środa, 23 marca 2016

Cloe cz.7

Długo myślałam nad tym co powiedział mi lekarz. Wiem, że tutaj aborcja jest legalna. Chcę tego... to dziecko będzie cierpieć, ja wiem, że nie będę dobrą matką... sama w to nie wierzę, więc tak będzie... to znaczy byłoby, ale nie będzie, bo tego dziecka też nie będzie.
Czekałam z niepewnością na miesiączkę. Ale jej nie dostałam... mój najgorszy sen właśnie się spełnia. Wczoraj minął termin, spóźnia się jeden dzień... jutro idę do lekarza, potwierdzić, że dzieciak we mnie siedzi. Trudno, usunę i po sprawie...
Nagle usłyszałam pukanie. Wiedziałam, że to Josh, więc krzyknęłam "Otwarte" - wszedł.
- Kochanie, zamykaj się, bo jeszcze ktoś wejdzie i mi Cię porwie.
- Daj spokój... co u Ciebie?
- Całkiem w porządku, a u Ciebie?
- Co to za torby? - spytałam widząc wypełnione siatki w jego ręce.
- To nasza kolacja. Zrobimy coś razem. A to dla Ciebie. - powiedział wręczając mi kwiaty, które trzymał w drugiej ręce za plecami.
- Dziękuję. Jesteś kochany, są piękne. Pamiętałeś, że kocham herbaciane róże... - powiedziałam i go pocałowałam.
- Jak mógłbym zapomnieć. To co? Pichcimy?
- Jasne, chodź. - pomimo, że byłam załamana moją ciążą i jutrzejszą wizytą u lekarza, Josh pozwalał mi się od tego oderwać, ale to nie jest miłość, on jest bardziej jak przyjaciel... już mówiłam, jestem inna, nie potrafię kochać, nienawidzę samej siebie i swojego sposobu życia, ale nie potrafię inaczej, chociaż bardzo bym chciała.
                                           * Oczami 1D*
Chłopcy siedzieli razem na sofie i oglądali film.
Nagle ciszę między reklamami przerwał Niall :
- Chcecie coś do jedzenia?
- Ja chcę, żebyś mnie obudził z tego pieprzonego snu. - odburknął Louis.
- Mnie też jej brakuje, ale pomyśl, jak bardzo zabawiła się naszym kosztem... - pocieszał go Harry
- To co z tym jedzeniem?
- Przynieś cokolwiek. - odpowiedział mu Liam.
- A ja chcę sok! - krzyknął Zayn.
- Się robi! - odkrzyknął i poleciał do kuchni.
                                                   * Moimi oczami*
Ja i Josh jesteśmy po kolacji, ja już się wykąpałam, a on właśnie brał prysznic, siedziałam na łóżku, modląc się o okres. Jeszcze nigdy nie chciałam tego tak bardzo, mimo iż to nieprzyjemne 5 dni, wolę to niż dziecko. Moje myśli przerwał Josh wchodzący do sypialni.
- Kochanie, myślałem ostatnio o czymś... może tak byśmy... no wiesz, już długo jesteśmy razem, może tak... - nie potrafił dokończyć swych myśli
- Co Josh, nie ! NIE ! - krzyczałam domyślając się, że chodzi mu o dziecko.
- Ale dlaczego? Nie chciałabyś ze mną mieszkać? - spytał smutny
- Aaaa... o to chodzi... jasne, przepraszam, myślała, że... a z resztą nie ważne. - uff na szczęście się myliłam.
- To co? Ty do mnie czy ja do Ciebie?
- Jak Tobie wygodniej?
- A jak Tobie?
- Ja jestem kobietą, mam dużo więcej rzezy do zabrania, więc może Ty do mnie?
- W porządku, kocham Cię
- Ja Ciebie też - odpowiedziałam niepewnie.
Nadszedł kolejny dzień, mój paskudny dzień.
Już o 9:00 byłam w przychodni.
- Dzień dobry.
- Witam, a to Pani. Zapraszam, zaraz zawołam ginekologa.
Czekałam ok 5-7 minut i do gabinetu weszła lekarka.
On szepnął jej na ucho coś w stylu ' podejrzewam ciążę, ale to nie mój fach, zbadaj ją '
- Witam Panią, Kiedy była ostatnia miesiączka?
- No właśnie miała pojawić się dwa dni temu, ale niestety jej nie ma.
- No cóż. Zbadamy, zrobimy USG i wszystkiego się dowiemy.
- No więc tak... jest to ok. 3 tydzień, ciąża przebiega prawidłowo, nie jest pozamaciczna ani zagrożona, może być Pani spokojna o malucha.
- Niech to szlag! Czyli jednak?
- Nie cieszy się Pani?
- Nie, nie jestem gotowa na dziecko.
- A ile ma Pani lat?
- 20.
- A to młodziutka... ale nie takie kobiety rodzą dzieci i sobie radzą. A ma Pani stałego partnera?
- Tak, ale co to ma do rzeczy? Nie chcę tego dziecka.
- Proszę się uspokoić i przedyskutować to z partnerem.
- To ja o tym decyduję i już postanowiłam. Mogłaby mi Pani polecić jakąś dobrą klinikę aborcyjną? Cena nie jest ważna, stać mnie.
- Proszę to przemyśleć, zabija Pani człowieka.
- To nie jest jeszcze człowiek.
-  Niech Pani pomyśli, na świecie jest wiele małżeństw, które pragną by mieć dziecko, a nie mogą.
Moja znajoma była w 9 miesiącu ciąży, gdy miała wypadek samochodowy i straciła synka. Było to jej pierwsze dziecko, była wtedy 3 dni od terminu porodu. Nie dość, że go straciła, to jeszcze już nie może mieć dzieci. Niech Pani pomyśli jak bardzo ona cierpi. Pani otrzymała dar i chce go zniszczyć. Nie popieram aborcji, a ja wierzę, że da sobie Pani rade z malcem. Proszę to jeszcze raz przemyśleć.
- Współczuję Pani znajomej, ale ja nie chcę tego dziecka. Poda mi Pani adres tej kliniki?
- Oczywiście... - powiedziała niechętnie i podała mi karteczkę z adresem.
Wręczając ją powiedziała :
"Proszę to jeszcze raz głęboko przemyśleć"
Wyszłam z przychodni jak najszybciej się dało.
Gdy wróciłam do domu, natychmiast zadzwoniłam do tej kliniki, umówić się na aborcję, nic chcę aby Josh się dowiedział.
Umówiłam się na 25 stycznia, dzisiaj jest 19. Na godzinę 13:00. Zapisałam to w swoim notesie, aby nie zapomnieć. Poszłam się położyć, nie chcę o tym myśleć.
Nagle poczułam, że ktoś wchodzi do pokoju. Był to Josh, płakał i trzymał w ręku mój notes.
- Co to jest? - spytał, pokazując mi datę wizyty.
- Przepraszam Josh.
- Jesteś w ciąży?
- Przestań.
- Będę ojcem?
- Nie. Usunę to dziecko.
- Nie możesz, nie pozwalam Ci, to też moje dziecko.
- Ale to ja je będę musiała urodzić, więc to ja mam do niego większe prawo. Nie chcę go.
- Jess, błagam, nie rób mi tego. Ja już je kocham. - powiedział łapiąc za mój brzuch.
- Przestań to nawet jeszcze nie jest człowiek. - odepchnęłam jego rękę.
- Co z Tobą? Damy radę! Pomogę Ci, razem przez to przejdziemy, dziecko to przecież nie kara.
- Josh, jestem jeszcze gówniarą, powiedzmy sobie szczerze, ale mam 20 lat, nie jestem gotowa na dziecko.
- Ja mam 24 lata i czuję się w pełni gotów, kocham Cię, damy radę, słyszysz/ Odwołaj tą wizytę, błagam Cię. Zrobię wszystko tylko nie usuwaj tego dziecka.
------------------------------------------------------------------------------
C.D.N
I jak? Proszę o opinie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz