnie kochać?
- Co to za pytanie?
- Przestałaś?
- Sama nie wiem.
- "nie wiem" a "nie" się się różni.
- Ale to nie zmienia faktu, że chcę być z Louisem, on mnie nie krzywdzi.
- Spędziliśmy 2 lata i 3 miesiące razem...
- Z czego 2 lata były stracone.
- Ale chcę to naprawić, zmienię się, będziemy parą idealną, tylko daj mi drugą i ostatnią szansę.
- Ale Louis...
- Co Louis, naprawdę go kochasz? On jest nikim.
- Nikim jesteś ty.
- Oboje wiemy, że tak nie myślisz.
- Przemyślę to. PA - wyszłam i pojechałam do domu.
*W środku, dom*
- I jak było? - zapytał Louis, ale mu nie odpowiedziałam.
- Ej, no co ty? - objął mnie w pasie, wyrwałam się mu, chciałam iść do któregoś z chłopców i coś porobić, żeby oderwać się od wszystkiego, pierwsze do oka wpadły mi drzwi do pokoju Hazzy.
Zapukałam :
- Mogę wejść?
- Maddie? Jasne.
- Hej.
- No cześć, co cię do mnie sprowadza.
- A chciałabym coś zrobić, na przykład obejrzeć horror, co ty na to?
- Ze mną?
- A czemu nie?
- Myślałem, ze prędzej robiłabyś to z Louisem.
- Ja i Louis, trochę się posprzeczaliśmy, ale nie chcę o tym mówić.
- Aha, czyli nie rozmawiasz z Lou a ja jestem kołem ratunkowym?
- Jasne, że nie, tylko jesteś moim przyjacielem, z was wszystkich, oprócz Louisa, to z tobą zamieniłam najwięcej słów.
- Rozumiem, więc, chodźmy coś obejrzeć.
Usiadłam na sofie, Harry podał kilka tytułów filmów, wybrałam najciekawszy i zabraliśmy się do oglądania, już pierwsza scena przyprawiła mnie o mini zawał, przytuliłam się więc do loczka.
- Co tu się dzieje? - zapytał Louis siadając obok nas.
Harry widząc moją niechęć odpowiedzenia mu, sam to zrobił.
- Oglądamy film.
- A mógłbyś ją puścić?
- Nie, jakoś tak nie mógłbym, bo ona się boi.
- To ja ją mogę przytulić.
- Nie, nie możesz. - krzyknęłam.
- Harry, daj pauzę, musimy sobie coś wyjaśnić. - powiedziałam, złapałam Louisa za ramię i pociągnęłam do naszej sypialni, a Harry poszedł zrobić popcorn.
- Co się z tobą dzieje? - zapytał mnie.
- Ze mną? Popatrz na swoje zachowanie.
- To ty się do mnie nie chciałaś odzywać.
- Bo chciałam, żebyś mnie zawiózł do szpitala, ale ty nawet mnie nie wsparłeś. - rzuciłam w niego kluczykami od auta.
- Nie chciałem tego zrobić, bo się bałem !
- Czego do cholery, czego?
- Że on wepchnie ci taką bajeczkę, że w końcu cię przekona, zostawisz mnie i wrócisz do niego ! - krzyczał.
- Rozważałam to, ale...
- Wiem, że znasz go dłużej, jedź do niego i zapomnij o mnie. - oznajmił, usiadł pod ścianą i schował twarz w dłoniach.
- Myślisz, że miłość jest dla mnie zabawą? Gdybym chciała wrócić do Marka, nie zaczynałabym kręcić z tobą.
- Kocham Cię Maddie - Louis wstał z podłogi.
- Ja ciebie bardziej. - pocałowałam go.
- Nie zostawisz mnie?
- Nie mogę, za bardzo mi na Tobie zależy.
C.D.N.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Cz. 3


C.D
- Pomyliłaś się co do mnie ? - zapytał Louis
- Tak i nawet nie wiesz jak bardzo.
- Ale jak to? Myślałem, że mnie lubisz, co zrobiłem nie po twojej myśli? Obraziłem cię, zraniłem... - musiałam mu przerwać.
- Zamknij się, i daj mi dokończyć, kochanie.
- KOCHANIE? - oczy wyszły mu z orbit.
- Nie bierz tego do siebie, chciałam, żebyś był cicho, a "kochanie" było moim jedynym pomysłem.
- Dobrze, a więc skończ.
- Dziękuję. Więc... pomyliłam się co do ciebie, ale w dobrym sensie. Myślałam, że jesteś głupim gówniarzem bez uczuć.
- Miło - wtrącił
- Wiem, że to chłodne słowa, ale takie było moje pierwsze wrażenie o tobie. Mówię ci to, bo chciałam być z Tobą całkowicie szczera, bo w związkach zaufanie i szczerość to podstawa.
- Związkach ?
- Kiedyś na pewno będziemy razem, chcę zaufanie, budować od teraz.
- Rozumiem.
- Nadal nie dokończyłam. Nieczuły gówniarz, było moim pierwszym  spostrzeżeniem, ale teraz, gdy tak się o mnie martwisz, pomagasz mi, walczysz o mnie, jesteś zazdrosny, pomimo tego, że nie jesteśmy razem, wiem, że nigdy nie znajdę nikogo lepszego, pod względem miłości od ciebie.
- To miłe, ale na świecie są miliony takich facetów jak ja.
- Nie, na świecie są miliony takich facetów jak Mark. Takiego jak ciebie to ze świecą się nie znajdzie, nie wiem dlaczego akurat mnie to spotkało. Ja zawsze w życiu miałam pecha, przykładem jest Mark, a teraz jest na odwrót, spotkałam szczęście, dla którego warto było pocierpieć - bo znalazłam ciebie.
- Możesz mi nie wierzyć, ale... nigdy nie widziałem piękniejszej dziewczyny od ciebie, ale nie to jest dla mnie najważniejsze.
- My tu gadu-gadu, ale chciałabym zmienić temat.
- Dlaczego?
- Bo na nas przyjdzie jeszcze czas.
- Dobrze, więc co teraz będziemy robić?
- Chciałabym bliżej poznać chłopców, jeśli nie masz nic przeciwko...
- Ja ci nie wystarczam?
- Aj, Louis, Louis... koch...
- Powiedz to.
- Jeszcze nie teraz.
Nie wiem dlaczego ukrywam to co do niego czuję, może dlatego, że nie potrafię pogodzić się z tymi przejściami w poprzednim związku...
- Ale jednak, przed poznaniem chłopców mam do ciebie prośbę. - znów zaczął rozmowę.
- Słucham?
- Jeśli cię nie nudzę, chciałbym zadać ci kilka pytań, żeby wiedzieć o tobie jak najwięcej.
- W porządku.
- Odpowiadaj szczerze.
- Nie mogłabym inaczej.
- Więc... chciałbym wiedzieć, co poczułaś po zerwaniu z Markiem?
- Yyy... musimy o nim mówić?
- Wiem, że cię to boli, mnie równocześnie też, bo zależy mi na tobie, ale muszę to wiedzieć, muszę być pewny co do "NAS" w przyszłości
- Jeśli nalegasz... Co poczułam tak? Poczułam się nieważna, tylko to w tamtym momencie czułam.
- Wiesz, że dla mnie jesteś... bardzo, bardzo, bardzo, bardzo - przerwałam mu :
- Wiesz, zdążyłam zauważyć. Dzięki tobie, znów poczułam się kobietą, a nie nic nie wartą szmatą, dlatego nie chciałam o nim mówić, chcę jak najszybciej o nim zapomnieć.
- A więc przepraszam, że znów zacząłem drążyć temat z Markiem, teraz pytania nie będą z nim związane.
- Cieszę się, że tak szybko zrozumiałeś moją nieciekawą sytuację.
- Naprawdę nie masz tu nikogo więcej?
- Nie mam nikogo już nigdzie na tym świecie.
- A rodzeństwo, przyjaciele, rodzice, kuzyni, wujostwo?
- Jestem jedynaczką, przyjaciele odwrócili się ode mnie, bo bali się Marka, a rodzice... zginęli w wypadku, jeszcze przed tym jak spotkałam Marka.
- Przykro mi, nie wiedziałem...
- Nie szkodzi. - rozpłakałam się i przytuliłam do Louisa.
- Wiesz przy tobie znowu czuję się bezpieczna.
~~ MADDIE, masz gościa. - krzyknął Niall z dołu.
- Kto to? - zapytał mnie Lou.
- Nikogo tu nie zapraszałam, wiesz, że nikogo nie mam, pójdziesz ze mną?
- Jasne. - odpowiedział i złapał mnie za rękę.
Osoba, którą zobaczyłam w drzwiach, zaskoczyła mnie, bo jest ona ostatnią osobą jakiej się spodziewałam.
- Skąd masz adres Louisa? - zapytałam
- Maddie, wróć do mnie.
- Zwariowałeś ? Mark, biłeś mnie, traktowałeś jak dziwkę, pomimo tego, że kiedyś naprawdę cię kochałam.
- Nie mogę bez ciebie żyć.
(Louis ścisnął moją rękę bardziej)
- Nie możesz żyć beze mnie? Czy bez ciała, na którym się wyżywasz ?
Mark podszedł do mnie.
- Odejdź - krzyknął Louis odpychając go.
- Stary ja nie chcę się kłócić, przyszedłem tylko po to co moje.
- Ona nie jest już twoja.
- Czyli co jesteście parą? Zdradziłaś mnie?
- Louis nie jest moim chłopkiem, nadal nie pozbierałam się po rozstaniu z tobą.
- Kiedy my się rozstaliśmy?
- Wczoraj...
- Byliście u mnie wczoraj?
- Mark, dobrze się czujesz?
- Tak, ale wyjaśnij mi jedno, skoro nie jesteście razem, czemu trzymacie się za ręce?
- Bo się ciebie boję nie rozumiesz? Louis dodaje mi otuchy, przy nim czuję się pewniej.
- Nie mam więcej pytań, życzę wam powodzenia. - rzucił we mnie jakąś kopertą i odszedł.
- Co to miało być ? - zapytał Lou
- Dołączam się do pytania.
- Co to jest ? - spytał patrząc na kopertę, którą trzymałam
- Też chcę wiedzieć, otwórzmy ją.
Usiedliśmy na sofie. - Otworzyłam kopertę. Pierwszą rzeczą, jaką z niej wyciągnęłam było nasze wspólne zdjęcie, zrobiona na naszej miesięcznicy.
- Oddaj to.
- Nie.
- Wolisz patrzeć i przypominać sobie te 2 zmarnowane lata?
- 2 zmarnowane lata, ale 3 udane miesiące.
- Nadal go kochasz?
- Nie, nie mogłabym.
- Co jest jeszcze w środku?
- Liścik.
- Przeczytaj.
----TREŚĆ--- :
Spotkałem Ciebie,
Mam tylko Ciebie,
Nie chcę, żeby to się tak skończyło,
boję się wiesz?
Bo lubię grać cwaniaka,
Taki jestem, nic więcej tylko głupek!
Ty - to cały mój raj na ziemi,
nie chcę nic innego, tylko...
wróć do mnie,
zmienię się,
przemyśl to,
ale pamiętaj, że...
za Tobą pójdę wszędzie. 
Kocham Cię, 
przepraszam, za każdą krzywdę jaką ci wyrządziłem. 

- Nie uważasz ku*wa, że to trochę za późno? - krzyczał do kartki papieru. - Louis przestań, ten tekst jest słodki...- Chcesz do niego wrócić ? - Nie i nigdy tak nie myśl, nie da się mnie przekupić kawałkiem papieru, mnie można zdobyć, dzięki dobremu sercu, a tylko jeden chłopak je ma. 
- Mam do ciebie ostatnie pytanie i najważniejsze pytanie. 
- Tak? 
- Kochasz mnie? 
- Louis... ja nie mogę. 
- Nie możesz kochać? 
- Nie ciebie i nie teraz. 
- Pokochałaś drania, ale mnie nie potrafisz? 
- To trudne. - oznajmiłam i poszłam się położyć, to za dużo wrażeń jak na jeden dzień. 
*tymczasem na dole*
Louis rozmawia z Liam'em.
- Stary co ja robię nie tak? 
- Nic. Musisz poczekać, ona musi się oswoić z nowym otoczeniem, z tobą!
- Idę do łóżka, już nigdy więcej nie będę jej mówił o nas, do puki sama nie zacznie tematu !
- I o to mi chodziło. 
- Dobranoc. 
- Tka, do jutra na śniadaniu. 
Czytałam nowe posty na laptopie Louisa, gdy nagle wszedł do pokoju. 
- Przepraszam, nie jesteś zły, że go wzięłam? - zapytałam.
Nie mógłbym być na ciebie zły. 
- Nie zrozum mnie źle, muszę to wszystko przemyśleć, ciebie, mnie, Marka, niebawem poznasz moją odpowiedź.
- Będę czekał. - powiedział i obrócił się do mnie plecami.
- Dobranoc.... KOCHANIE.
- Nie mów tak, to mnie drażni, robisz mi nadzieję, a kto wie, jaka będzie twoja decyzja... - oznajmił.
C.D.N

niedziela, 16 lutego 2014

Cz. 2

C.D.
- Louis na pewno chcesz tam jechać ? - zapytałam
- Tak. Ten dupek musi wiedzieć co o tym myślę, ja się nim zajmę a ty spakujesz swoje rzeczy.
- Nie mogę. Nie mam gdzie się zatrzymać.
- Nie bądź śmieszna, będziesz mieszkać tu.
- Nie. Nie znasz mnie, nie podejmuj takiej decyzji z sekundy na sekundę.
- Maddie, wierzę, że jesteś cudowną osobą, której można zaufać, a poza tym, gdybym pozwolił ci samej wrócić do niego, byłbym jeszcze gorszym draniem niż on. Dla mnie po prostu najgorszą rzeczą jest jak dziewczyna cierpi przez faceta.
- Dziękuję ci. Nawet nie wiesz jak wiele to dla mnie znaczy. Już masz kolejny wielki plus u mnie.
- Jestem coraz bliżej, czuję to.
- Ale z tym co masz na myśli nie śpieszymy się, uwierz tak będzie lepiej, nie jestem taka, że poleci na nowo poznanego, tylko dlatego, że jest nieziemsko przystojny.
- Dziękuję.
- I który jest "skromny"
- Też cię.... lubię.
- Wiesz co? Z tego pośpiechu na rozmowie o pracę... nie zdążyłam poznać imion twoich przyjaciół.
- Zaraz ich zawołam. A po drugie...nie musisz u nas pracować, po prostu bądź... tu, ze mną (kiedyś).
- Muszę ci się jakoś odwdzięczyć, a sprzątanie, gotowanie i spełnianie tego czego będziecie chcieli, jest jedyną rzeczą jaką mogę wam zaoferować.
- O tym porozmawiamy, teraz poznasz chłopaków i jedziemy, zrozumiano. - Louis chyba wyczuł, że nie chcę, żeby tam jechał i przedłużałam wszystko jak tylko mogłam.
- CHŁOPCY ! - zawołał i momentalnie zjawili się na dole.
- Naprawdę nie wiesz jak mają na imię ?
- Wiem, że ty jesteś Liam, bo podawałeś mi numer do Louis'a.
- Tak, to Liam. - powiedział.
- A ten słodki blondynek ? - zapytałam ?
- Słodki ? - powiedział zdziwiony.
- Ty jesteś słodko zazdrosny, ale na razie nie masz o co. - powiedziałam całując go w policzek.
- Dobrze, więc ten NIE słodki blondynek to Niall.
- Niall. Słodko. - powiedziałam, żeby zdenerwować Lou.
- OH serio, aż taki on słodki ? - mówił
- Tak i to bardzo. A ten seksowny loczek?
- Mam dość. - oznajmił.
- Oj, przestań.
- Jestem Harry. - odpowiedział za Louisa
- Świetnie.
- A więc ty... - spojrzałam na chłopaka o ciemnej karnacji, ty musisz być Zayn?
- Zgadza się.
- Przystojniaczek jak się patrzy.
- Jedziemy. - powiedział Louis, złapał mnie za rękę i wyszliśmy.
Przed ich domem :
- Puść mnie.
- Naprawdę aż tak ci to przeszkadza?
- Nie, ale nie jesteśmy jeszcze parą.
- Cieszę się, że użyłaś słowa "jeszcze"
- Gdybym wtedy w przedpokoju cię pocałowała, zdradziłabym Marka.
- Mark ? Przyznaj sama, że już od 2 lat nie czujesz się jak jego dziewczyna.
- To prawda, ale oficjalnie nie zakończyliśmy naszego związku.
- Za kilka minut to zrobisz. - wsiedliśmy do auta.
- To co mówiłaś, w domu, o chłopcach, to było szczere czy żeby mnie zdenerwować. - zapytał nagle
- To i to.
- Czyli podobają ci się?
- Skręć w prawo. - zmieniłam temat.
- Odpowiedz.
- Jest różnica pomiędzy kochaniem a podobaniem, czyż nie panie Tomlinson?
- Więc podobają?
- Są naprawdę przystojni.
- Dodałaś, między kochaniem... kochasz Marka?
- Nie mówiłam o tym draniu. - gdy to powiedziałam Louis uśmiechnął się od ucha do ucha, chciałam, żeby ten cudny uśmieszek zszedł z jego twarzy :
- Nie mówiłam też o Tobie.
- To o kim ?
- A taki jeden, nie znasz.
- Żartujesz sobie ze mnie?
- Szczerze?
- Tak, szczerze.
- Więc tak.
- Czyli chodziło o mnie?
- Prawie.
- Prawie nim jestem?
- Tak.
- Daleko jeszcze?
- Przy kolejnym rondzie skręć w lewo.
*10 minut później*
Staliśmy już pod "moim" domem. Wiedziałam, że Mark jest w środku i czeka aż wrócę, żeby znowu mnie zbić. Sprawia mu to przyjemność. Serce waliło mi tak, że aż je słyszałam.
- Posłuchaj, zmiana planów. - szepnął Lou.
- Chyba nie zostawisz mnie w takiej chwili? On mnie zabije.
- Jasne, że nie, o to się nie martw. Ale robimy tak, wchodzi sama, jeśli źle zareaguje, wchodzę i zabiję gnoja, dobrze?
- Ok. Wchodzę. - powiedziałam, puszczając jego rękę.
Weszłam, w domu cisza, ale on tu musi być, bo drzwi były otwarte.
- Mark, jestem - zawołałam.
- Gdzie byłaś zdziro?
- Czemu tak do mnie mówisz ?
- Jesteś ze mną i mogę mówić jak chcę.
- Nie. Masz mnie traktować z szacunkiem.
- Gdzie byłaś do cholery?
W tym momencie Louis wszedł.
- Kto to jest? Co rycerzyka sobie znalazłaś? - krzyczał.
- Koleś zamknij mordę, to po pierwsze, po drugie, co ona ci zrobiła, że zasłużyła sobie na takie pomiatanie nią? To jest człowiek, w dodatku kobieta, a ty traktujesz ją jak szmatę. - podszedł do Marka i złapał go za koszulę.
- Więc pytam po raz ostatni, przeprosisz ją ładnie?
- Hahah - wyśmiał go prosto w twarz.- Za to, że z niej suka?
- Jeszcze raz tak o niej powiesz i dostaniesz w ryj.
- O ale żołnierzyka sobie znalazłaś ku*wo.
- Maddie idź się spakuj, ja się nim zajmę. - poszłam na górę.
*Tym czasem na dole*
- Ku*wa ? Ty chyba ku*wy to nie widziałeś gnoju. - popchnął go, i Mark upadł na ziemię.
- Jak ją inaczej nazywać? - zapytał.
- Jest, to znaczy była, twoją dziewczyną, potrzebowała miłości a nie tortur zjebusie !
Na górze słyszałam tylko krzyki i trzaski. Nagle zrobiło się cicho. Zeszłam na dół.
Mark trzymał Louisa i przystawił mu nóż do gardła. Ale ja i Louis przewidzieliśmy jego łatwe kroki, i Mark robiąc to tylko pomagał nam w planie, ale i tak bałam się, że zrobi coś Lou.
- I jak suko?
- Mark, puść go.
- Śmieszne.
- Zostanę z tobą, tutaj, jeżeli go wypuścisz.
Krążąc wokół niego zbliżałam się, aby odwrócić jego uwagę i żeby Louis mógł wykonać swój ruch.
I zrobił to. Momentalnie zamienili się miejscami.
- Maddie, chcesz to zakończyć ? - zapytał mnie siedząc na Marku i trzymając nad nim nóż.
- Jesteś nienormalny? Nie możemy nic mu zrobić.
- Wiem, żartowałem, nie jestem aż taki głupi.
Wzięłam walizkę i poszliśmy do auta.
*W czasie jazdy*
- Byłeś niesamowity.
- Bez przesady.
- Jeszcze nikt nigdy tak nie walczył o moje dobre względy.
- Teraz wiesz, że naprawdę mi na tobie zależy ?
- Wierzę w nas coraz bardziej, ale...
- Czemu znowu to "ale" ?
- Chodzi o to, że nie jestem gotowa na nowy związek.
- Rozumiem, ale powiedz czy dajesz nam szanse?
- Jeśli będę gotowa na związek, nie ma innego kandydata.
- Wiesz, podziwiam cię.
- Czemu?
- Inna dziewczyna, gdyby była na twoim miejscu, od razu chciałaby wziąć ze mną ślub, a ty nie jesteś taka.
- To dobrze czy źle ?
- Bardzo dobrze. Szukałem kogoś takiego jak ty.
- A ja kogoś takiego jak ty.
*Dojechaliśmy do domu Lou i chłopców*
Zaprowadził mnie do jego pokoju.
- Louis, ale gdzie ja będę spała?
- A nie widzisz łóżka? Przecież jest prawie połową pokoju.
- Ale z tego co wiem to twój pokój, więc i twoje łóżko.
- Ah, już wiem co masz na myśli, będziemy spać razem.
- Louis!
- Co ?
- Nie sądzisz, że trzeba mnie było uprzedzić?
- Lepiej późno niż wcale.
- Ale...
- Nie ma "ale". Wiem czego się boisz. Ale nie zrobię niczego, co nie będzie ci odpowiadało.
- Pomyliłam się co do ciebie?
- Co zrobiłem nie tak?
- Nic, pomyliłam się, po prostu.
C.D.N.
--------------------------------------------------
I jak ? Pisać dalej?

sobota, 15 lutego 2014

Nowa historia - Cz. 1 z Louis'em na wasze życzenie.

Mam na imię Maddie. Dziś idę na rozmowę o pracę. Nie miałam pojęcia kto będzie moim szefem, a raczej SZAEFAMI.
Weszłam do "pokoju" przesłuchań, a tam 5 smarkaczy.
- Yyy.. - ja dobrze trafiłam ? - zapytałam widząc 5 roześmianych dzieciaków.
- A przyszłaś zostać naszą sprzątaczką ? - powiedział jeden z nich, taki w lokach.
- Tak, przy okazji jestem Maddie, przyszłam ale chyba zrezygnuję! Możecie przestać się śmiać i zachowywać się jak dorośli ?
- Masz te pracę. - powiedział jeden z nich.
- Jak to ? - zapytałam go.
- Możemy się spotkać i bliżej poznać ?
- Hola, hola. Nie za szybko tak ?
- Ile masz lat ? - zapytałam go.
- yyy... - zaciął się.
- Louis ma 22 - uśmiechnął się ten blondyn
- Jesteś rok starszy ode mnie, całkiem przystojny, moglibyśmy się poznać, ale... dziwnie mi będzie umawiać się ze swoim szefem, a po drugie... mam chłopaka.
- Uuuu... - powiedzieli pozostali chłopcy.
- A to przepraszam. - powiedział, spuścił głowę w dół i wyszedł. Ja również nie byłam zachwycona. On wydaje się naprawdę niezłym facetem, i szkoda, że nie mogę mu powiedzieć całej prawdy o moim chłopaku, chciałabym mu wszystko wyjaśnić, ale nie znam go i nie ufam mu. Może kiedyś się zaprzyjaźnimy kto wie. 
- Dzięki za "rozmowę" chłopcy. Mam do was prośbę. Dacie mi numer do ... - zapomniałam imienia.
- Louis'a ? - zapytał loczek
- Tak.
- Liam podasz jej ? - powiedział
- Jasne.
Liam dał mi do niego numer, a potem opuściłam ich siedzibę.
W domu jak zwykle standard, oberwało mi się, mam już dosyć takiego życia, im dłużej płakałam, tym dłużej on robił mi krzywdę... nie wytrzymałam, musiałam w końcu mu się sprzeciwić i dać sobie pomóc. Długo ukrywałam tajemnice mojego "związku". Od kilku dni nie widziałam się już z chłopakami. Louis starał się każdym sposobem do mnie dostać. Poczułam potrzebę zadzwonienia do niego, ale z obawy, że mój chłopak mógłby mu coś zrobić, nie zrobiłam tego. 
- Mark, mam cię dosyć ! - krzyknęłam
- Zamknij się zdziro !
- Nie masz prawa mnie tak nazywać. - wybiegłam z domu.
Uciekałam do domu chłopaków, modląc się, że Louis będzie chciał mi pomóc.
Waliłam w drzwi.
- Lou otwórz, proszę !
Otworzył drzwi z prędkością światła. - ZAMKNIJ je. - przytuliłam się do niego.
- Maddie, co ty tutaj robisz?
- Louis przepraszam cię. Chciał ci od razu powiedzieć, ale... bałam się go.
- Kogo ? - Louis spojrzał na mnie dokładnie.
- Twój kochany chłopak ci to zrobił ?
- Tak, to był Mark.
- Od kiedy to się ciągnie ?
- Od 2 lat.
- A ile jesteście razem ?
- Dziś mijają 2 lata i 3 miesiące.
- Facet, który bije kobietę, nie ma prawa nazywać siebie prawdziwym mężczyzną.
- Pozwól mi się tu przed nim ukryć, tylko ty mi możesz pomóc. Oprócz Mark'a nie mam tu nikogo.
- Gdzie on mieszka?
- Mieszka razem za mną.
- Gdzie ?
- Nie mogę Ci powiedzieć.
- Chcę ci pomóc.
- Wszczynając z nim kłótnie ?
- Nie wyjaśniając mu, co w tym momencie stracił.
- Nic nie stracił.
- I on stracił i ty straciłaś kochanie.
- Kochanie ?
- Przepraszam, nie to chciałem...
- Nie szkodzi. To słodkie.
- Więc... on stracił największy skarb. A ty straciłaś ponad 2 lata swojego życia. Powiesz mi gdzie mieszkacie!
- Posłuchaj, przyszłam do Ciebie, nie tylko dlatego, że nic innego nie przyszło mi do głowy, ale też dlatego, że ja coś do ciebie poczułam, od pierwszego wejrzenia, widząc jak się starałeś przez ten tydzień.
- Ja też coś czuję. Moglibyśmy to pogłębić i kto wie co by z tego wyszło, ale teraz... muszę tam jechać.
- Nie pozwolę, żeby on cię skrzywdził.
- Maddie, nie jestem dzieckiem, wiem co robię, chcę mu tylko coś uświadomić.
- Dobrze, ale mam jeden warunek. Jadę z tobą.
- Jako ochroniarz ? - zażartował
- To nie jest śmieszne. Mam dosyć tego gnoja, i gdy tylko cię tknie, zabiję go.
- Jedziemy. - zbliżył się do mnie, nasze usta dzieliły centymetry, potem milimetry, było tak blisko, ale przerwałam.
- Jeszcze nie teraz.
- Ale obiecaj mi, że kiedyś to zrobisz.
- Wierzę, że będziemy razem, ale jeszcze nie teraz.
- Rozumiem cię. Poczekam na twoją miłość tyle ile będzie trzeba.
- Jesteś uroczy. - ale momentalnie, uśmiech zniknął z mojej twarzy.
------------------------------------------------------------------------
Taka tam 1 część, krótka, bo na zachętę, pisać dalej ?
Wiem, że chaotycznie, ale chociaż jeden taki musi być ;)

poniedziałek, 10 lutego 2014

Cz. 21

C.D.
Wróciliśmy z Liasiem do domu, przedtem oczywiście zabrałam swoje rzeczy z domu rodziców.
*Następny dzień - > Rano*
Przebudziłam się, Liam wisiał nade mną, łokciem podparty o łóżko.
- Przepraszam Cię. - mruknął
- Kochanie, ta sprawa jest już zamknięta.
- Dla mnie nigdy nie będzie.
- Wybaczyłam Ci i to powinno być dla ciebie najważniejsze.
- I jest. Ale... nadal nie potrafię w to uwierzyć. Po takim czymś spodziewałem się czegoś innego.
- Ja też, uwierz, myślałam, że po prostu dam ci w pysk i odejdę, ale nie mogłam.
- Zostałaś tylko przez dziecko?
- Oczywiście, że nie, nie jestem taka.
- Wiem.
- Zostałam, bo bardzo Cię kocham. Chciałam zostać, nie wiedząc jeszcze o mojej ciąży.
- Nigdy nie spotkałem tak silnej dziewczyny.
- Coś mi się przypomniało.
- Co?
- Tobie wybaczyłam, ale nie pomówiłam jeszcze z jednym osobnikiem. - powiedziałam, wstałam z łóżka, zmierzając do pokoju Hazzy.
Liam mnie zatrzymał :
- Tylko bądź miła.
- Nie bądź śmieszny, mam być miła za takie coś? I za to, że nawet mnie nie przeprosił, nawet się nie starał.
Jestem w domu od WCZORAJ, i co? I nic.
- On nie wiedział, że wróciłaś.
- Bo siedział cały czas w swojej twierdzy, to się nie dziwię.
- Jest mu przykro.
- To się okaże. Zaraz wrócę, czekaj tu. - oznajmiłam i dałam mu całusa.
~~POKÓJ HAZZY~~
- Dupek z ciebie, wiesz?
- Wróciłaś?
- A nie widać ?
- Tak się cieszę, że nam wybaczyłaś.
- Poprawka, wybaczyłam mojemu facetowi, tobie nie.
- Ale...
- Co ale? Liamowi zależało, bo przyszedł mnie przeprosić, a ty? Palcem nie kiwnąłeś, żeby uratować naszą przyjaźń.
- Posłuchaj... wiem, że mi nie uwierzysz, ale jest mi bardzo, bardzo przykro. Tak naprawdę to był mój pomysł z tym całym "testem".
- I ? Słucham dalej, masz jeszcze 4 minuty 32 sekundy.
- Zabawna jak zawsze. Najpierw powiedz mi o co jesteś na mnie najbardziej zła?
- Najbardziej, o wszystko, ale tak naprawdę najbardziej zraniła mnie twoja fałszywa miłość.
- Fałszywa miłość?
- Tak, zszarpałeś mi uczucia, myślałam, że naprawdę mnie kochasz. Potraktowałeś mnie jak rzecz.
- To, że cię kocham, nie było kłamstwem, bo kocham cię tylko nie tak jak Liam, tylko jak Harry. Nie jak facet, jak przyjaciel.
- Ale ja cie nienawidzę. - powiedziałam i wyszłam.
Wróciłam do sypialni.
- Twoje ostatnie zdanie, to wykrzyczane... jest prawdziwe czy z nerwów? - zapytał mnie Liam
- Raczej z nerwów. Ja wcale tak nie myślę, kocham go tak jak on mnie, jak najlepszego przyjaciela. To musiało go zaboleć, bardziej niż to co on mi zrobił.
- Harry ! - zawołałam go, ale nie przyszedł, potem powtórnie, ale nic z tego. Więc poszłam do jego pokoju.
Stał na parapecie, przy otwartym oknie.
- Harry, co ty wyprawiasz? LIAAAM ! - krzyknęłam.
- Co jest? - zapytał przybiegając
- Patrz, on skacze.
- Stary weź się nie wydurniaj i zejdź stamtąd. Pędzisz jej stracha w ona jest w ciąży.
- Co? Jesteś w ciąży, czemu mi nie powiedziałaś? - Harry
- Zejdź do mnie wariacie to pogadamy.
- Nie zejdę. Po co? Nie mam dziewczyny, zraniłem cię, nienawidzisz mnie... nie mam powodów do zejścia.
- Harry gdybyś chciał skoczyć, już byś to zrobił.
- Wedle życzenia.
- Stój idioto, kocham cię, już nie jak przyjaciela, ale jak brata. ZEJDŹ. - Hazz zszedł. Podbiegłam do niego i mocno się w niego wtuliłam.
- Mówiłaś co innego.
- To było z nerwów, nie nienawidzę cię, jakbym mogła? Jesteś wspaniałym facetem, martwisz się tym, że nie masz dziewczyny? Na świecie są miliony dziewczyn, które chciałyby być PANIĄ STYLES.
- Wiem, ale... to trudne znaleźć prawdziwą miłość.
- Ja moją znalazłam przypadkowo. Wiesz Harry, miłość znajduje się w najmniej oczekiwanych momentach i miejscach.
- Dzięki za wsparcie. A poza tym, będę wujkiem ♥♥ - powiedział i okręcił mnie w górze.
- Oh... ty zwariowany loczku.
## 1 rok później ##
Jesteśmy z Liamem pół roku po ślubie. 5 miesięcy temu, urodził nam się synek Luke. Harry kocha go jak własne dziecko i bardzo nam pomaga. Cieszę się, że przez resztę życia, będę mieć przy sobie tak wspaniałe osoby.
THE END
------------------------------------------------------------------------------------
Musiałam to już zakończyć, już 21 część. Przepraszam, że tak chaotycznie, ale podobało wam się?
Jeśli tak, piszę dalej nową opowiastkę, jeśli nie znów zawieszam moją pracę na blogu.

niedziela, 9 lutego 2014

Cz. #20 !!! Z dedykacją dla Klaudii S.

C.D.
#Nadal oczami Liam'a#
Długo zastanawiałem się, jak jej to wyjaśnić, żeby nie pogorszyć sytuacji, ale później zdałem sobie sprawę, że nie może być gorzej. Zraniłem najważniejszą osobę w moim życiu, wiem, że będzie jej trudno mi wybaczyć, a może wcale tego nie zrobi, najbardziej boję się, że ode mnie odejdzie.
#Moimi oczami#
Nie wiem czy byłam w tym momencie zła, smutna czy totalnie wściekła, płakałam raczej nie z tych powodów, ale z odreagowania tego. Tęsknię za nim, za jego dotykiem, pocałunkami, za tymi wszystkimi pięknymi chwilami, ale to jest takie trudne....on zrobił ze mnie fałszywą idiotkę, nigdy się tak nie czułam.
*Kilka dni później*
Liam nawet nie stara się, żeby mnie odzyskać, co mnie dobiło, bo informacja jaką chcę mu przekazać, jest bardzo, bardzo poważna. Chciałabym sama zacząć rozmowę, ale nie dam za wygraną, to on wszystko spieprzył, więc niech teraz chociaż spróbuje to naprawić.
*Oczami Liam'a*
Staram się zebrać wszystkie siły i do niej iść, bez niej jestem tylko połową mnie, to ona mnie dopełnia, muszę w końcu zrobić pierwszy krok na przód i wszystko jej wyjaśnić. Jestem cholernym draniem.
Pojechałem do domu jej rodziców, zapukałem do drzwi, otworzył Niall :
- Cześć stary. - powiedziałem.
- Ona nie chce cie widzieć. - oznajmił chłodno
- Daj mi z nią porozmawiać.
- Nie, nie możesz jej bardziej skrzywdzić.
- Chcę jej tylko wyjaśnić całe to zajście, wcale nie oczekuję, że rzuci mi się na szyję.
- Dobra, ale jak przegniesz... - nie dokończył.
- Wiem, ale nie bój się, nie chcę jej skrzywdzić, kocham ją.
- Nie chcesz jej skrzywdzić? Już to zrobiłeś.
- Dlatego muszę z nią porozmawiać. Wpuścisz mnie?
- Nie, zaczekaj tu, pójdę po nią.
Czekałem, zastanawiając się dlaczego w ogóle posłuchałem Hazzy. Usłyszałem kroki ze schodów. Znów otworzył je Niall.
- Mówiłem. Ona nie chce z Tobą rozmawiać. - powiedział.
Wziąłem w tył zwrot i ruszyłem pod jej okno.
- Kochanie, błagam Cię, jeśli nie chcesz ze mną rozmawiać, to chociaż pozwól mi to wyjaśnić. - krzyczałem
- Odejdź stąd. - usłyszałem
- Proszę, chcę tylko tego.
Nie usłyszałem odpowiedzi, ale chwilę później, zeszła do mnie.
- Pójdziemy się przejść ? - zapytałem, ona skinęła głową na "tak" i poszliśmy nad rzekę, tam zawsze jest cisza i spokój, na miejscu zacząłem opowiadać.
- Kotku, zacznę od tego, że nigdy nie chciałem, abyś przeze mnie cierpiała, zrobiłem to, bo chciałem wiedzieć czy kochasz mnie ponad wszystko.
- Śmieszny jesteś, po prostu się ośmieszasz.
- Nie mów tak.
- Po co wmieszałeś w to Harry'ego ?
- Bo wiem, że jest najlepszym ciachem w zespole, więc wiem, że jeśli nie poleciałaś, na takiego przystojniaka, to jesteś mi wierna.
- Naprawdę myślisz, że będąc z najlepszym facetem na świecie, poleciałabym na Hazze ?
- Tak myślałem.
- Oh... nie wierzę w to co mówisz.
- Czemu?
- Bo zależało mi na Tobie, jak mi powiedzieli, że umrzesz, że jest z Tobą źle.... po prostu... nigdy w życiu się tak nie bałam, zarywałam nocki przez ciebie, martwiłam się, moje uczucia zostały zszarpane przez fałszywą miłość Harry'ego, zrobiliście ze mnie totalną kretynkę, zdajesz sobie sprawę z tego jak mnie upokorzyliście?
- Jest mi bardzo przykro, i mam pytanie, bo na początku powiedziałaś "zależało mi na tobie" czyli teraz już nie zależy ?
- Debil jesteś.
- Odpowiedz mi.
- Nigdy nie zależało mi na nikim bardziej.
- Czyli jest szansa, że mi wybaczysz?
- Nie wiem czy mam inne wyjście.
- Masz. Możesz po prostu rzucić we mnie pierścionkiem i odejść. - powiedział, widząc, że kręcę na palcu pierścionkiem zaręczynowym.
- Nie mogę tego zrobić.
- Najpierw mnie wyzywasz, teraz mówisz, że nie możesz mnie zostawić, dlaczego?
- Są 3 powody.... - nie skończyłam bo mi przerwał.
- Nie musisz mówić, wiem, że chcesz zakończyć nasz związek, ale pamiętaj, że bardzo się kocham. - powiedział i zaczął się oddalać ze łzami w oczach.
- Liam ! Ja też Cię kocham draniu! - krzyknęłam za nim. Obrócił się, popatrzył chwilę i ruszył w moją stronę. Podbiegł do mnie i mocno mnie przytulił.
- Tak Cię przepraszam. Nigdy nie chciałem sprawić ci przykrości, jest głupi, ale oszaleję bez Ciebie.
- Wybaczam Ci.
- Nie powinnaś.
- Powinnam.
- Dokończyć Ci to co mi przerwałeś?
- Oczywiście.
- Więc są 3 powody, dla których nie mogę Cię zostawić.
- Pierwszy?
- Jestem chora z miłości do Ciebie.
- Drugi?
- Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo cie kocham.
- Trzeci?
- Trzeci jest poważny, ale to chyba idealny moment, żeby ci to powiedzieć.
- Coś się stało?
- Tak, to znaczy nie... nie wiem, czy będziesz się cieszył, trochę boję ci się powiedzieć, boję się twojej reakcji.
- Mnie możesz powiedzieć wszystko.
- Liam... zostaniesz ojcem.
- CO?
- Jestem w ciąży.
- Boże, to najwspanialsza wiadomość na świecie - krzyknął i mnie pocałował.
- Jak damy na imię dziewczynce a jak chłopczykowi? - zapytałam
- Jeśli będzie syn, Luke, co ty na to? - zapytał
- Cudnie, a dziewczynka?
- Dziewczynkę ty wybierz.
- Hmm... to może Lucy? (czyt. Lusi)
- Świetnie.
C.D.N.

sobota, 8 lutego 2014

Cz. 19

C.D.
- Harry, ja nie mogę go okłamywać.
- Aha, czyli wolisz mu powiedzieć, żeby totalnie się załamał?
- Dlaczego miałby się załamać? Nie zdradziłam go. Kocham go.
- Ale...
- Posłuchaj mnie Hazz, jesteśmy przyjaciółmi nic poza tym i dlatego mam do ciebie prośbę, nie odzywajmy się do siebie przez jakiś czas.
- CO ?!
- W ramach terapii, bo to wszystko nadal nie może do mnie dojść.
- Wedle życzenia. - powiedział loczek i wyszedł z mojej sali szpitalnej.
- Hazz... - chciałam mu powiedzieć, żeby się tym nie przejmował, ale już nie zdążyłam, wyszedł.
Po chwili lekarz przyniósł mi wypis. Jutro wychodzę, ale Liam... jak dobrze pójdzie to za tydzień.
*Kilka dni później*
Wstałam o 14:00, byłam wykończona, całą noc siedziałam w szpitalu przy Liam'ie. Spędziłam noc na krześle, ale dla kogoś takiego jak on warto cierpieć. Dziś idę go znów odwiedzić, a co do Hazzy, nie odzywamy się do siebie, to boli, bo bardzo go kocham jako przyjaciela, ale to dla oswojenia tej niecodziennej sytuacji.
*3 godziny później*
~~SALA LIAM'A~~
- Kochanie co się dzieje? - zapytał mnie, widząc, że jestem myślami gdzieś indziej.
- To nic, po prostu jestem trochę zmęczona.
- Wiem, że to przeze mnie...
- Co? Nieeeeee- przedłużyłam ziewając.
- Tak, przeze mnie, gdyby mnie tu nie było, nie byłabyś zmęczona, więc idź do domu i się porządnie wyśpij.
- Ale ja jestem wyspana, prawie... ale to nic, wolę posiedzieć z Tobą. ~~ znów ziewnęłam
- Jeśli chcesz mi zrobić przyjemność, idź do domu i odpocznij.
- Muszę iść? Bo samochodem jestem.
- Zabawna jak zawsze. Kocham Cię. - powiedział i mnie pocałował.
Wedle jego życzenia, pojechałam do domu. Gdy tylko weszłam, w przedpokoju pojawił się Harry.
- Mam tego dość. - zaczął, ja tak jak powiedziałam, ni odezwałam się, tylko poszłam do kuchni.
- Słyszysz mnie? Mam dosyć!
- Czego ? - krzyknęłam wnerwiona.
- Nie możemy zachowywać się jak dzieci.
- Harry idź stąd proszę.
- Nie mogę, nie mogę nie odzywać się do osoby, którą kocham!
- Nie chcę tego słyszeć.
- Wiem, że chcesz - mówił przybliżając się do mnie. Nasze usta dzieliły milimetry.
- Nie ! - krzyknęłam odpychając go od siebie, upadł an sofę.
- Mmm.. agresywna jesteś.
- Przestań !
- Dlaczego?
- Dlaczego? Mój ukochany leży w szpitalu, walczył o życie, a ty się tutaj zabawiasz? Kocham Liam'a i tylko jego! Zrozum! A teraz wyjdź stąd.
- Pozwól mi to wytłum...
- WYJDŹ !
Hazz wyszedł, a po chwili do kogoś dzwonił, wiem, że tak nie można, ale musiałam to podsłuchać.
H: Słyszałeś to? - mówił do telefonu
H: Teraz już wiesz, że ona Cię kocha?
H: Jesteście dla siebie stworzeni.
H: A teraz ładnie podziękuj aktorom i wróć do domu, wszystko jej wytłumaczysz.
------------------------------------------------------------------------------------
To było dziwne, a nawet bardzo, .."podziękuj aktorom" ? Co?
Muszę poczekać godzinę, czy coś się będzie działo.
*1h później*
Liam wszedł do domu.
- Co ty tu robisz? - zapytałam
- Mieszkam.
- Ale ... - zastanowiłam się chwilę, po czym powiedziałam : - To ty rozmawiałeś z Harry'm?
- Wszystko Ci wyjaśnię.
- Jak mogliście mi to zrobić? - powiedziałam domyślając się co oni wymyślili
- Kochanie...
- Jadę do domu! - oznajmiłam pakując najpotrzebniejsze rzeczy.
- Co się dzieje? - zapytał Hazz widząc, że wychodzę z walizką.
- Zejdź mi z drogi. - mówiłam płacząc.
*W domu, u rodziców*
Byli u nich Angie i Niall, a dla mnie to nawet lepiej, nie będę musiała powtarzać tej historii 10tys. razy.
- Mamo.... - mówiłam przytulając ją z płaczem.
- Boże, dziecko, coś z Liam'em ?
- Wręcz przeciwnie.
- Mów. - powiedziała przerażona Angie.
- Oni to ustawili.
- Jaśniej ?
- Liam i Harry.... wynajęli aktorów, lekarzy, pielęgniarki, żeby wmawiali mi, że Liam jest bardzo chory, ale... to była ustawka, Liam pół godziny temu wrócił do domu.
- Ale jak to ustawka?
- Nie wiem czemu to zrobili. W dodatku Harry mi mówił, że mnie kocha, moje uczucia są tak zszarpane, mam dosyć życia. - Angie mnie przytuliła.
- Zabiję ich. - krzyknął Niall i wyszedł z domu.
- Angie jedź za nim, proszę, nie chcę, żeby coś mu się stało, a oni potrafią być nieobliczalni. - powiedziałam.
*Kilka minut później*
- Mamo, muszę tam jechać, pomimo tego, co Liam mi zrobił, kocham tego debila, muszę pomóc Angie, jeśli atmosfera będzie napięta, co dwie głowy to nie jedna.
- Dobrze. - odpowiedziała.
~~ Pędem jechałam do domu chłopców.~~
Wbiegłam do środka, słyszałam tylko krzyki.
- CISZA ! - wrzasnęłam .
Podeszłam do Niall'a
- Horan, dziękuję, że mam takiego przyjaciela jak ty, ale jedź z Angie do domu.
- Najpierw to dokończę.
- Co chcesz dokańczać? Dam sobie radę, dzięki za wsparcie. - powiedziałam i go przytuliłam.
- Z wami to ja jeszcze pogadam. - oznajmił wychodząc razem z Angie.
Już chciałam coś powiedzieć, ale wzięłam głęboki wdech i chciałam, po prostu z stamtąd wyjść.
- Kochasz mnie jeszcze? - zapytał nagle Liam, wiem, że to tylko po to, żeby mnie zatrzymać. Stałam do nich tyłem, tuż przed drzwiami wyjściowymi.
- To pytanie jest bez sensu.
- Proszę, odpowiedz. ~~Obróciłam się przodem do niego~~ Spojrzałam w jego pełne obawy oczy, coś mnie ścisnęło za gardło, nie mogłam nic z siebie wykrztusić. Po prostu wyszłam.
Stałam chwilę za drzwiami.
- Widzisz durniu, mówiłem Ci, że będzie zła? -Liam
- A to moja wina? - H
- A czyj to był pomysł? - L
- Chciałeś wiedzieć, czy jej uczucia są szczere, teraz wiesz. - H
- Wiesz co teraz wiem? Że ten sposób był błędny, nie powinienem Cię słuchać. - L
Potem mówili coś jeszcze, ale odeszłam. Najbardziej uraził mnie brak zaufania ze strony Liam'a. Jak mógł pomyśleć, że go nie kocham lub, że mogę go zdradzić i to z dodatku z naszym przyjacielem.
#Oczami Liam'a#
Chciałbym to odkręcić, muszę do niej iść i poprosić chociaż o wysłuchanie, jeśli nie chce ze mną rozmawiać.
C.D.N