Gdy wróciłam do Polski, zadzwoniłam po Sebastiana, mojego brata. Chciałam, aby odebrał mnie z lotniska. Seba przyjechał, przywitał się i odwiózł mnie do domu. Wszedł na chwilę, ale zaraz potem pojechał do siebie. Seba ma rodzinę. Ma żonę Laurę i 4-letnią córkę Oliwię.
- Gdzie byłaś kochanie? - spytała mnie moja starsza z młodszych sióstr, Lena.
- Przecież wiesz, że w Irlandii, na meczu.
- No tak... ale mecz był przedwczoraj, dlaczego jesteś tu dopiero dzisiaj.
- Nie ważne.
- Ważne, opowiadaj...
- Nie, to nic.
- Wiem. Poznałaś kogoś, widzę ten błysk w oku.
- Co, nie, Lena...
- Mylę się?
- Nie... jak to zrobiłaś.
- Siostrzany instynkt. No to opowiadaj.
- Umówiłam się raz z takim jednym Irlandczykiem... nic poza tym. On też był na meczu i tyle.
- I co nic? Nic dalej? Masz 24 lata, mogłabyś ułożyć sobie życie... założyć rodzinę... dom. Seba w moim wieku się ożenił a w Twoim został ojcem. A tymczasem Ty sobie pogrywasz z piłkę i jeździsz na mecze. Nie chcesz mieć chłopaka?
- Przecież wiesz, że piłka nożna to całe moje życie... a to, że Ty masz chłopaka, a Seba żonę, nie oznacza, że ja muszę mieć.
- Nawet Amelka ma chłopaka i to już od ponad roku. - Amelka to moja 15-letnia siostra.
- No i co z tego, ludzie, dajcie mi spokój.
- Dobra, przemyśl to, ja wychodzę, umówiłam się z Marcinem. Cześć. - powiedziała i poklepała mnie po ramieniu.
A może Lena ma rację? Ale ja już się przyzwyczaiłam do takiego życia... nie potrafię tak nagle zmienić jego trybu, to moja rutyna. Może i powinnam się już usamodzielnić, ale na pewno nie z Niall'em. Nie pasujemy do siebie tak bardzo jak dżem do musztardy. Już nie wiem jak to porównać.
Zaraz mam trening. Wzięłam więc korki, strój i wyszłam.
* Oczami Niall'a*
Od rana ciągle o niej myślę. Nie mogę sobie wybaczyć tego, że dałem jej odjechać... Mam złe przeczycie, że do mnie nie zadzwoni.
Rozumiem ją. Na miejscu dziewczyny, też chciałbym mieć potężnego wysokiego i starszego chłopaka. Nic na to nie poradzę taki jestem. Ale mi to nie przeszkadza, to przecież nic nie znaczy, jak mam ją przekonać.
* Moimi oczami*
- Gdzie byłaś? Przecież mecz był przedwczoraj, a wczoraj miałaś się już stawić na treningu.
- Wiem, przepraszam.
- Już nie masz po co. Wiesz, że to niedopuszczalne. A to nie jest Twój pierwszy raz.
- Co to znaczy?
- Przykro mi. - powiedziała i dała mi do ręki 500 zł.
- To za ostatni mecz - dodała i odeszła.
- Ale...
- Już nie należysz do klubu. - wyjaśniła
- Nie, proszę Pani, to najlepsza z graczy, nie może jej Pani wyrzucić. - krzyknęła jedna z dziewczyn w stronę trenerki.
- Prawda, to wielka strata dla klubu, ale ona za dużo sobie pozwala.
- Ale, niech Pani pomyśli... ile meczy dzięki niej wygraliśmy
- Nie ! - przerwałam...
- Starczy, dziękuję dziewczyny, ale właśnie moja kariera dobiegła końca. Uszanuję wolę naszej trenerki. Przepraszam was. - dodałam i przytuliłam wszystkie dziewczyny, po czym wróciłam do domu.
Zamknęłam się w pokoju i zaczęłam płakać. Ktoś zapukał do drzwi.
- Zamknięte. - krzyknęłam dławiąc się łzami.
- To ja. - usłyszałam cienki głos Amelki.
- Idź stąd.
- Mogę Ci jakoś pomóc?
- Tak, odejdź.
Ale weszła...
- Co się stało?
- Stała się najgorsza rzecz w życiu.
- Przegrałyście mecz kwalifikacyjny?
- Nie, gorzej.
- Mogło być gorzej? - zastanowiła się chwilę.
- Nie... nie mów, że wyrzucili Cię z klubu.
Zaczęła mocniej płakać.
- Ale czemu?
- Wczoraj nie stawiłam się na treningu.
- Przez taki błahy powód?
- Oh... mam dość.
- Odpocznij. - powiedziała i wyszła.
Chciałabym móc się teraz komuś wygadać. Chciałam zadzwonić do Niall'a, szukałam jego kartki, kiedy przypomniałam sobie, że wyrzuciłam ją z samolotu. Bardzo tego żałowałam, on by mnie wysłuchał. źle go potraktowałam... w sumie to przez niego nie jestem już członkiem klubu. Gdy miałam trening, siedziałam z nim w Nandos. Mimo to... czuję, że tego nie żałuję, a powinnam, bo piłka nożna to moje drugie imię. Dlaczego tego nie żałuję? Wstałam napięcie, otarłam oczy z łez, poprawiłam makijaż, spakowałam torbę, wzięłam pieniądze z meczu i jeszcze trochę z moich oszczędności, ubrałam się.
- Mamo, wyjeżdżam. - krzyknęłam w stronę kuchni.
- Co? Gdzie? Przed chwilą wróciłaś z Irlandii.
- No właśnie... i teraz tam wracam.
- Ale po co? Z tego co wiem, to nie ma dzisiaj meczu w Irlandii.
- Nie jadę na mecz, pa mamo.
Tym razem zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam na lotnisko.
Modliłam się tylko, aby mieli jeszcze bilety, bo ich nie zamówiłam.
Na miejscu, podeszłam do rejestracji.
- Przeprasza, są jeszcze bilety na lot do Dublina?
- Nie, przykro mi.
- A kiedy jest następny lot?
- Jutro o 14:00.
- Co? Ja muszę dzisiaj, teraz, zależy mi na tym locie.
- Przepraszam Panią. - zaczepiła mnie jakaś kobieta.
- Pani chciała bilet do Dublina?
- Tak, ale o co chodzi?
- Bo ja mam bilet, miałam lecieć, ale źle się czuję, mogę go Pani odsprzedać, jeśli to takie ważne, ja mogę polecieć jutro, moje sprawa nie jest pilna.
- Naprawdę? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Jasne.
Odkupiłam bilet i czekałam na samolot. W środku myślałam tylko o tym, jak znajdę Niall'a. Może pójdę do Nandos i o niego zapytam. On często tam bywa, może mają jego numer, a może nawet adres. Musze znaleźć mojego blondynka i za wszystko go przeprosić.
C.D.N.
- Gdzie byłaś kochanie? - spytała mnie moja starsza z młodszych sióstr, Lena.
- Przecież wiesz, że w Irlandii, na meczu.
- No tak... ale mecz był przedwczoraj, dlaczego jesteś tu dopiero dzisiaj.
- Nie ważne.
- Ważne, opowiadaj...
- Nie, to nic.
- Wiem. Poznałaś kogoś, widzę ten błysk w oku.
- Co, nie, Lena...
- Mylę się?
- Nie... jak to zrobiłaś.
- Siostrzany instynkt. No to opowiadaj.
- Umówiłam się raz z takim jednym Irlandczykiem... nic poza tym. On też był na meczu i tyle.
- I co nic? Nic dalej? Masz 24 lata, mogłabyś ułożyć sobie życie... założyć rodzinę... dom. Seba w moim wieku się ożenił a w Twoim został ojcem. A tymczasem Ty sobie pogrywasz z piłkę i jeździsz na mecze. Nie chcesz mieć chłopaka?
- Przecież wiesz, że piłka nożna to całe moje życie... a to, że Ty masz chłopaka, a Seba żonę, nie oznacza, że ja muszę mieć.
- Nawet Amelka ma chłopaka i to już od ponad roku. - Amelka to moja 15-letnia siostra.
- No i co z tego, ludzie, dajcie mi spokój.
- Dobra, przemyśl to, ja wychodzę, umówiłam się z Marcinem. Cześć. - powiedziała i poklepała mnie po ramieniu.
A może Lena ma rację? Ale ja już się przyzwyczaiłam do takiego życia... nie potrafię tak nagle zmienić jego trybu, to moja rutyna. Może i powinnam się już usamodzielnić, ale na pewno nie z Niall'em. Nie pasujemy do siebie tak bardzo jak dżem do musztardy. Już nie wiem jak to porównać.
Zaraz mam trening. Wzięłam więc korki, strój i wyszłam.
* Oczami Niall'a*
Od rana ciągle o niej myślę. Nie mogę sobie wybaczyć tego, że dałem jej odjechać... Mam złe przeczycie, że do mnie nie zadzwoni.
Rozumiem ją. Na miejscu dziewczyny, też chciałbym mieć potężnego wysokiego i starszego chłopaka. Nic na to nie poradzę taki jestem. Ale mi to nie przeszkadza, to przecież nic nie znaczy, jak mam ją przekonać.
* Moimi oczami*
- Gdzie byłaś? Przecież mecz był przedwczoraj, a wczoraj miałaś się już stawić na treningu.
- Wiem, przepraszam.
- Już nie masz po co. Wiesz, że to niedopuszczalne. A to nie jest Twój pierwszy raz.
- Co to znaczy?
- Przykro mi. - powiedziała i dała mi do ręki 500 zł.
- To za ostatni mecz - dodała i odeszła.
- Ale...
- Już nie należysz do klubu. - wyjaśniła
- Nie, proszę Pani, to najlepsza z graczy, nie może jej Pani wyrzucić. - krzyknęła jedna z dziewczyn w stronę trenerki.
- Prawda, to wielka strata dla klubu, ale ona za dużo sobie pozwala.
- Ale, niech Pani pomyśli... ile meczy dzięki niej wygraliśmy
- Nie ! - przerwałam...
- Starczy, dziękuję dziewczyny, ale właśnie moja kariera dobiegła końca. Uszanuję wolę naszej trenerki. Przepraszam was. - dodałam i przytuliłam wszystkie dziewczyny, po czym wróciłam do domu.
Zamknęłam się w pokoju i zaczęłam płakać. Ktoś zapukał do drzwi.
- Zamknięte. - krzyknęłam dławiąc się łzami.
- To ja. - usłyszałam cienki głos Amelki.
- Idź stąd.
- Mogę Ci jakoś pomóc?
- Tak, odejdź.
Ale weszła...
- Co się stało?
- Stała się najgorsza rzecz w życiu.
- Przegrałyście mecz kwalifikacyjny?
- Nie, gorzej.
- Mogło być gorzej? - zastanowiła się chwilę.
- Nie... nie mów, że wyrzucili Cię z klubu.
Zaczęła mocniej płakać.
- Ale czemu?
- Wczoraj nie stawiłam się na treningu.
- Przez taki błahy powód?
- Oh... mam dość.
- Odpocznij. - powiedziała i wyszła.
Chciałabym móc się teraz komuś wygadać. Chciałam zadzwonić do Niall'a, szukałam jego kartki, kiedy przypomniałam sobie, że wyrzuciłam ją z samolotu. Bardzo tego żałowałam, on by mnie wysłuchał. źle go potraktowałam... w sumie to przez niego nie jestem już członkiem klubu. Gdy miałam trening, siedziałam z nim w Nandos. Mimo to... czuję, że tego nie żałuję, a powinnam, bo piłka nożna to moje drugie imię. Dlaczego tego nie żałuję? Wstałam napięcie, otarłam oczy z łez, poprawiłam makijaż, spakowałam torbę, wzięłam pieniądze z meczu i jeszcze trochę z moich oszczędności, ubrałam się.
- Mamo, wyjeżdżam. - krzyknęłam w stronę kuchni.
- Co? Gdzie? Przed chwilą wróciłaś z Irlandii.
- No właśnie... i teraz tam wracam.
- Ale po co? Z tego co wiem, to nie ma dzisiaj meczu w Irlandii.
- Nie jadę na mecz, pa mamo.
Tym razem zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam na lotnisko.
Modliłam się tylko, aby mieli jeszcze bilety, bo ich nie zamówiłam.
Na miejscu, podeszłam do rejestracji.
- Przeprasza, są jeszcze bilety na lot do Dublina?
- Nie, przykro mi.
- A kiedy jest następny lot?
- Jutro o 14:00.
- Co? Ja muszę dzisiaj, teraz, zależy mi na tym locie.
- Przepraszam Panią. - zaczepiła mnie jakaś kobieta.
- Pani chciała bilet do Dublina?
- Tak, ale o co chodzi?
- Bo ja mam bilet, miałam lecieć, ale źle się czuję, mogę go Pani odsprzedać, jeśli to takie ważne, ja mogę polecieć jutro, moje sprawa nie jest pilna.
- Naprawdę? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Jasne.
Odkupiłam bilet i czekałam na samolot. W środku myślałam tylko o tym, jak znajdę Niall'a. Może pójdę do Nandos i o niego zapytam. On często tam bywa, może mają jego numer, a może nawet adres. Musze znaleźć mojego blondynka i za wszystko go przeprosić.
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz