C.D
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nastał nowy dzień. Dziś przyjazd Louis'a.
Amber jeszcze śpi, ja czekam i czekam, Louis ma być o 7:00.
Moja przyjaciółka już zeszła na dół na śniadania, co jest dziwne, bo Amby zawsze długo spała, a nawet nie ma 7, tak myślałam, bo nie było jeszcze Lou.
- O której miał być ten twój kochaś? - spytała
- Będzie o 7:00
- Ale jest po 8.
- Co? - spojrzałam na zegar wiszący w kuchni.
- Może się spóźni.
- Ale już grubo się spóźnił, to nie w jego stylu.
- Myślisz, że coś się stało?
- Wypluj to.
- Jasne. Przepraszam.
Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy... czas płynął a Lou nie było.
- Która jest? - zapytałam Amby, bojąc się spojrzeć na zegar.
- 9:36 dokładnie.
- Boże... a może ja do niego zadzwonię?
- Dzwoń.
Tak więc zrobiłam... ale to co usłyszałam w słuchawce, totalnie mnie przeraziło. Nie wiedziałam co o tym myśleć.
- I co ci powiedział? - zapytała po chwili
- Nic...
- Jak to nic?
- No nic, bo nie odebrał...
- Ale było słychać jak ktoś mówi w słuchawce.
- To była sekretarka... - rozpłakałam się.
- Co jest?
- Ona powiedziała, że taki numer nie istnieje.
- Może masz coś źle zapisane?
- Nie... znam jego numer na pamięć, na 100% dobrze go wpisałam.
- Teraz nawet ja zaczęłam się bać... - te słowa mojej przyjaciółki totalnie mnie zdołowały.
- Może zadzwoń do chłopaków? Zobaczy czy czegoś nie wiedzą?
- Dobra.
Wybrałam numer do Liama :
*sygnał*
Czekając aż odbierze, modliłam się, żeby Louis z nimi był i żeby coś się jedynie opóźniło, ale z drugiej strony dał by mi znać.
Liam odebrał :
~ Liam, cześć.
~ Cześć Maddie. Jest już Louis? - wtedy osłupiałam
~ Właśnie nie. Dzwoniłam do niego, ale usłyszałam tylko od sekretarki, że taki numer nie istnieje, boję się o niego, wy nic nie wiecie?
~ Numer nie istnieje? Nie strasz mnie. My nie mamy jak tego sprawdzić, ale ty możesz coś zrobić.
~ Co masz na my myśli?
~ Louis miał wylądować na lotnisku DONA FLY w Londynie, wiesz gdzie to jest?
~ Tak, sama tam lądowałam.
~ Dobrze, więc udaj się tam i wypytaj czy w ogóle wysiadł z samolotu, na pewno każdy tam zna Louisa Tomlinsona. My też będziemy próbować się czegoś dowiedzieć, bądź dobrej myśli, jesteśmy w kontakcie. Pa.
~ Pa.
Liam rozłączył się.
- Amber, Liam nic nie wie, na początku rozmowy nawet zapytał czy Lou już jest. Powiedział mi, na którym lotnisku miał wylądować, muszę tam jechać i dowiedzieć się czy go tam widzieli.
- Jechać z tobą?
- Jeśli byłabyś tak miła
W drodze na lotnisko, cholernie się bałam. Bałam się o niego jak jeszcze o nikogo innego.
Wbiegłam do rejestracji, Amby za mną.
- Przepraszam bardzo, widziano tutaj dzisiaj Louisa Tomlinsona?
- Nie, absolutnie... już dawno One Direction nie używa naszych linii lotniczych. - oznajmił facet zza biurka
- Na pewno? Dzisiaj miał tutaj wylądować.
- Numer samolotu? Godzina przyjazdu?
- Numeru nie znam, a godzina 7:00.
- Proszę chwileczkę zaczekać. - powiedziawszy to, wybrał jakiś numer i zadzwonił. Po chwili powiedział.
- Był to samolot nr 14, wylądował bezpiecznie, wszyscy opuścili pokład, ale pana Tomlinsona tam nie było, bardzo mi przykro.
Nagle dostałam telefon.
~ Halo?
~ Pani Maddison?
~ Zgadza się, ale kto mówi?
~ Jestem komendantem policji, czy to pani jest obecną partnerką Louisa Tomlinsona?
~ Tak, czy dzwoni pan w jego sprawie? Co z nim?
~ Tak, chodzi o niego, ale nie mam dobrych wieści.
~ Co ma pan na myśli.
~ Louis Tomlinson został zamordowany, bardzo mi przykro.
~ Ale... ku*wa...
Rzuciłam telefonem o ścianę na lotnisku, usiadłam pod drzwiami toalety i zaczęłam płakać chowając twarz w dłoniach.
Dlaczego? Kto? Kiedy? Jakim prawem? Jak mu się to udało? Dlaczego mojego Louisa? Jak ja teraz będę żyć? Czy w ogóle będę? Czy jest jeszcze sens? - wszystkie te pytania bez odpowiedzi mieszały się w mojej głowie, jednak po chwili znalazłam na jedno odpowiedź : Bez niego moje życie nie ma sensu.
Weszłam do ubikacji, pod którą siedziałam. Zamknęłam się. Usiadłam pod umywalką. Wyciągnęłam z torebki nóż, który zawsze przy sobie nosiłam do obrony. Kiedyś był to gaz pieprzowy, ale teraz przeniosłam się na wyciągany nożyk. Podwinęłam do góry rękaw, popatrzyłam na pulsującą żyłę, po czym szybkim ruchem przejechałam nożykiem po skórze.
Po chwili całe życie stanęło mi przed oczami, zaczęłam czuć się coraz słabiej, krew była wszędzie, krzyknęłam tylko ' Louis ' i odpłynęłam.
C.D.N.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To całkiem inny przebieg wydarzeń niż chciałam napisać, jutro ostatnia część, która to zakończy, myślę, że was zaskoczy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nastał nowy dzień. Dziś przyjazd Louis'a.
Amber jeszcze śpi, ja czekam i czekam, Louis ma być o 7:00.
Moja przyjaciółka już zeszła na dół na śniadania, co jest dziwne, bo Amby zawsze długo spała, a nawet nie ma 7, tak myślałam, bo nie było jeszcze Lou.
- O której miał być ten twój kochaś? - spytała
- Będzie o 7:00
- Ale jest po 8.
- Co? - spojrzałam na zegar wiszący w kuchni.
- Może się spóźni.
- Ale już grubo się spóźnił, to nie w jego stylu.
- Myślisz, że coś się stało?
- Wypluj to.
- Jasne. Przepraszam.
Siedziałyśmy i rozmawiałyśmy... czas płynął a Lou nie było.
- Która jest? - zapytałam Amby, bojąc się spojrzeć na zegar.
- 9:36 dokładnie.
- Boże... a może ja do niego zadzwonię?
- Dzwoń.
Tak więc zrobiłam... ale to co usłyszałam w słuchawce, totalnie mnie przeraziło. Nie wiedziałam co o tym myśleć.
- I co ci powiedział? - zapytała po chwili
- Nic...
- Jak to nic?
- No nic, bo nie odebrał...
- Ale było słychać jak ktoś mówi w słuchawce.
- To była sekretarka... - rozpłakałam się.
- Co jest?
- Ona powiedziała, że taki numer nie istnieje.
- Może masz coś źle zapisane?
- Nie... znam jego numer na pamięć, na 100% dobrze go wpisałam.
- Teraz nawet ja zaczęłam się bać... - te słowa mojej przyjaciółki totalnie mnie zdołowały.
- Może zadzwoń do chłopaków? Zobaczy czy czegoś nie wiedzą?
- Dobra.
Wybrałam numer do Liama :
*sygnał*
Czekając aż odbierze, modliłam się, żeby Louis z nimi był i żeby coś się jedynie opóźniło, ale z drugiej strony dał by mi znać.
Liam odebrał :
~ Liam, cześć.
~ Cześć Maddie. Jest już Louis? - wtedy osłupiałam
~ Właśnie nie. Dzwoniłam do niego, ale usłyszałam tylko od sekretarki, że taki numer nie istnieje, boję się o niego, wy nic nie wiecie?
~ Numer nie istnieje? Nie strasz mnie. My nie mamy jak tego sprawdzić, ale ty możesz coś zrobić.
~ Co masz na my myśli?
~ Louis miał wylądować na lotnisku DONA FLY w Londynie, wiesz gdzie to jest?
~ Tak, sama tam lądowałam.
~ Dobrze, więc udaj się tam i wypytaj czy w ogóle wysiadł z samolotu, na pewno każdy tam zna Louisa Tomlinsona. My też będziemy próbować się czegoś dowiedzieć, bądź dobrej myśli, jesteśmy w kontakcie. Pa.
~ Pa.
Liam rozłączył się.
- Amber, Liam nic nie wie, na początku rozmowy nawet zapytał czy Lou już jest. Powiedział mi, na którym lotnisku miał wylądować, muszę tam jechać i dowiedzieć się czy go tam widzieli.
- Jechać z tobą?
- Jeśli byłabyś tak miła
W drodze na lotnisko, cholernie się bałam. Bałam się o niego jak jeszcze o nikogo innego.
Wbiegłam do rejestracji, Amby za mną.
- Przepraszam bardzo, widziano tutaj dzisiaj Louisa Tomlinsona?
- Nie, absolutnie... już dawno One Direction nie używa naszych linii lotniczych. - oznajmił facet zza biurka
- Na pewno? Dzisiaj miał tutaj wylądować.
- Numer samolotu? Godzina przyjazdu?
- Numeru nie znam, a godzina 7:00.
- Proszę chwileczkę zaczekać. - powiedziawszy to, wybrał jakiś numer i zadzwonił. Po chwili powiedział.
- Był to samolot nr 14, wylądował bezpiecznie, wszyscy opuścili pokład, ale pana Tomlinsona tam nie było, bardzo mi przykro.
Nagle dostałam telefon.
~ Halo?
~ Pani Maddison?
~ Zgadza się, ale kto mówi?
~ Jestem komendantem policji, czy to pani jest obecną partnerką Louisa Tomlinsona?
~ Tak, czy dzwoni pan w jego sprawie? Co z nim?
~ Tak, chodzi o niego, ale nie mam dobrych wieści.
~ Co ma pan na myśli.
~ Louis Tomlinson został zamordowany, bardzo mi przykro.
~ Ale... ku*wa...
Rzuciłam telefonem o ścianę na lotnisku, usiadłam pod drzwiami toalety i zaczęłam płakać chowając twarz w dłoniach.
Dlaczego? Kto? Kiedy? Jakim prawem? Jak mu się to udało? Dlaczego mojego Louisa? Jak ja teraz będę żyć? Czy w ogóle będę? Czy jest jeszcze sens? - wszystkie te pytania bez odpowiedzi mieszały się w mojej głowie, jednak po chwili znalazłam na jedno odpowiedź : Bez niego moje życie nie ma sensu.
Weszłam do ubikacji, pod którą siedziałam. Zamknęłam się. Usiadłam pod umywalką. Wyciągnęłam z torebki nóż, który zawsze przy sobie nosiłam do obrony. Kiedyś był to gaz pieprzowy, ale teraz przeniosłam się na wyciągany nożyk. Podwinęłam do góry rękaw, popatrzyłam na pulsującą żyłę, po czym szybkim ruchem przejechałam nożykiem po skórze.
Po chwili całe życie stanęło mi przed oczami, zaczęłam czuć się coraz słabiej, krew była wszędzie, krzyknęłam tylko ' Louis ' i odpłynęłam.
C.D.N.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To całkiem inny przebieg wydarzeń niż chciałam napisać, jutro ostatnia część, która to zakończy, myślę, że was zaskoczy.
przerażasz mnie XD
OdpowiedzUsuńczekam na next :3