czwartek, 31 marca 2016

Niall, część 7

Siedziałam na łóżku, w środku biało-kremowych poduszek i śnieżnobiałego baldachimu. Zastanawiałam się, czy ja nie robię mu problemu tym, że jestem, czy ja rzeczywiście nie daję zbędnych sygnałów? Ja wiem, że Niall to wspaniały chłopak i zrobiłby dla swojej dziewczyny wszystko, ale ja nas nie widzę razem... po pierwsze, to za wcześnie, po drugie, nie miałam chłopaka od 5 lat... nie chcę zmieniać trybu życia. Poza tym jeśli już miałabym mieć chłopaka, na pewno nie będzie nim Niall. Przyjaźń, nic więcej, czuję to, czuję, że i tak nic by z tego nie było.
Zeszłam na dół, poszukać Niall'a. Siedział w kuchni i kręcił przy radiu, szukając dobrego kawałka, tak przynajmniej wnioskowałam.
- Usiądź - zaczął nadal zmieniając fale.
- O co chodzi? - spytałam siadając na krześle.
- Mam pytanie. - oznajmił i usiadł naprzeciwko mnie
- Więc słucham?
- Wierzysz w przyjaźnie damsko-męskie?
- Co to za pytanie? - zaśmiałam się ironicznie.
- Odpowiedz.
- Ja... nie, Niall daj spokój.
- Wierzysz czy nie?
- A nawet jeśli nie, to co?
- To czemu nas skreślasz?
- Nic takiego nie powiedziałam.
- Powiedziałaś, tylko trochę inaczej.
- Możliwe, ale między nami nic nie było, nie ma i nie będzie.
- To czemu wtedy tak patrzyłaś na mnie na stadionie, czemu jak powiedziałem Ci, że Denise nie jest moją dziewczyną, a Theo nie jest moim synem odpowiedziałaś: 'całe szczęście', czemu się ze mną umówiłaś, czemu zaśpiewałaś ze mną jedną z najpiękniejszych piosenek mojego zespołu, czemu wróciłaś do mnie tak szybko jak wyjechałaś, czemu tak się cieszyłaś jak mnie zobaczyłaś, czemu tak się starałaś, żeby mnie odnaleźć, skoro według Ciebie i tak nic tego nie będzie? Nie sądzisz, że zrobiłaś zbyt wiele jak dla kogoś nic nie wartego? Czemu?
- Nie wiem ! - krzyknęłam
- Może nie powinnam była się z Tobą umawiać. - dodałam już trochę spokojniej.
- Ale jednak umówiłaś, czyli coś Cię we mnie urzekło, nie zrobiłaś tego z byle powodu.
- Tak, tu masz rację. Spodobałeś mi się... ale co z tego? Przemyślałam to i wiem, że nie zaiskrzyło.
- Co ty w ogóle mówisz. Widziałem Twój błysk w oku, jak wyciągnąłem gitarę z bagażnika. Teraz też widzę ten błysk.
- Mam go, gdy jestem szczęśliwa - spuściłam głowę w dół i uśmiechnęłam się
- A teraz jesteś szczęśliwa?
- Bardzo. Ale nie przez to, że jestem tutaj z Tobą.
- To niby przez co?
- No chociażby przez to, że odwiedziłam jeden z krajów które od dziecka chciałam odwiedzić, przez to, że byłam na meczu reprezentacji, które zawsze chciałam zobaczyć razem na żywo, przez to, że przez chwilę, mogę tu zapomnieć o tym co stało się w Polsce, przez to, że mieszkam w pokoju wyglądającym jak pokój nastoletniej księżnej Kate, przez to, że jestem z siebie dumna, nauczyłam się języka obcego i potrafię się z Tobą porozumieć. Mam wiele powodów do szczęścia...
- I jednym z nich jestem ja. - dodał
- Nie, Ciebie nie wymieniłam, Ciebie w tych powodach nie ma.
- Dlaczego oszukujesz samą siebie?
- Bo się boję. - pękłam, musiałam to wydusić.
- Czego? Mnie? - spytał i się do mnie przysunął
- Nowego życia.
- Dziewczyno... najwyższy czas, aby je zacząć... mąż, rodzina, dzieci, nie chcesz takiego życia?
- Dotąd moje życie wyglądało tak : studia, piłka nożna i mecze.
- I czas to zmienić. Jesteś na ostatnim roku... skończysz studia i wrócisz do mnie.
- Niall to są jeszcze 3 miesiące, poza tym pojutrze kończy się wolne. Muszę znowu wracać do kraju... nic mi się nie układa.
- Hej... studiujesz psychologię i się łamiesz? Powinnaś mieć silną psychikę.
- Uwierz mi, że mam... inaczej już dawno by mnie nie było na świecie.
- Nie może być aż tak źle. - powiedział i mnie przytulił. Siedziałam na krześle, on klęczał przy mnie, trzymając moje dłonie w jego dłoniach spoczywających na moich kolanach.
- Niall... jest źle. Nie potrafię sobie znaleźć miejsca na świecie... jeżdżę to tu, to tam, mieszkam też to tu, to tam, nie potrafię się określić, nie wiem tak naprawdę kim sama jestem i czego chcę. Moja 15-letnia siostra Amelka ma już chłopaka od ponad roku, Moja 21-letnia siostra Lena, ma chłopaka od 3 lat, a mój 28-letni brat Sebastian ma żonę od 7 lat, tylko ja w tej rodzinie jestem nikim, nie miałam nikogo od 5 lat, nie mam stałej pracy, błąkam się po krajach i szukam szczęścia, którego nie potrafię znaleźć. I nagle pojawiasz się Ty...
- I ?
- I nie wiem co myśleć.
- Posłuchaj, za 3 miesiące kończysz studia, pracę jako psycholog lub pracę w zawodzie hotelarskim znajdziesz w Irlandii bardzo szybko. Przeprowadzisz się do mnie, jak widzisz mieszkam sam w wielkim domu, czuję się trochę samotnie.
- To nie takie proste jak mówisz, ja nie wiem, czy ja chcę tutaj... z Tobą.
- Nie zrozum mnie źle, do niczego Cię nie zmuszam, nie proszę o nic takiego z Twojej strony, na wszystko przyjdzie czas.
- A co jeśli w ciągu tych 3 miesięcy już znajdziesz sobie dziewczynę i jak tu wrócę, ona będzie z Tobą mieszkać?
- Nie jestem taki, miłość nie przychodzi mi z łatwością, może dlatego nie mam jeszcze dziewczyny.
- Właśnie miałam spytać, dlaczego jeszcze jesteś sam, nie wyglądasz na singla.
- Nie pojawiła się jeszcze ta odpowiednia osoba.
- Rozumiem... jestem zmęczona, wybacz, pójdę już spać.
- Jasne. Jakby co to nie wiem czy zauważyłaś, ale masz osobną łazienkę, w Twoim pokoju, przy szafie są do niej drzwi.
- Tak, właśnie się zastanawiałam co tam, jest nie miałam okazji do niej zajrzeć.
- Ok. Pamiętaj, że jutro poznasz mojego brata, jego żonę i Theo.
- Jasne, pamiętam.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
Poszłam na górę.
Przyszykowałam rzeczy do kąpieli i weszłam do łazienki. Była niesamowita. Nigdy nawet nie śmiałam marzyć, że będę się kąpać w takiej łazience.
Zaraz po wyjściu z wanny, poszłam spać.
                                     *Kolejny dzień *
Wstałam rano. Uchyliłam drzwi od pokoju blondynka i zajrzałam czy jeszcze śpi.
Ale spał. Zeszłam więc do kuchni i chciałam mu zrobić śniadanie, żeby się choć trochę odwdzięczyć za to, że przyjął mnie pod swój dach.
Zrobiłam mu śniadanie na słodko. Dwa gofry, jeden z bitą śmietaną i sosem czekoladowym, a drugi ze świeżymi owocami i syropem klonowym. Niall ma w szafkach magiczne rzeczy, z których można wymyślać najdziwniejsze cuda. Do tego wycisnęłam mu sok z pomarańczy, wszystko dałam na tacę i zaniosłam do jego pokoju.
Weszłam po cichu, postawiłam jedzenie na szafce nocnej i równie cicho wyszłam.
Zeszłam do salonu i postanowiłam, że trochę tam ogarnę, bo mamy dzisiaj przyjmować gości.
- Za co dostałem te pyszności? - spytał, gdy ja rozglądałam się za czymś do mycia szklanego stołu.
- Gdzie masz jakieś środki czystości, już chyba z 10 minut czegoś szukam. - zignorowałam pytanie o jedzenie.
- W kuchni, pod zlewem, za proszkami do prania, między płynami do płukania.
- Wow... ale to zabunkrowałeś.
- Odpowiesz na moje pytanie?
- Jakie?
- Za co te gofry?
- Za to, że jesteś. - uśmiechnęłam się i poszłam po płyn.
Wróciłam i zaczęłam wycierać stolik. Niall wciąż stał w tym samym miejscu.
- Lubisz mnie? - spytał
- Głupie pytanie. Bardzo Cię lubię. - odpowiedziałam odnosząc płyn do bunkru.
- A Ty mnie? - spytałam, ponownie wchodząc do salonu.
- Bardziej niż Ty mnie.
- To raczej niemożliwe.
- Uwierz mi, że możliwe.
C.D.N.




środa, 30 marca 2016

Niall, część 6

- Proszę, wejdź, rozgość się, chcesz się czegoś napić, coś zjeść?
- Mocną kawę.
- Robi się.
- Dziękuję...
- A więc jeszcze raz, od początku, opowiedz wszystko od momentu aż poleciałaś od Polski i do momentu, gdy mnie spotkałaś.
Tak więc zrobiłam, opowiedziałam Niall'owi wszystko ze szczegółami. Patrzył na mnie nie mógł wyjść ze zdziwienia.
- Czemu akurat wtedy musiałem mieć wyciszony telefon...
- A ze Stan'em porozmawiam sobie później - dodał.
- Stan to ten barman?
- Tak... jak on mógł nie dać Ci moich namiarów.
- Dba o Twoją prywatność, z resztą jak wszyscy tutejsi.
- Irlandia to wspaniały kraj - mruknął i się uśmiechnął
- Zgadzam się. W Polsce nawet sąsiedzi nie zawsze są życzliwi, a tutaj? Dbacie o siebie nawet się nie znając.
- Tak, wiem, niesamowite co?
- Tak,bardzo.
- Jak nauczyłaś się tak dobrze mówić po angielsku?
- Od zawsze kochałam angielski. W szkole byłam najlepsza w klasie, Pani zawsze mnie chwaliła, a testy pisałam najlepiej. Później poszłam do liceum do klasy o profilu angielskim, robiłam kursy, internetowe i prywatne... później wyjechałam do pracy do Anglii, podłapałam nieznanych słówek... i myślę, że jest całkiem dobrze.
- Jest bardzo dobrze, nawet nie popełniasz błędów gramatycznych.
- No widzisz, popełniam je czasem po polsku, a po angielsku nie...
- Nauczysz mnie czegoś po polsku?
- Jasne, co chcesz powiedzieć?
Niall zbliżył się i szepnął mi coś na ucho, poprosił abym to przetłumaczyła.
- To znaczy " Jesteś Piękna".
- JESES PIKNA - próbował.
- Całkiem dobrze, poza tym dziękuję.
- Nie ma za co. - szepnął i wziął łyk kawy
- Dobra, muszę się zmywać... nawet nie wiem za bardzo co planuję... przyleciałam tutaj, żeby Cię znaleźć i znalazłam.. ale nie wiem co teraz, jestem taka bez celu, na razie muszę iść zamówić pokój w hotelu. - mówiłam a on oparł się o oparcie sofy i westchnął.
- Ale mam prośbę. - dodałam
- Tak? - zapytał dźwigając głowę.
- Odwieziesz mnie?
- Nie. - odburknął
- Nie?
- Nie. - powtórzył
- Ok. Zadzwonię po taksówkę. - wyciągnęłam telefon z kieszeni.
- Daj mi to. - Niall rzucił się w moją stronę i go wyrwał.
- Co Ty robisz?
- Nadal nie rozumiesz? Chcę, żebyś została.
- Co? Nie, nie ma mowy, nigdy Ci się za to nie odwdzięczę.
- Nalegam... zostań, nic od Ciebie nie chcę.
- Ale ja nigdy nie siedziałam u nikogo za darmo.
- Hej, przeze mnie straciłaś to co dla Ciebie najważniejsze, wyrzucili Cię z klubu przeze mnie, więc nic nie mów, tylko idź się rozpakuj na górę, bo to ja Ci muszę to zrekompensować.
- To nic. Pójdę już. Zobaczymy się jutro.
- Tak, zobaczymy, ale od razu jak otworzymy oczy, bo tu zostajesz.
- A więc, co mogę dla Ciebie zrobić w zamian?
- Jeśli już tak bardzo Ci zależy to będziesz musiała płacić 50 funtów za noc.
- Żartujesz?
- No więc, po co się pytasz?
- Niall, ja mówię poważnie...
- Ok, ok... więc ugotujesz mi coś czasem i utrzymasz dom w porządku... to mi wystarczy, dobrze?
- No, to już brzmi lepiej. Dziękuję Ci, jesteś kochany. - pocałowałam go w policzek.
- Wiem. - uśmiechnął się
- Gdzie mam iść.
- Na górze jest nasz pokój, pierwsze drzwi na prawo.
- Nasz?
- No tak, masz coś przeciwko?
- Są dwa łóżka?
- Już rozumiem... w takim razie skieruj się do pierwszych drzwi na lewo.
- Głupek - szepnęłam i poczochrałam jego blond włoski.
Szłam po schodach na górę, zanim skierowałam się na lewo, zajrzałam na prawo do pokoju Niall'a. W centrum pokoju, stało rzucające się w oczy wielkie łóżko, z jadnej strony stała szafka nocna, z drugiej zaś małe zielone drzewko egzotyczne. Na ścianie wisiały zdjęcia One Direction i zdjęcia rodziny Niall'a, chciałam się przyjrzeć im bliżej, więc weszłam.
Najsłodsze były zdjęcia Theo. Bratanek Niall'a jest przeuroczy.
- Jednak zmieniasz pokój? - powiedział Niall stojąc w drzwiach.
- Przepraszam, już wychodzę, chciałam tylko... obejrzeć zdjęcia.
- Nie ma sprawy, możesz tu zostać.
- Chciałabym kiedyś poznać Theo. Widziałam tego słodziaka tylko chwilę na stadionie.
- Jest słodszy niż ja?
- Zdecydowanie. - uśmiechnęłam się.
- Jeśli chcesz, mogę zaprosić jutro Denise, Greg'a i Theo, przyjadą na kawę, poznasz ich.
- Nie jest Ci głupio przedstawiać przed chwilą poznaną dziewczynę?
- Znamy się już 3 dni.
- Wow, to mój rekord.
- To co zaprosić ich?
- Mógłbyś?
- Pewnie. Idź się rozpakuj, a ja pójdę zadzwonić do Greg'a.
Poszłam więc do pokoju na przeciwko.
Gdy weszłam, oślepiło mnie światło słońca. To chyba najjaśniejsze pomieszczenie w domu.
Ma jasne, kremowe ściany, łóżko zbliżone wielkością to łóżka Niall'a, tyle, że te ma biały baldachim, czułam się jak w pokoju księżniczki.
Pewnie spała tu każda dziewczyna, którą spotykał Niall.
- Załatwione. Przyjadą. I jak podoba Ci się? - spytał wchodząc.
- Jest pięknie... ale pewnie nie jestem tu pierwsza, ile dziewczyn spało w tym pokoju?
- Właściwie... spała tu tylko jedna osoba...
- Jedna? Nie wierzę.
- Tak... i byłem to ja, gdy wróciłem pijany z imprezy i pomyliłem pokoje. I tak się dziwię, że wszedłem na górę.
- Naprawdę? - roześmiałam się.
- Tak, wstyd mi się przyznać, ale jak już pytasz.
- Ale to typowo kobiecy pokój.
- Tak, został zaprojektowany specjalnie dla kobiety mojego życia.
- Więc dlaczego ja tutaj śpię?
- Bo wierzę w nas. Wierzę, że jak prześpisz się w tym pokoju parę razy to w końcu trafisz do mojego.
- Niall, nie zrozum mnie źle, ale mówiłam, że z nami... no nie wyjdzie nam, ja nie chcę, chcę tylko przyjaźni...
- Wiem, to przez wiek i wzrost...
- Nie, tu nie chodzi o Ciebie, bo jesteś fantastycznym człowiekiem, chodzi o mnie, ja nie chcę mieć chłopaka. - gdy to powiedziałam, Niall odwrócił się i zmierzał ku drzwiom.
- Mam nadzieję, że zmienisz zadanie. - szepnął wychodząc.
Co ja tu w ogóle robię...
C.D.N.

wtorek, 29 marca 2016

Niall, część 5

W czasie lotu bardzo bałam się, że lecę na próżno... że nie znajdę Niall'a, chociaż tak bardzo tego chcę, nie wiem czemu taka byłam... co się ze mną dzieje... Kiedyś dla takiego chłopaka rzuciłabym wszystko. A teraz żyłam tylko piłką...
Wylądowałam. Jak najszybciej udałam się do Nandos. Tym razem nie z walizką, a z torbą podróżną. Weszłam i się rozejrzałam, ale aktualnie go tam nie było.
- Przepraszam, na pewno zna Pan Niall'a Horan'a? - spytałam barmana.
- Oczywiście, a kto go tutaj nie zna?
- Świetnie, więc zapewne ma Pan na niego jakieś namiary?
- Może i mam.
- Mógłby mi Pan pomóc go znaleźć? Numer, adres lub coś w tym stylu?
- Przykro i, ale Niall mówił, ze sobie tego nie życzy.
- Rozumiem, ale niech Pan uwierzy, że on na pewno czeka na ten telefon.
- Wątpię, pewnie jesteś kolejną fanką, która przyjechała z innego kraju, aby go znaleźć, zespół ma teraz przerwę, dajcie im spokój.
- Ale Pan nie rozumie. Jeśli Pan nie wierzy, niech Pan sam do niego zadzwoni i powie, że polka z meczu czeka w Nandos, przekona się Pan, że nie kłamię.
- A więc polka... no dobrze, zobaczymy.
Uśmiechałam się w duchu patrząc jak barman wykręca numer. Po chwili powiedział :
- Przykro mi, ale nie odbiera... już nic nie mogę dla Pani zrobić.
- Adres?
- Nie, naprawdę... niech Pani sobie da spokój.
- Łaski bez, sama go znajdę. - krzyknęłam i wyszłam.
Na zewnątrz zaczęłam płakać, byłam bezsilna.... nie wiem gdzie go szukać, szłam wzdłuż ulicy. Nagle zobaczyłam kartkę. Podniosłam ją z nadzieją w wzroku, ale niestety... gdyby to była kartka, którą wyrzuciłam z samolotu, to byłoby zbyt piękne. Zgniotłam ją w ręce i wrzuciłam do pierwszego napotkanego kosza. Szłam dalej... zobaczyłam koleją kartkę. Nie wiedziałam czy to los, chce się ze mnie pośmiać czy co do cholery, chciałam ją ominąć, ale coś kazało mi ją podnieść. Bałam się ją odwrócić... ale gdy to zrobiłam, oniemiałam. Widniał na niej numer telefonu z dopiskiem.
To kartka Niall'a. To nie może być przypadek, że przyjechałam tutaj, poszłam w tę stronę i znalazłam tę kartkę, to przeznaczenie. Szybko wykręciłam numer, ale podobnie jak w Nandos, Niall nie odebrał. Nie wiedziałam co zrobić, ale przynajmniej mam już jakiś punkt zaczepienia, mam jego numer. Zachowam tę kartkę na zawsze.
Szłam dalej wzdłuż ulicy.
- Hej ! - usłyszałam krzyk za moimi plecami.
Ktoś do mnie podbiegał.
- Cześć, to Ty... pamiętasz mnie? - odwróciłam się.
- Ahh... tak, podszedłeś do mnie ostatnio w Nandos.
- Tak. Udało się spotkanie?
- Tak... wiesz, przepraszam Cię po raz drugi, ale szukam kogoś i nie mam humoru.
- A kogo, może pomogę?
- Szukam chłopaka, z którym byłam wtedy umówiona.
- A jak się nazywa?
- Niall, Niall Horan.
- Ahh Niall !
- Znasz go?
- Jasne, każdy go tu zna.
- Wiesz gdzie mieszka?
- Pewnie.
- Zaprowadzisz mnie?
- Nie mogę.
- Proszę !
- Nie, przykro mi, Niall sobie tego nie życzy.
- Irlandczycy są bardzo słowni, ale Niall na pewno chce mnie zobaczyć.
- Przepraszam, muszę już iść, cześć. - powiedział i odbiegł.
Czemu nikt nie chce mi pomóc. Czy ja wymagam tak wiele? Chcę tylko odnaleźć Niall'a.
Poszłam kawałek dalej i przystanęłam przy budce telefonicznej, oparłam się o nią i wzięłam 3 łyki wody.
- Nie wierzę ! - usłyszałam i napięcie spojrzałam w lewo, skąd dochodził krzyk.
- Niall ! - krzyknęłam i zostawiając torbę podbiegłam do blondynka.
- Przepraszam ! - krzyknęłam i mocno go przytuliłam.
- Nie masz za co.
- Nie chciałam Cię tak potraktować.
- Ale co Ty tutaj robisz? - spytał odrywając się ode mnie.
- Wyrzucili mnie z klubu, przyleciałam przed chwilą, wyrzuciłam Twoją kartkę, potem ją znalazłam i barman nie chciał mi pomóc i ten chłopak też nie i... ale wreszcie Cię mam. - nie potrafiłam opanować emocji.
- Spokojnie, chodź, pojedziemy do mnie i wszystko mi opowiesz od początku.
C.D.N.

poniedziałek, 28 marca 2016

Niall, część 4

Gdy wróciłam do Polski, zadzwoniłam po Sebastiana, mojego brata. Chciałam, aby odebrał mnie z lotniska. Seba przyjechał, przywitał się i odwiózł mnie do domu. Wszedł na chwilę, ale zaraz potem pojechał do siebie. Seba ma rodzinę. Ma żonę Laurę i 4-letnią córkę Oliwię.
- Gdzie byłaś kochanie? - spytała mnie moja starsza z młodszych sióstr, Lena.
- Przecież wiesz, że w Irlandii, na meczu.
- No tak... ale mecz był przedwczoraj, dlaczego jesteś tu dopiero dzisiaj.
- Nie ważne.
- Ważne, opowiadaj...
- Nie, to nic.
- Wiem. Poznałaś kogoś, widzę ten błysk w oku.
- Co, nie, Lena...
- Mylę się?
- Nie... jak to zrobiłaś.
- Siostrzany instynkt. No to opowiadaj.
- Umówiłam się raz z takim jednym Irlandczykiem... nic poza tym. On też był na meczu i tyle.
- I co nic? Nic dalej? Masz 24 lata, mogłabyś ułożyć sobie życie... założyć rodzinę... dom. Seba w moim wieku się ożenił a w Twoim został ojcem. A tymczasem Ty sobie pogrywasz z piłkę i jeździsz na mecze. Nie chcesz mieć chłopaka?
- Przecież wiesz, że piłka nożna to całe moje życie... a to, że Ty masz chłopaka, a Seba żonę, nie oznacza, że ja muszę mieć.
- Nawet Amelka ma chłopaka i to już od ponad roku. - Amelka to moja 15-letnia siostra.
- No i co z tego, ludzie, dajcie mi spokój.
- Dobra, przemyśl to, ja wychodzę, umówiłam się z Marcinem. Cześć. - powiedziała i poklepała mnie po ramieniu.
A może Lena ma rację? Ale ja już się przyzwyczaiłam do takiego życia... nie potrafię tak nagle zmienić jego trybu, to moja rutyna. Może i powinnam się już usamodzielnić, ale na pewno nie z Niall'em. Nie pasujemy do siebie tak bardzo jak dżem do musztardy. Już nie wiem jak to porównać.
Zaraz mam trening. Wzięłam więc korki, strój i wyszłam.
                           * Oczami Niall'a*
Od rana ciągle o niej myślę. Nie mogę sobie wybaczyć tego, że dałem jej odjechać... Mam złe przeczycie, że do mnie nie zadzwoni.
Rozumiem ją. Na miejscu dziewczyny, też chciałbym mieć potężnego wysokiego i starszego chłopaka. Nic na to nie poradzę taki jestem. Ale mi to nie przeszkadza, to przecież nic nie znaczy, jak mam ją przekonać.
                                   * Moimi oczami*
- Gdzie byłaś? Przecież mecz był przedwczoraj, a wczoraj miałaś się już stawić na treningu.
- Wiem, przepraszam.
- Już nie masz po co. Wiesz, że to niedopuszczalne. A to nie jest Twój pierwszy raz.
- Co to znaczy?
- Przykro mi. - powiedziała i dała mi do ręki 500 zł.
- To za ostatni mecz - dodała i odeszła.
- Ale...
- Już nie należysz do klubu. - wyjaśniła
- Nie, proszę Pani, to najlepsza z graczy, nie może jej Pani wyrzucić. - krzyknęła jedna z dziewczyn w stronę trenerki.
- Prawda, to wielka strata dla klubu, ale ona za dużo sobie pozwala.
- Ale, niech Pani pomyśli... ile meczy dzięki niej wygraliśmy
- Nie ! - przerwałam...
- Starczy, dziękuję dziewczyny, ale właśnie moja kariera dobiegła końca. Uszanuję wolę naszej trenerki. Przepraszam was. - dodałam i przytuliłam wszystkie dziewczyny, po czym wróciłam do domu.
Zamknęłam się w pokoju i zaczęłam płakać. Ktoś zapukał do drzwi.
- Zamknięte. - krzyknęłam dławiąc się łzami.
- To ja. - usłyszałam cienki głos Amelki.
- Idź stąd.
- Mogę Ci jakoś pomóc?
- Tak, odejdź.
Ale weszła...
- Co się stało?
- Stała się najgorsza rzecz w życiu.
- Przegrałyście mecz kwalifikacyjny?
- Nie, gorzej.
- Mogło być gorzej? - zastanowiła się chwilę.
- Nie... nie mów, że wyrzucili Cię z klubu.
Zaczęła mocniej płakać.
- Ale czemu?
- Wczoraj nie stawiłam się na treningu.
- Przez taki błahy powód?
- Oh... mam dość.
- Odpocznij. - powiedziała i wyszła.
Chciałabym móc się teraz komuś wygadać. Chciałam zadzwonić do Niall'a, szukałam jego kartki, kiedy przypomniałam sobie, że wyrzuciłam ją z samolotu. Bardzo tego żałowałam, on by mnie wysłuchał. źle go potraktowałam... w sumie to przez niego nie jestem już członkiem klubu. Gdy miałam trening, siedziałam z nim w Nandos. Mimo to... czuję, że tego nie żałuję, a powinnam, bo piłka nożna to moje drugie imię. Dlaczego tego nie żałuję? Wstałam napięcie, otarłam oczy z łez, poprawiłam makijaż, spakowałam torbę, wzięłam pieniądze z meczu i jeszcze trochę z moich oszczędności, ubrałam się.
- Mamo, wyjeżdżam. - krzyknęłam w stronę kuchni.
- Co? Gdzie? Przed chwilą wróciłaś z Irlandii.
- No właśnie... i teraz tam wracam.
- Ale po co? Z tego co wiem, to nie ma dzisiaj meczu w Irlandii.
- Nie jadę na mecz, pa mamo.
Tym razem zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam na lotnisko.
Modliłam się tylko, aby mieli jeszcze bilety, bo ich nie zamówiłam.
Na miejscu, podeszłam do rejestracji.
- Przeprasza, są jeszcze bilety na lot do Dublina?
- Nie, przykro mi.
- A kiedy jest następny lot?
- Jutro o 14:00.
- Co? Ja muszę dzisiaj, teraz, zależy mi na tym locie.
- Przepraszam Panią. - zaczepiła mnie jakaś kobieta.
- Pani chciała bilet do Dublina?
- Tak, ale o co chodzi?
- Bo ja mam bilet, miałam lecieć, ale źle się czuję, mogę go Pani odsprzedać, jeśli to takie ważne, ja mogę polecieć jutro, moje sprawa nie jest pilna.
- Naprawdę? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Jasne.
Odkupiłam bilet i czekałam na samolot. W środku myślałam tylko o tym, jak znajdę Niall'a. Może pójdę do Nandos i o niego zapytam. On często tam bywa, może mają jego numer, a może nawet adres. Musze znaleźć mojego blondynka i za wszystko go przeprosić.
C.D.N.

niedziela, 27 marca 2016

Niall, część 3

Wstałam wcześnie rano i spakowałam rzeczy. Zeszłam na dół z walizkami i zadzwoniłam po taksówkę. Wyszłam przed budynek i skierowałam się w lewo na parking, to co tam zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania!
Stało tam auto Niall'a, a on spał w środku na tylnych siedzeniach.
Co za idiota - pomyślałam i szybko podbiegłam do szyby i zapukałam w nią. Blondynek ocknął się. Otworzył drzwi i wyszedł.
- Cześć - szepnął przecierając oczy.
- Co Ty tutaj do cholery robisz?
- Śpię, to znaczy spałem.
- Ale czemu tutaj.
- Chciałem Cię jeszcze zobaczyć, bo wiem, że i tak Cię nie przekonam, żebyś została.
- Jesteś słodki. O, muszę już iść moja taksówka przyjechała.
- Co? Nie ma mowy, ja Cię zawiozę na lotnisko.
- Nie !
- Puść tą walizkę. - krzyknął do mnie i szybko podbiegł do wozu, otworzył drzwi, powiedział kierowcy, że ma odjechać i dął mu 50 funtów do reki.
- Oszalałeś?
- Nie, po prostu ja chcę Cię odwieść.
- Ale 50 funtów?
- Za mało?
- Co? Na polskie złote to trzy stówki.
- Wybacz, ale nie orientuję się w waszych pieniądzach...
- U nas zarabia się średnio 1200 złotych... to jest około 200 funtów.
- No coś Ty. Jak wy tam żyjecie?
- No właśnie, dlatego zrozum, że brakuje mi pieniędzy, żeby zostać.
- Mówiłem, ze mogę Ci je dać.
- Nie.
- No to pożyczyć?
- I jak Ci je niby oddam?
- Nie oddasz.
- To nie pożyczka.
- Daj spokój, bierz. - trzymał przede mną 600 funtów.
- Człowieku, to są trzy wypłaty mojego taty. Nigdy nie będę w stanie Ci tego oddać.
- Naprawdę myślisz, że mój portfel zrobił się lżejszy, gdy to wyjąłem.
- Jesteś bezczelny !
- Przepraszam, ale nie wiem jak Cię przekonać, żebyś do cholery została !
- Odwieziesz mnie już..
- Tak. - poddał się.
Na lotnisku czekał ze mną na odprawę.
- Możesz już jechać.
- Mogę, ale nie muszę.
Nastała chwila ciszy.
- Mogę Cię przytulić?
- Skoro musisz, ale pojedziesz już?
- Wyganiasz mnie? - szepnął i mnie przytulił.
- Dziękuję za podwózkę, cześć. - złapałam za walizki i zmierzałam ku wejściu do samolotu.
- Czekaj. - krzyknął za mną.
- Masz weź to. Użyj jak zmienisz zdanie. - dał mi do ręki kartkę zgiętą dwa razy.
- Trzymaj się Niall.
- ' I have loved you since we were 18' - zanucił.
- Jeszcze wtedy się nie znaliśmy. - odpowiedziałam i weszłam do samolotu.
Gdy już się usadowiłam w fotelu, wyciągnęłam kartkę od Niall'a.
Był na niej jego numer telefonu z dopiskiem.
'WRÓĆ JAK NAJSZYBCIEJ, ALBO WYŚLIJ SMS-EM TWÓJ ADRES'
Słodki chłopak, życzę mu powodzenia. Otworzyłam okno i wyrzuciłam kartkę jeszcze nad Irlandią.
C.D.N.

sobota, 26 marca 2016

Niall, część 2

- Nie... nic nie szkodzi, gdybym była sama, na pewno bym się zgodziła. Powodzenia, cześć. - powiedziałam, a on odszedł.
Nadal czekałam na Niall'a.
I się doczekałam, wszedł do Nandos i wreszcie mnie wypatrzył.
- Hej - powiedział, pocałował mnie w policzek i usiadł.
- Co to było?
- Wy w Polsce się tak nie witacie?
- Nie ściemniaj, że to taka irlandzka tradycja.
- Nie wierzysz?
- Nie.
- Nie musisz.
- A tak w ogóle... to... nie boisz się, że jakieś fanki cię tu złapią? Wyglądasz całkiem jak... Ty.
- A widzisz, żeby ktoś się na mnie rzucił? To Irlandia... w moim kraju, wszyscy mnie znają i mają do mnie dostęp, więc nie szaleją tak jak w innych krajach.
- Wow, aleś Ty skromny.
- No powiedzmy sobie szczerze...
- No ja cię nie znałam.
- I to mnie boli.
- Ale słuchałam wczoraj waszych piosenek.
- I jak? - spytał, cwaniacko się uśmiechając.
- Aaa takie sobie, nic specjalnego. - czekałam na jego reakcję.
- Co? - spytał z miną jakbym mu powiedziała, że mam 40 lat...
- Żartuję, jesteście wspaniali.
- Uff... co Ty mi robisz? A jakaś szczególna piosenka przykuła Twoją uwagę?
- A powiem Ci, ze tak.
- Jaka?
- '18'.
- Tak, piękna piosenka, napisał ją dla nas....
- Ed Sheeran, tak wiem.
- Już dużo wiesz...
- Nie, to tylko o tej piosence, czytałam o niej, bo mi się spodobała. Jeszcze muszę się dużo o was dowiedzieć.
- Czemu mówisz ' o was ', czemu nie tylko o mnie...
- Bo jesteście zespołem, prawda? Poza tym, z tego co wiem, to ubyło wam jednego?
- Tak, Zayn odszedł rok temu, ale nie chcę o tym mówić.
- Jasne, przepraszam.
- To co, jemy?
- Pewnie !
Niall zamówił nam jego ulubione zestawy z kurczakiem, postanowiłam, że zdam się na niego i spróbuję jego ulubionego jedzenia.
- Masz rodzeństwo? - spytał mnie z pełną buzią.
- Tak, mam dwie siostry i brata.
- W jakim są wieku?
- Moja młodsze siostry mają 15 i 21 lat a starszy brat ma 28.
- Co? To ile ty masz lat?
- W czerwcu będę miała 24.
- Żartujesz? Jesteś ode mnie starsza!
- Jak to?
- No ja będę miał 23 we wrześniu.
- Oooh... jestem starsza i nieco wyższa, dziwnie się z tym teraz czuję?
- Dlaczego, przeszkadza Ci to?
- Nie, dlaczego miałoby? I tak jutro...
- Co jutro?
- Nie ważne, jedz.
Gdy zjedliśmy, Niall odniósł tace i powiedział, że mam iść za nim. Poszłam. Kazał mi wsiąść do jego samochodu.
- Gdzie jedziemy? - spytałam.
- Zobaczysz.
- Proszę, powiedz.
- Zobaczysz.
Parę minut później, byliśmy już na miejscu.
Miejsce, w które mnie zabrał, było niesamowite.
To było jeziorko na jednej z niższych gór, z pięknym widokiem na miasto, mimo to bardzo wyludnione miejsce. Niall poszedł po coś do bagażnika. Usiadłam przy brzegu na pniu drzewa. On usiadł na przeciwko mnie z gitarą.
- Co robisz?
- Zobaczysz. - i wtedy zaczął grać i śpiewać piosenkę '18'. Nawet nie musiałam go prosić.
W czasie refrenu przyłączyłam się do niego i zaśpiewaliśmy razem.
' I wanna love like you made me feel, when we were 18'
- Wow, masz piękny głos. Czemu nie spróbujesz gdzieś swoich sił?
- Dziękuję, ale to nie moja bajka. Ja gram w piłkę nożną.
- Zawodowo?
- Nie... to mój pasja, gram w miejskim klubie w Polsce.
- A więc, czym zajmujesz się na co dzień? Gdzie pracujesz, kim jesteś?
- Z zawodu jestem technikiem hotelarstwa, a obecnie studiuję psychologię.
- No, no, nieźle. Czyli nie pracujesz?
- Nie, czasami za dobry mecz dostajemy jakiś grosz od sponsora klubu.
- Chciałbym kiedyś pojechać na Twój mecz. Szczerze mówiąc nigdy nie oglądałem na żywo kobiecej piłki nożnej.
- To powinieneś.
- Ściemnia się, muszę już iść.
- Jasne, odwiozę Cię.
- Hotel 'Shamrock'.
Wsiedliśmy do samochodu. Gdy byliśmy pod hotelem, Niall stanął na parkingu dla gości i wyszedł z wozu razem ze mną.
- Dziękuję, to był wspaniały dzień.
- Tak, ja również dziękuję, zdecydowanie udany dzień.
- Kiedy to powtórzymy?
- Niall... nie zrozum mnie źle, ale nie powtórzymy...
- A... ale dlaczego?
- Jutro wyjeżdżam do Polski, tam mam swoje życie, właściwie już wczoraj powinnam wyjechać, no ale umówiliśmy się.
- Proszę, zostań.
- Nie... nie mogę, nie mam już pieniędzy na hotel a jeszcze muszę kupić bilet powrotny. Miałam przyjechać tylko na mecz.
- Nie ma problemu, dam Ci pieniądze, tylko zostać.
- Niall... Ty mnie nawet nie znasz.
- Ale bardzo Cię... polubiłem.
- Ja Ciebie też i na tym zakończmy, przecież i tak nic z tego nie będzie.
- Ale czemu?
- Po pierwsze, jesteś tu, ja w Polsce, po drugie nasze życia do siebie nie pasują, po trzecie jestem od Ciebie starsza i wyższa, to nie ma prawa bytu.
- Jeśli chodzi o zamieszkanie, to coś wymyślimy, gdyby nasze życia do siebie pasowały to wtedy by to nie wyszło, a to, że jesteś starsza nic nie znaczy, a wzrost? Jesteś minimalnie wyższa. To naprawdę aż tak Cię przeraża? - powiedział i podszedł do mnie bliżej, abym zobaczyła różnice we wzroście.
- Niall, dziwnie się z tym czuję, od początku mi się spodobałeś. Ale już na stadionie, nie powinnam była z Tobą rozmawiać. To był błąd. Idź już.
- Ale... - usłyszałam odchodząc.
Weszłam do pokoju i poszłam wziąć prysznic. Zamówiłam bilet powroty przez Internet i poszłam spać.
C.D.N.

piątek, 25 marca 2016

Nowa historia - Cz. 1 ( Niall )

Zacznijmy coś nowego... serię z Cloe dokończę kiedy indziej, dostałam prywatne wiadomości, że chcecie inną fabułę.
-----------------------------------------------------------------------------------
Wczoraj byłam na meczu piłki nożnej w Dublinie. Pojechałam na mecz reprezentacji Irlandii i Polski, bo chciałam zobaczyć naszych w akcji w innym kraju niż nasza ojczyzna, a to był najbliższy mecz.
Uwielbiam piłkę nożną, chociaż zapewne nie wyglądam na zapalonego kibica, często to słyszę.
Byłam wymalowana na biało czerwono na twarzy, na czole miałam napis "Polska" i miałam ubraną reprezentacyjną koszulkę. Stadion był podzielony na dwa kolory. Idealnie w połowie łączyła się zieleń irlandzkich kibiców, z biało-czerwonymi strojami polaków.
Już od samego początku moją uwagę przykuł pewien chłopak w barwach irlandzkiej flagi. Siedziałam w piątym rzędzie od góry, on też, tyle, że ja na miejscu 8, a on 11.
Trzymał rozwiniętą flagę Irlandii i głośno krzyczał w stronę murawy.
Po pewnym czasie bardziej zaczęłam przyglądać się jemu niż piłkarzom i nie zauważyłam nawet, gdy Lewy strzelił bramkę, dzięki wspaniałemu dośrodkowaniu Milika.
Blondyn wówczas opuścił ręce i posmutniał. Podeszłam do barierek, aby bliżej się wszystkiemu przyjrzeć, w końcu przyszłam tu na mecz, a nie szukać przygód.
Kątem oka zauważyłam, że chłopak też podszedł, owinięty w flagę, którą wcześniej trzymał w górze. Mecz dobiegał końca... i już do końca stałam przy barierkach. Polska wygrała to spotkanie 1:0. Mimo iż nie liczyłam na nic ze strony blondynka, miałam cichą nadzieję, że podejdzie do mnie, bo wyglądał na takiego, który miałaby to zaraz zrobić, a nie ukrywam iż bardzo mi się spodobał.
Wszyscy już opuszczali trybuny, a ja patrzyłam w jego stronę... i w tamtym momencie straciłam nadzieję na jakąkolwiek znajomość. Podeszła do niego jakaś dziewczyna z dzieckiem i go przytuliła... domyśliłam się, że to jego dziewczyna z synem, albo nawet żona.
Cóż... zmierzałam więc ku wyjściu, nagle usłyszałam krzyk :
- Hej, czerwona, zaczekaj.
Odwróciłam się napięcie i wskazałam na mnie palcem, by upewnić się, czy chodzi o mnie.
- Tak, Ty. Podejdź.
- Masz może ochotę gdzieś jutro wyskoczyć?
- Co?
- No.. nie wiem, pomyślałem, że może poszlibyśmy na lunch?
Właśnie chciałam go spytać czy jest Irlandczykiem czy tylko kibicuje Irlandii, ale poznałam go po akcencie.
- A tak w ogóle to cześć. Jestem Niall, przepraszam, nawet się nie przedstawiłem, ale taki właśnie jest Twój urok.
- Wiesz... myślałam, że masz rodzinę... ta dziewczyna, którą przytulałeś i dziecko...
- nie dokończyłam.
- Nareszcie powiedziałaś coś więcej, bo właśnie miałem pytać, czy jesteś Polką czy tylko kibicujesz Polsce.
W tym momencie zaczęłam się śmiać, bo sama chciałam go o to zapytać.
- Z czego się śmiejesz?
- Z naszego toku myślenia, bo ja właśnie myślałam o tym, czy jesteś Irlandczykiem...
- To Ty nie poważnie nie wiesz kim jestem?
- Nie... a powinnam? Poza tym, odpowiesz na moje pytanie?
- Chwila... ah tak ! Ta dziewczyna z dzieckiem to rzeczywiście była moja rodzina... ale nie taka jak myślisz. To była Denise, moja szwagierka, a ten słodki malec, to Theo, mój bratanek.
- Ah... całe szczęście.
- Tak uważasz? - powiedział i uśmiechnął się.
- To co powiesz na ten lunch? Poznamy się skoro naprawdę nie wiesz kim jestem.
- Jeszcze raz, jak się nazywasz?
- Niall, Niall Horan.
- Horan... przykro mi, ale pierwszy raz słyszę to nazwisko...
- Aaa... Styles? Tomlinson? Payne? Malik?
- Nie... nie... naprawdę nie kojarzę.
- Ale na lunch pójdziemy?
- Jasne. Gdzie i o której?
- Co powiesz na jutro... 2 pm w Nandos?
- Ok. Pasuje. To do zobaczenia... - powiedziałam i uśmiechnęłam się, a on to odwzajemnił.
Opuściliśmy stadion.
                                   * W hotelu *
Siedziałam na łóżku w hotelu, w którym się zatrzymałam.... nie wiem co ja w ogóle robię. Jutro powinnam wracać do domu, do Polski, a tymczasem umawiam się z Irlandczykiem.
Weszłam na mojego laptopa i wpisałam w google hasło "Niall Horan"
Nie wierzyłam w to co czytam !
Niall to członek najpopularniejszego obecnie zespołu na świecie, a ja nie miała pojęcia, kim on jest. Co za wstyd. Jak to się mogło stać, przecież przeważnie jestem na czasie jeśli chodzi o hity radiowe i telewizyjne, a zespół One Direction musiał mi umknąć i to nie jednokrotnie. Zastanawiałam się jak mogłam nie zauważyć w telewizji czy internecie tak bardzo utalentowanych i przystojnych chłopców.... może dlatego, że technologia to nie moja bajka? Kocham piłkę nożną, gram w miejskim klubie i często jeżdżę na mecze.
Tak wiem, dziwnie to brzmi, nawet w moich myślach, ale taka już jestem. Przesłuchałam pare piosenek One Direction i zakochałam się w piosence "18". ' I wanna love like you made me feel, when we were 18 '... chciałabym, żeby Niall mi ją zaśpiewał, ale głupio mi się go wprost spytać, czy dla mnie zaśpiewa... to brzmi prostacko... cóż, zobaczymy.
Czekałam na kolejny dzień i spotkanie z blondynkiem.
*Kolejny dzień*
Zeszłam do hotelowego holu na śniadanie, następnie szykowałam się do wyjścia, wyszłam i kierowałam się w stronę Nandos.
Usiadłam przy pierwszym wolnym stoliku, ponieważ jeszcze nigdzie nie widziałam Niall'a. Nagle podszedł do mnie zakapturzony chłopak w ciemnych okularach. Myślałam, że to Niall i po prostu nie chce, żeby fanki go rozpoznały. Ale to nie był mój partner na dziś dzień. To był jakiś samotny chłopak, którego wystawiła dziewczyna. Spytał czy może się do mnie przysiąść.... ale byłam umówiona.
- Przepraszam bardzo, ja zawsze jestem chętna na nowe znajomości, ale jestem umówiona i czekam na kogoś.
- W porządku, przepraszam za kłopot. - odpowiedział.
C.D.N.

środa, 23 marca 2016

Cloe cz.8

- Josh... ja nie wiem - powiedziałam i rozpłakałam się. Josh mocno mnie przytulił.
- Ja już sama nie wiem, ja nie dam rady z dzieckiem.
- Sama nie dasz, ale razem damy, rozumiesz? Rodzice to liczba mnoga, zawsze jest ich dwoje, musimy razem je wychować, to przecież wspaniałe, damy radę, słyszysz?
- Masz rację...
- Czyli co? Mogę wyrwać i potargać tą kartkę?
- Tak.
Co miałam mu powiedzieć? Musiałam przytaknąć ale i tak tam pójdę... jak ja coś postanowię, to tak jest. I będzie. Nie urodzę tego dziecka.
                                                  * Oczami Josh'a*
Tak czy tak, nie wierzę jej. Znam ją i wiem, że tak łatwo nie odpuszcza, a jeśli odpuściła tak szybko to znaczy, że nie mówiła poważnie. Będę musiał ją śledzić tego dnia. Wiem, że to nie fair i to przejaw braku zaufania, ale nie chcę, żeby mojemu dziecku stała się krzywda.
Rozpiera mnie duma, że zostanę ojcem, jestem taki szczęśliwy, że muszę się tym z kimś podzielić... zadzwonię do chłopaków, trochę się poprztykaliśmy, ale chcę, żeby wiedzieli.
Wybrałem numer do Liam'a, ten akurat pierwszy zobaczyłem :
~ Halo, cześć Liam.
~ Josh ! Wracasz do zespołu?
~ Nie, nie o to chodzi.
~ A co? Rzuciła Cię?
~ Nie... przestań i daj mi powiedzieć.
~ Dobrze, przepraszam.
~ Muszę wam się czymś pochwalić, możesz zawołać chłopców i dać na głośnomówiący?
~ A nie możesz tutaj przyjechać?
~ Proszę, zrób to o co poprosiłem.
~ W porządku. Czekaj.
Czekałem aż wszyscy chłopcy podejdą do telefonu Liama
W tle słyszałem tylko 'co już błaga o wybaczenie?'. Było mi trochę smutno, no ale wiem, że sam byłem dla nich za ostry ostatnio.
~ No już, możesz mówić
~ Wszyscy są?
~ Tak.
~ No więc, chciałem wam powiedzieć, że będę ojcem.
~ Cooo? Przecież to może być dziecko każdego z nas. - krzyczał Harry
~ Ah, dajcie już spokój! - powiedziałem i się rozłączyłem
Mam tego dosyć. Oni nie potrafią zrozumieć, że ja i Jess bardzo się kochamy. Cały czas upierają się przy swojej chorej wersji, nie wiadomo czemu.
                                     *Dzień zabiegu*
                                      * Moimi oczami*
Właśnie wybieram się na aborcję, boję się, ale jednocześnie wiem, że będe wolna.
 Wiem też, że mogę stracić Josh'a, ale nie chce dziecka, to wiem na 100%.
Wyszłam z domu.
                                        *Oczami Josh'a*
Czekałem pod domem Jess, modliłem się tylko, żeby z niego nie wyszła. Ale niestety. Szedłem za nią, mając jeszcze nadzieję, że idzie do sklepu lub coś w tym stylu. Z paru metrów widziałem już wielki napis na temat klinki aborcyjnej. Przyśpieszyłem kroku, nawet zacząłem biec. Chciałem ją dogonić przed wejściem do kliniki. Udało się.
- Kochanie, nie! - krzyknąłem. Momentalnie się odwróciła.
- Co Ty, śledzisz mnie?
- Wiedziałem, że i tak zrobisz swoje.
- I zrobię, daj mi spokój.
- Jess, błagam, nie rób tego, nie rób !
- Daj mi spokój, powiedziałam już.
- Jeśli usuniesz to dziecko, z nami koniec.
- Przestań. Odejdź.
Puściłem ją i jak najszybciej wysłałem SMS-a Harry'emu. Napisałem wszystko, że Jess chce usunąć nasze dziecko, że jesteśmy w klinice i że muszą mi pomóc. - potem szybko wybiegłem do budynku za nią.
- Jess, stój. - krzyczałem przez cały korytarz.
Weszła do jakiejś sali. Nie wiedziałem o co chodzi i czy mogę tam wejść, ale nie obchodziło mnie to. Wbiegłem tam.
- Proszę stąd wyjść, mam pacjentkę. - powiedział lekarz.
- Ale to moja dziewczyna, ona chce usunąć nasze dziecko.
- W takim razie proszę zostać, omówimy to.
- Josh, wyjdź, proszę. Porozmawiamy w domu.
- Wtedy już będzie za późno. Nie pozwolę Ci skrzywdzić naszego synka lub córeczki.
- Czyli Pani chce usunąć dziecko, a Pani partner nie chce, tak?
- Tak. Ale on tu nie ma nic do gadania.
- Muszę Panią zmartwić, ale to ma duże znaczenie. Mam prawo przeprowadzić aborcję, jeśli każde z rodziców wyrazi zgodę. Jeśli Pan Josh się nie zgadza, nie mogę Pani pomóc.
- Ale jak to? Ja zapłacę.
- A ja zapłacę więcej, jeśli Pan tego nie zrobi.
- Proszę się nad tym poważnie zastanowić. Aborcja to nie jest sprawa pierwszego rzędu, to poważna decyzja. Przedyskutujcie to w domu.
Jess rozmawiała z lekarzem, a ja usłyszałem głos Louis'a dochodzący z korytarza. Mówił coś w stylu 'to chyba gdzieś tutaj'. Wyszedłem z sali i zobaczyłem cały zespół.
- Chłopaki... nie wiem co robić... - zacząłem...
- Ja tam pójdę ! - krzyknął Harry i wszedł do sali.
- Cloe... rób tego !
- Kim Pan jest? - spytał go lekarz.
 - Ja? Ja jestem jednym z prawdopodobnych ojców dziecka.
- Oj... chyba ma Pani problem, Panno Cloe...
- Cloe? Jess, czemu oni mówią do Ciebie Cloe? - zapytałem słysząc ich rozmowę i wchodząc do sali.
- Bo... tak mam na imię.
- Co? Co Ty mówisz?
- Przepraszam Josh. Nie wiem.... nie wiem kto jest ojcem dziecka. Chłopcy nie kłamali.
To ja kłamałam...
- Nie... nie... to jakiś żart, tak? Ukryta kamera? Harry, powiedz, że to sen !
- Nie Josh... to nie sen, mówiliśmy Ci...
- Nie... - wybiegłem z sali.
                               * Moimi oczami *
Josh wybiegł z sali... wcale mu się nie dziwię... narobiłam niezłego zamieszania.
Przeprosiłam lekarza za ten incydent i wszyscy wyszliśmy z kliniki.
- Przepraszam was chłopcy... - powiedziałam do One Direction i odeszłam, pozwolili mi...
C.D.N.
Co tam, jak tam? Jesteście tu jeszcze?



Cloe cz.7

Długo myślałam nad tym co powiedział mi lekarz. Wiem, że tutaj aborcja jest legalna. Chcę tego... to dziecko będzie cierpieć, ja wiem, że nie będę dobrą matką... sama w to nie wierzę, więc tak będzie... to znaczy byłoby, ale nie będzie, bo tego dziecka też nie będzie.
Czekałam z niepewnością na miesiączkę. Ale jej nie dostałam... mój najgorszy sen właśnie się spełnia. Wczoraj minął termin, spóźnia się jeden dzień... jutro idę do lekarza, potwierdzić, że dzieciak we mnie siedzi. Trudno, usunę i po sprawie...
Nagle usłyszałam pukanie. Wiedziałam, że to Josh, więc krzyknęłam "Otwarte" - wszedł.
- Kochanie, zamykaj się, bo jeszcze ktoś wejdzie i mi Cię porwie.
- Daj spokój... co u Ciebie?
- Całkiem w porządku, a u Ciebie?
- Co to za torby? - spytałam widząc wypełnione siatki w jego ręce.
- To nasza kolacja. Zrobimy coś razem. A to dla Ciebie. - powiedział wręczając mi kwiaty, które trzymał w drugiej ręce za plecami.
- Dziękuję. Jesteś kochany, są piękne. Pamiętałeś, że kocham herbaciane róże... - powiedziałam i go pocałowałam.
- Jak mógłbym zapomnieć. To co? Pichcimy?
- Jasne, chodź. - pomimo, że byłam załamana moją ciążą i jutrzejszą wizytą u lekarza, Josh pozwalał mi się od tego oderwać, ale to nie jest miłość, on jest bardziej jak przyjaciel... już mówiłam, jestem inna, nie potrafię kochać, nienawidzę samej siebie i swojego sposobu życia, ale nie potrafię inaczej, chociaż bardzo bym chciała.
                                           * Oczami 1D*
Chłopcy siedzieli razem na sofie i oglądali film.
Nagle ciszę między reklamami przerwał Niall :
- Chcecie coś do jedzenia?
- Ja chcę, żebyś mnie obudził z tego pieprzonego snu. - odburknął Louis.
- Mnie też jej brakuje, ale pomyśl, jak bardzo zabawiła się naszym kosztem... - pocieszał go Harry
- To co z tym jedzeniem?
- Przynieś cokolwiek. - odpowiedział mu Liam.
- A ja chcę sok! - krzyknął Zayn.
- Się robi! - odkrzyknął i poleciał do kuchni.
                                                   * Moimi oczami*
Ja i Josh jesteśmy po kolacji, ja już się wykąpałam, a on właśnie brał prysznic, siedziałam na łóżku, modląc się o okres. Jeszcze nigdy nie chciałam tego tak bardzo, mimo iż to nieprzyjemne 5 dni, wolę to niż dziecko. Moje myśli przerwał Josh wchodzący do sypialni.
- Kochanie, myślałem ostatnio o czymś... może tak byśmy... no wiesz, już długo jesteśmy razem, może tak... - nie potrafił dokończyć swych myśli
- Co Josh, nie ! NIE ! - krzyczałam domyślając się, że chodzi mu o dziecko.
- Ale dlaczego? Nie chciałabyś ze mną mieszkać? - spytał smutny
- Aaaa... o to chodzi... jasne, przepraszam, myślała, że... a z resztą nie ważne. - uff na szczęście się myliłam.
- To co? Ty do mnie czy ja do Ciebie?
- Jak Tobie wygodniej?
- A jak Tobie?
- Ja jestem kobietą, mam dużo więcej rzezy do zabrania, więc może Ty do mnie?
- W porządku, kocham Cię
- Ja Ciebie też - odpowiedziałam niepewnie.
Nadszedł kolejny dzień, mój paskudny dzień.
Już o 9:00 byłam w przychodni.
- Dzień dobry.
- Witam, a to Pani. Zapraszam, zaraz zawołam ginekologa.
Czekałam ok 5-7 minut i do gabinetu weszła lekarka.
On szepnął jej na ucho coś w stylu ' podejrzewam ciążę, ale to nie mój fach, zbadaj ją '
- Witam Panią, Kiedy była ostatnia miesiączka?
- No właśnie miała pojawić się dwa dni temu, ale niestety jej nie ma.
- No cóż. Zbadamy, zrobimy USG i wszystkiego się dowiemy.
- No więc tak... jest to ok. 3 tydzień, ciąża przebiega prawidłowo, nie jest pozamaciczna ani zagrożona, może być Pani spokojna o malucha.
- Niech to szlag! Czyli jednak?
- Nie cieszy się Pani?
- Nie, nie jestem gotowa na dziecko.
- A ile ma Pani lat?
- 20.
- A to młodziutka... ale nie takie kobiety rodzą dzieci i sobie radzą. A ma Pani stałego partnera?
- Tak, ale co to ma do rzeczy? Nie chcę tego dziecka.
- Proszę się uspokoić i przedyskutować to z partnerem.
- To ja o tym decyduję i już postanowiłam. Mogłaby mi Pani polecić jakąś dobrą klinikę aborcyjną? Cena nie jest ważna, stać mnie.
- Proszę to przemyśleć, zabija Pani człowieka.
- To nie jest jeszcze człowiek.
-  Niech Pani pomyśli, na świecie jest wiele małżeństw, które pragną by mieć dziecko, a nie mogą.
Moja znajoma była w 9 miesiącu ciąży, gdy miała wypadek samochodowy i straciła synka. Było to jej pierwsze dziecko, była wtedy 3 dni od terminu porodu. Nie dość, że go straciła, to jeszcze już nie może mieć dzieci. Niech Pani pomyśli jak bardzo ona cierpi. Pani otrzymała dar i chce go zniszczyć. Nie popieram aborcji, a ja wierzę, że da sobie Pani rade z malcem. Proszę to jeszcze raz przemyśleć.
- Współczuję Pani znajomej, ale ja nie chcę tego dziecka. Poda mi Pani adres tej kliniki?
- Oczywiście... - powiedziała niechętnie i podała mi karteczkę z adresem.
Wręczając ją powiedziała :
"Proszę to jeszcze raz głęboko przemyśleć"
Wyszłam z przychodni jak najszybciej się dało.
Gdy wróciłam do domu, natychmiast zadzwoniłam do tej kliniki, umówić się na aborcję, nic chcę aby Josh się dowiedział.
Umówiłam się na 25 stycznia, dzisiaj jest 19. Na godzinę 13:00. Zapisałam to w swoim notesie, aby nie zapomnieć. Poszłam się położyć, nie chcę o tym myśleć.
Nagle poczułam, że ktoś wchodzi do pokoju. Był to Josh, płakał i trzymał w ręku mój notes.
- Co to jest? - spytał, pokazując mi datę wizyty.
- Przepraszam Josh.
- Jesteś w ciąży?
- Przestań.
- Będę ojcem?
- Nie. Usunę to dziecko.
- Nie możesz, nie pozwalam Ci, to też moje dziecko.
- Ale to ja je będę musiała urodzić, więc to ja mam do niego większe prawo. Nie chcę go.
- Jess, błagam, nie rób mi tego. Ja już je kocham. - powiedział łapiąc za mój brzuch.
- Przestań to nawet jeszcze nie jest człowiek. - odepchnęłam jego rękę.
- Co z Tobą? Damy radę! Pomogę Ci, razem przez to przejdziemy, dziecko to przecież nie kara.
- Josh, jestem jeszcze gówniarą, powiedzmy sobie szczerze, ale mam 20 lat, nie jestem gotowa na dziecko.
- Ja mam 24 lata i czuję się w pełni gotów, kocham Cię, damy radę, słyszysz/ Odwołaj tą wizytę, błagam Cię. Zrobię wszystko tylko nie usuwaj tego dziecka.
------------------------------------------------------------------------------
C.D.N
I jak? Proszę o opinie.