C.D.
- Louis na pewno chcesz tam jechać ? - zapytałam
- Tak. Ten dupek musi wiedzieć co o tym myślę, ja się nim zajmę a ty spakujesz swoje rzeczy.
- Nie mogę. Nie mam gdzie się zatrzymać.
- Nie bądź śmieszna, będziesz mieszkać tu.
- Nie. Nie znasz mnie, nie podejmuj takiej decyzji z sekundy na sekundę.
- Maddie, wierzę, że jesteś cudowną osobą, której można zaufać, a poza tym, gdybym pozwolił ci samej wrócić do niego, byłbym jeszcze gorszym draniem niż on. Dla mnie po prostu najgorszą rzeczą jest jak dziewczyna cierpi przez faceta.
- Dziękuję ci. Nawet nie wiesz jak wiele to dla mnie znaczy. Już masz kolejny wielki plus u mnie.
- Jestem coraz bliżej, czuję to.
- Ale z tym co masz na myśli nie śpieszymy się, uwierz tak będzie lepiej, nie jestem taka, że poleci na nowo poznanego, tylko dlatego, że jest nieziemsko przystojny.
- Dziękuję.
- I który jest "skromny"
- Też cię.... lubię.
- Wiesz co? Z tego pośpiechu na rozmowie o pracę... nie zdążyłam poznać imion twoich przyjaciół.
- Zaraz ich zawołam. A po drugie...nie musisz u nas pracować, po prostu bądź... tu, ze mną (kiedyś).
- Muszę ci się jakoś odwdzięczyć, a sprzątanie, gotowanie i spełnianie tego czego będziecie chcieli, jest jedyną rzeczą jaką mogę wam zaoferować.
- O tym porozmawiamy, teraz poznasz chłopaków i jedziemy, zrozumiano. - Louis chyba wyczuł, że nie chcę, żeby tam jechał i przedłużałam wszystko jak tylko mogłam.
- CHŁOPCY ! - zawołał i momentalnie zjawili się na dole.
- Naprawdę nie wiesz jak mają na imię ?
- Wiem, że ty jesteś Liam, bo podawałeś mi numer do Louis'a.
- Tak, to Liam. - powiedział.
- A ten słodki blondynek ? - zapytałam ?
- Słodki ? - powiedział zdziwiony.
- Ty jesteś słodko zazdrosny, ale na razie nie masz o co. - powiedziałam całując go w policzek.
- Dobrze, więc ten NIE słodki blondynek to Niall.
- Niall. Słodko. - powiedziałam, żeby zdenerwować Lou.
- OH serio, aż taki on słodki ? - mówił
- Tak i to bardzo. A ten seksowny loczek?
- Mam dość. - oznajmił.
- Oj, przestań.
- Jestem Harry. - odpowiedział za Louisa
- Świetnie.
- A więc ty... - spojrzałam na chłopaka o ciemnej karnacji, ty musisz być Zayn?
- Zgadza się.
- Przystojniaczek jak się patrzy.
- Jedziemy. - powiedział Louis, złapał mnie za rękę i wyszliśmy.
Przed ich domem :
- Puść mnie.
- Naprawdę aż tak ci to przeszkadza?
- Nie, ale nie jesteśmy jeszcze parą.
- Cieszę się, że użyłaś słowa "jeszcze"
- Gdybym wtedy w przedpokoju cię pocałowała, zdradziłabym Marka.
- Mark ? Przyznaj sama, że już od 2 lat nie czujesz się jak jego dziewczyna.
- To prawda, ale oficjalnie nie zakończyliśmy naszego związku.
- Za kilka minut to zrobisz. - wsiedliśmy do auta.
- To co mówiłaś, w domu, o chłopcach, to było szczere czy żeby mnie zdenerwować. - zapytał nagle
- To i to.
- Czyli podobają ci się?
- Skręć w prawo. - zmieniłam temat.
- Odpowiedz.
- Jest różnica pomiędzy kochaniem a podobaniem, czyż nie panie Tomlinson?
- Więc podobają?
- Są naprawdę przystojni.
- Dodałaś, między kochaniem... kochasz Marka?
- Nie mówiłam o tym draniu. - gdy to powiedziałam Louis uśmiechnął się od ucha do ucha, chciałam, żeby ten cudny uśmieszek zszedł z jego twarzy :
- Nie mówiłam też o Tobie.
- To o kim ?
- A taki jeden, nie znasz.
- Żartujesz sobie ze mnie?
- Szczerze?
- Tak, szczerze.
- Więc tak.
- Czyli chodziło o mnie?
- Prawie.
- Prawie nim jestem?
- Tak.
- Daleko jeszcze?
- Przy kolejnym rondzie skręć w lewo.
*10 minut później*
Staliśmy już pod "moim" domem. Wiedziałam, że Mark jest w środku i czeka aż wrócę, żeby znowu mnie zbić. Sprawia mu to przyjemność. Serce waliło mi tak, że aż je słyszałam.
- Posłuchaj, zmiana planów. - szepnął Lou.
- Chyba nie zostawisz mnie w takiej chwili? On mnie zabije.
- Jasne, że nie, o to się nie martw. Ale robimy tak, wchodzi sama, jeśli źle zareaguje, wchodzę i zabiję gnoja, dobrze?
- Ok. Wchodzę. - powiedziałam, puszczając jego rękę.
Weszłam, w domu cisza, ale on tu musi być, bo drzwi były otwarte.
- Mark, jestem - zawołałam.
- Gdzie byłaś zdziro?
- Czemu tak do mnie mówisz ?
- Jesteś ze mną i mogę mówić jak chcę.
- Nie. Masz mnie traktować z szacunkiem.
- Gdzie byłaś do cholery?
W tym momencie Louis wszedł.
- Kto to jest? Co rycerzyka sobie znalazłaś? - krzyczał.
- Koleś zamknij mordę, to po pierwsze, po drugie, co ona ci zrobiła, że zasłużyła sobie na takie pomiatanie nią? To jest człowiek, w dodatku kobieta, a ty traktujesz ją jak szmatę. - podszedł do Marka i złapał go za koszulę.
- Więc pytam po raz ostatni, przeprosisz ją ładnie?
- Hahah - wyśmiał go prosto w twarz.- Za to, że z niej suka?
- Jeszcze raz tak o niej powiesz i dostaniesz w ryj.
- O ale żołnierzyka sobie znalazłaś ku*wo.
- Maddie idź się spakuj, ja się nim zajmę. - poszłam na górę.
*Tym czasem na dole*
- Ku*wa ? Ty chyba ku*wy to nie widziałeś gnoju. - popchnął go, i Mark upadł na ziemię.
- Jak ją inaczej nazywać? - zapytał.
- Jest, to znaczy była, twoją dziewczyną, potrzebowała miłości a nie tortur zjebusie !
Na górze słyszałam tylko krzyki i trzaski. Nagle zrobiło się cicho. Zeszłam na dół.
Mark trzymał Louisa i przystawił mu nóż do gardła. Ale ja i Louis przewidzieliśmy jego łatwe kroki, i Mark robiąc to tylko pomagał nam w planie, ale i tak bałam się, że zrobi coś Lou.
- I jak suko?
- Mark, puść go.
- Śmieszne.
- Zostanę z tobą, tutaj, jeżeli go wypuścisz.
Krążąc wokół niego zbliżałam się, aby odwrócić jego uwagę i żeby Louis mógł wykonać swój ruch.
I zrobił to. Momentalnie zamienili się miejscami.
- Maddie, chcesz to zakończyć ? - zapytał mnie siedząc na Marku i trzymając nad nim nóż.
- Jesteś nienormalny? Nie możemy nic mu zrobić.
- Wiem, żartowałem, nie jestem aż taki głupi.
Wzięłam walizkę i poszliśmy do auta.
*W czasie jazdy*
- Byłeś niesamowity.
- Bez przesady.
- Jeszcze nikt nigdy tak nie walczył o moje dobre względy.
- Teraz wiesz, że naprawdę mi na tobie zależy ?
- Wierzę w nas coraz bardziej, ale...
- Czemu znowu to "ale" ?
- Chodzi o to, że nie jestem gotowa na nowy związek.
- Rozumiem, ale powiedz czy dajesz nam szanse?
- Jeśli będę gotowa na związek, nie ma innego kandydata.
- Wiesz, podziwiam cię.
- Czemu?
- Inna dziewczyna, gdyby była na twoim miejscu, od razu chciałaby wziąć ze mną ślub, a ty nie jesteś taka.
- To dobrze czy źle ?
- Bardzo dobrze. Szukałem kogoś takiego jak ty.
- A ja kogoś takiego jak ty.
*Dojechaliśmy do domu Lou i chłopców*
Zaprowadził mnie do jego pokoju.
- Louis, ale gdzie ja będę spała?
- A nie widzisz łóżka? Przecież jest prawie połową pokoju.
- Ale z tego co wiem to twój pokój, więc i twoje łóżko.
- Ah, już wiem co masz na myśli, będziemy spać razem.
- Louis!
- Co ?
- Nie sądzisz, że trzeba mnie było uprzedzić?
- Lepiej późno niż wcale.
- Ale...
- Nie ma "ale". Wiem czego się boisz. Ale nie zrobię niczego, co nie będzie ci odpowiadało.
- Pomyliłam się co do ciebie?
- Co zrobiłem nie tak?
- Nic, pomyliłam się, po prostu.
C.D.N.
--------------------------------------------------
I jak ? Pisać dalej?
Nad czym Ty się jeszcze zastawiasz? No oczywiście że masz pisać.. w ogóle skąd takie pytanie :) Słodki blondynek .. nie no śliczne określenie :) Czekam na następną część :) Miłego wieczoru ;*
OdpowiedzUsuńhttp://onedirection-polish-imaginy.blogspot.com/
perfect jak zawszę nie wiem co mam tu pisać bo kolejne rozdziały są jeszcze lepsze!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuń