C.D.
Myślałam nad tym co powiedział, że robię mu nadzieję, a sama nie wiem co wybiorę. Teraz to mnie trochę bardziej uświadomiło w tym co robię, przytuliłam Louisa od tyłu, bo obrócił się do mnie plecami.
- Co ty robisz? - zapytał bardzo, ale to bardzo zaskoczony.
- Przytulam cały mój świat. - odszepnęłam.
- Co ty mówisz?
- Louis... kocham cię.
- Nie wkręcaj mnie, naprawdę nie mam humoru na bawienie się uczuciami.
- Nie kłamię. Kocham CIĘ !
- Nie wierzę - powiedział.
- Chcesz dowodu?
- Owszem.
Dowód, jaki dać mu dowód... już wiem, nigdy nie chciałam tego zrobić, ale teraz...
- Pocałuj mnie. - powiedziałam
- Jasne, jasne, ja się zbliżę, a ty powiesz, że to jednak był żart.
- Posłuchaj, nie żartowałabym jeśli chodzi o taką decyzję.
Wtedy Louis zrobił tak szybki ruch, że nawet nie zauważyłam kiedy nasze usta się złączyły.
- To było piękne - powiedziałam.
- To było magiczne - stwierdził.
- Wierzysz, że naprawdę cię kocham?
- Tylko na to czekałem, kochanie.
- To już oficjalnie?
- Jeśli naprawdę tego chcesz.
- Dziwne miejsce na rozpoczęcie związku, ale zgadzam się.
- Dlaczego dziwne? Łóżko jest miękkie, ciepłe... wygodne, nie ma lepszego miejsca.
- Jesteś najlepszy.
- Spełniłaś moje marzenie.
- Chyba ty moje, uratowałeś mnie, tak naprawdę, gdyby nie ty, pewnie teraz siedziałabym gdzieś w kącie z nowym siniakiem.
- Jak pomyślę o tym co on ci robił, mam ochotę mu te łapy połamać.
- Mój książę z bajki na którego czekałam, na początku wydawał mi się dupkiem, jak to możliwe?
- Taki już jestem.
- Jesteś... najlepszym co mi się mogło przytrafić, bo.. nie mam rodziny, przyjaciół, Mark to świnia...
- No właśnie, Mark ! Co masz zamiar zrobić z tym fantem?
- Masz na myśli....?
- Ogólnie jego, ten list, zdjęcie...
- Mark jest dla mnie nikim, nigdy do niego nie wrócę, bo mam już kogoś na całe życie.
- Naprawdę myślisz, że wytrzymasz ze mną do końca życia?
- Do końca życia i jeszcze dalej, skarbie.
- Jesteśmy jak Romeo i Julia.
- To idealne określenie.
- Jutro powiemy o nas chłopakom, a teraz śpimy.
*Następny dzień*
Zeszliśmy na śniadanie trzymając się za ręce, nasz plan był taki, że poczekamy aż ktoś się zorientuje, a jeśli nikt nie zauważy, powiemy im.
- Kochanie, tosty czy jajecznica? - zapytał mnie Lou
- Tosty.
- Czy mi się wydaje, czy coś tu nie gra? - zapytał Niall
- No nie wiem, nie wiem słodziaku. - odpowiedziałam.
- Wszystkie krzesła zajęte. - mruknęłam.
- Zaraz doniosę - oznajmił Harry.
- Nie trzeba, choć na kolana. - powiedział do mnie blondynek ze słodkim uśmieszkiem.
- W porządku, ale co jeśli cię zarwę?
- Nie bądź śmieszna.
Usiadłam Horanowi na kolanach.
- Eeem! - zaczął Louis, patrząc na nas.
- Co jest stary? Siadaj, Harry przyniósł krzesło.
Louis zajął miejsce.
- Już możesz przyjść do mnie królewno. - powiedział cwaniacko Lou
Przesiadłam się na jego kolana, szepcząc :
- Kocham twoją zazdrość.
- Wiedziałem!!! - krzyknął Niall - Gratulacje, szczęścia życzę. - dodał i nas przytulił.
Po śniadaniu poszliśmy się przejść. Rozwialiśmy o sobie, poznawaliśmy każdą cząstkę siebie, on wiedział więcej o mnie, ja więcej o nim, w tamtym momencie myślałam, że nic i nikt nie zdoła przerwać nam tej chwili, ale myliłam się.
Zadzwonił mój telefon.
- Nie odbierzesz? - zapytał
- Nie chcę, żeby ktoś nam przeszkadzał, jeśli się rozłączy, wyciszę go.
- Nie uwierzysz kto dzwonił... - zaczęłam zaskoczona
- Mark?
- Gorzej.
- Nie wiem czy może być ktoś gorszy.
- Jego mama.
- Czegóż to ona od Ciebie chce?
- Zaraz się dowiem, dzwoni jeszcze raz.
- Halo ? - odebrałam ten telefon.
- Maddie... pomóż mi.
- Co się stało, proszę pani?
- Mark....
- Nie chcę o nim słyszeć - przerwałam jej.
- Ale posłuchaj, on chciał się zabić przez ciebie.
- Przeze mnie? A to ja go katowałam tak? Przez to traktowanie, to ja powinnam chcieć odebrać sobie życie, i miałam taką ochotę, ale Louis odpędził moje czarne myśli.
- Jaki Louis, co za Louis?
- To mój chłopak, ale w ogóle co panią to obchodzi i po co do mnie pani dzwoni?
- Chłopak? Szybko się pozbierałaś.
- Nie było trudno, pani syn to drań.
- Drań, nie drań, moje dziecko i tylko ty możesz mu przemówić do rozsądku, on nie chce nikogo słuchać, mówi tylko o tobie, przyjedziesz?
- Dlaczego mam mu pomagać?
- Bo on cię kocha.
- Jakoś za późno się zorientował.
- Szpital nr. 2 Jeśli nie przyjedziesz, będziesz go miała na sumieniu - tym stwierdzeniem zakończyła naszą rozmowę.
- Ha śmieszna jest. - powiedziałam do Lou
- Co ci powiedziała?
- Powiedziała, że Mark chciał się zabić i to przeze mnie, i jak nie przyjadę do szpitala, będę mieć go na sumieniu.
- Nie przejmuj się nią, zapomnij o całej tej chorej rodzince.
Posłuchałam Louisa, bo myślałam dokładnie to samo, ja mu nic nie zrobiłam i nie mam zamiaru tam jechać... sumienie, sumienie mam czyste i mam gdzieś Marka.
*W domu*
- Kochanie, kawa, herbata, czy gorąca czekolada? - zapytał Louis.
- Ty wiesz co.
- Harry, Gorąca czekolada x2. - krzyknął w stronę kuchni.
- Robi się gołąbeczki. - odkrzyknął.
Nagle tak jakoś posmutniałam, a może jego matka ma rację, Mark mnie skrzywdził, ale oprócz mnie nie miał nikogo, matka się zainteresowała, jak zrobił sobie krzywdę.
- Co się stało? - spytał
- Ona ma rację.
- Kto?
- Matka Marka.
- Co ty opowiadasz?
- Zawieziesz mnie do szpitala?
- Jego matka chce, żebyś do niego wróciła, a ty dajesz się podpuścisz, nie znasz życia.
- Dzięki za wsparcie.
- Przepraszam...
- Nie dotykaj mnie, wychodzę. - oznajmiłam i wzięłam kluczyki do auta Louisa.
- Maddie, przecież nie masz prawa-jazdy - krzyknął za mną Louis
- Mam to gdzieś, jeśli nie mogę liczyć na twoją pomoc, sama dam sobie radę.
Nie spodziewałam się tego po Louisie, a może za szybko podjęłam decyzję o nowym związku? Louis robi się zbyt pewny siebie, ale teraz o tym nie będę myśleć, muszę się dostać od szpitala
Wsiadłam do auta, niepewnie, ale wsiadłam, odpaliłam i po prostu ruszyłam.
Dojechałam bez zatrzymania przez policję, jeżdżę dobrze, a prawa-jazdy nie mam tylko z powodów finansowych.
*W szpitalu*
- Gdzie leży Mark Hammlington? - zapytałam na recepcji.
- Pani jest z rodziny?
- Ona jest ze mną. - powiedziała jego matka podchodząc do nas.
- Maddie choć za mną. - szepnęła.
- Dziękuję, że przyszłaś - powiedziała gdy stałyśmy pod jego salą.
- Przyszłam, żeby po prostu posłuchać jaką bajeczkę znowu wciśnie mi twój syn.
- Wejdź do niego, może jak go zobaczysz i wysłuchasz, zmienisz zdanie.
Pociągnęłam za klamkę i weszłam.
Usiadłam przy jego łóżku.
- Cieszę się, że jesteś. - zaczął Mark.
- Mów szybko, bo nie mam ochoty ani na ciebie patrzeć, ani zbytnio słuchać.
Popatrzyłam na jego ręce.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- To nic. - mówił patrząc na swoje pocięte ręce.
- Dlaczego? Głuchy jesteś?
- To nic w porównaniu z tym co ci robiłem, chciałem poczuć to co ty czułaś, ale to nawet w połowie się nie równa z twoim bólem.
- Nie musiałeś tego robić, skoro wiesz, że to nic nie zmieni.
- Zrobiłem to, bo cię kocham, te krzywdy... nie wiem jak mogłem, nie rozumiem samego siebie, jakbym mógł.... dałbym sobie teraz w pysk. - zacisnął zęby
- Mark...
- Nic nie mów, wiem, że mnie nienawidzisz, ale naprawdę jest mi przykro i gdybym mógł cofnąć czas....
- Ale nie możesz.
- Widzisz, że jest mi przykro, wróć do mnie.
- Mark, ale ja kocham Louisa.
- A przestałaś mnie kochać?
- Co to za pytanie?
- Przestałaś?
- Sama nie wiem.
- "nie wiem" a "nie" się się różni.
- Ale to nie zmienia faktu, że chcę być z Louisem, on mnie nie krzywdzi.
- Spędziliśmy 2 lata i 3 miesiące razem...
- Z czego 2 lata były stracone.
- Ale chcę to naprawić, zmienię się, będziemy parą idealną, tylko daj mi drugą i ostatnią szansę.
- Ale Louis...
- Co Louis, naprawdę go kochasz? On jest nikim.
- Nikim jesteś ty.
- Oboje wiemy, że tak nie myślisz.
- Przemyślę to. PA - wyszłam i pojechałam do domu.
*W środku, dom*
- I jak było? - zapytał Louis, ale mu nie odpowiedziałam.
- Ej, no co ty? - objął mnie w pasie, wyrwałam się mu, chciałam iść do któregoś z chłopców i coś porobić, żeby oderwać się od wszystkiego, pierwsze do oka wpadły mi drzwi do pokoju Hazzy.
Zapukałam :
- Mogę wejść?
- Maddie? Jasne.
- Hej.
- No cześć, co cię do mnie sprowadza.
- A chciałabym coś zrobić, na przykład obejrzeć horror, co ty na to?
- Ze mną?
- A czemu nie?
- Myślałem, ze prędzej robiłabyś to z Louisem.
- Ja i Louis, trochę się posprzeczaliśmy, ale nie chcę o tym mówić.
- Aha, czyli nie rozmawiasz z Lou a ja jestem kołem ratunkowym?
- Jasne, że nie, tylko jesteś moim przyjacielem, z was wszystkich, oprócz Louisa, to z tobą zamieniłam najwięcej słów.
- Rozumiem, więc, chodźmy coś obejrzeć.
Usiadłam na sofie, Harry podał kilka tytułów filmów, wybrałam najciekawszy i zabraliśmy się do oglądania, już pierwsza scena przyprawiła mnie o mini zawał, przytuliłam się więc do loczka.
- Co tu się dzieje? - zapytał Louis siadając obok nas.
Harry widząc moją niechęć odpowiedzenia mu, sam to zrobił.
- Oglądamy film.
- A mógłbyś ją puścić?
- Nie, jakoś tak nie mógłbym, bo ona się boi.
- To ja ją mogę przytulić.
- Nie, nie możesz. - krzyknęłam.
- Harry, daj pauzę, musimy sobie coś wyjaśnić. - powiedziałam, złapałam Louisa za ramię i pociągnęłam do naszej sypialni, a Harry poszedł zrobić popcorn.
- Co się z tobą dzieje? - zapytał mnie.
- Ze mną? Popatrz na swoje zachowanie.
- To ty się do mnie nie chciałaś odzywać.
- Bo chciałam, żebyś mnie zawiózł do szpitala, ale ty nawet mnie nie wsparłeś. - rzuciłam w niego kluczykami od auta.
- Nie chciałem tego zrobić, bo się bałem !
- Czego do cholery, czego?
- Że on wepchnie ci taką bajeczkę, że w końcu cię przekona, zostawisz mnie i wrócisz do niego ! - krzyczał.
- Rozważałam to, ale...
- Wiem, że znasz go dłużej, jedź do niego i zapomnij o mnie. - oznajmił, usiadł pod ścianą i schował twarz w dłoniach.
- Myślisz, że miłość jest dla mnie zabawą? Gdybym chciała wrócić do Marka, nie zaczynałabym kręcić z tobą.
- Kocham Cię Maddie - Louis wstał z podłogi.
- Ja ciebie bardziej. - pocałowałam go.
- Nie zostawisz mnie?
- Nie mogę, za bardzo mi na Tobie zależy.
C.D.N.
oooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo
OdpowiedzUsuńto jest takie sweet że aż ryczę
oglądałaś wczoraj galę???
Hazza rozwalil system <33
OdpowiedzUsuńBoskie ! *_* Czekam na nn :)
OdpowiedzUsuń