piątek, 21 lutego 2014

Cz. 5

C.D.
- Muszę iść do Hazzy.
- Po co?
- Ej... Obiecałam mu horror.
- Ale samej cię z nim nie zostawię.
- To choć z oglądać z nami.
Zeszliśmy na dół, obejrzeliśmy horror, potem wygłupialiśmy się i bardzo dużo rozmawialiśmy, po godzinie dołączyli do nas Niall, Zayn i Liam.
- Ale jestem padnięta, chłopacy są niesamowici, nie wiedziałam, że jesteście tacy...
- Jacy ? - spytał Lou.
- Tacy SZALENI I ... KOCHANI.
- Ja też ?
- No nie wiem... - droczyłam się z nim
- Nie rozmawiam z tobą. - obrócił się napięcie.
- Wiem, że nie mógłbyś beze mnie wytrzymać nawet minuty.
- I to jest ten problem.
- Dlaczego uważasz to za problem? To słodkie.
- Ale...
- Coś się stało?
- Tak, ale nie potrafię ci tego powiedzieć.
- Jedziemy w trasę. - oznajmił blondynek wchodząc do salonu.
- Co? - zapytałam zdziwiona - od kiedy o tym wiesz ? - spojrzałam na Louisa
- Dobrze wiesz, że takie rzeczy wie się od dawna.
- Na ile jedziecie?
- Ta trasa będzie krótka.
- Dla mnie krótko bez ciebie to tydzień.
- Jedziemy na troszkę więcej niż tydzień.
- Ile?
- Maddie....
- ILE ? - krzyknęłam.
- Pół roku.
- Louis... - rozpłakałam się i mocno do niego przytuliłam.
- Co ja bez ciebie zrobię? - mówiłam nie puszczając go.
- Nie martw się, będziesz tu mieszkać, to twój dom, to, że jedziemy w trasę, nie oznacza, że masz się wynieść.
- Nie o to mi chodzi, teraz jak zaczęło się wszystko układać, teraz gdy moje życie u koloryzowali najlepsi faceci na świecie, w tym jeden, który jest całym moim życiem, właśnie teraz musimy się rozdzielić?
- Ale nie będziemy rozdzieleni przez całe 6 miesięcy.
- Jak to?
- Starałem się jak tylko mogłem, żeby cię zabrać, ale nie mogę tego zrobić od razu, nasz producent powiedział, że możemy po ciebie podjechać w połowie trasy, czyli po 3 miesiącach się zobaczymy.
- Dla mnie i tak to wieczność.
- A kiedy wyjeżdżacie?
- Jutro.
- O której?
- 7:00 rano.
- Nie masz pojęcia jak będę tęsknić.
- Uwierz, że ja też - pocałował mnie.
- Za nimi też - pomyślałam o czterech debilach.
- Chodźmy spać, musisz wypocząć. - Louis poszedł pod prysznic, a ja poszłam do chłopców.
- Wy też musicie się wyspać. - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Dlaczego płaczesz? Powinnaś się cieszyć, że od nas odpoczniesz. - zasugerował Harry.
- Nie chcę od was odpoczywać. - powiedziałam w grupowym uścisku.
- No już, kąpać się i spać - oznajmiłam.
- Dobrze mamusiu - szepnął blondasek.
- Bardzo śmieszne, dobranoc. - poszłam  do sypialni.
Louis był jeszcze pod prysznicem, a ja się szykowałam do kąpieli.
Wyszedł owinięty ręcznikiem w pasie.
- Ubierz się, bo zaraz nie wytrzymam. - powiedziałam.
- Co si nie pasuje?
- Jak widzę cię tylko w ręczniku...
- To może nie muszę go mieć w cale? - powiedział i się do mnie przytulił
- Louis nie rób mi tego.
- Masz na to ochotę?
- Mam ochotę na ciebie, ale czuję, że to jeszcze nie czas.
 Louis odwiązał ręcznik.
- Jesteś nienormalny? Drzwi są otwarte, chłopcy cię zobaczą.
- A mało to razy już widzieli?
- Jesteście okropni. - powiedziałam zamykając drzwi na kluczyk.
- Przed chwilą mówiłaś, że niesamowici i kochani.
- Bo jesteście, ale chodzić nago przy kumplach?
- Nie jesteśmy tylko kumplami, jesteśmy braćmi na zawsze i nie mamy przed sobą tajemnic.
- To co masz w majtkach powinno być tajemnicą.
- Dla mnie nie jest.
- Niezły jest. - spojrzałam na jego najlepszego przyjaciela.
- Może nadasz mu imię?
- Z wielką chęcią.
- Wybrałaś już jakieś?
- Owszem. Mój mały będzie się nazywać Jack Tomlinson. (Dżak <33 Haha)
- Twój mały?
- Teraz jest mój.
- Nie chcę, żebyś mi go zabrała.
- Nie mogłabym ci wyrządzić takiej krzywdy... - powiedziałam z zadziornym uśmiechem.
- To co?
- Chciałabym, ale muszę cię jeszcze potrzymać w niepewności, pełnej pokusy.
- Jesteś trudną zdobyczą.
- I chcę, żebyś tak myślał.
- Czyli nie mogę na nic liczyć?
- Możesz, ale nie dziś.
- Kiedy?
- Za 6 miesięcy.
- Głupia trasa.
- To nie jedź.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym zostać tu z tobą.
- Boję się zostać sama.
- Boisz się Marka?
- W zasadzie to jeśli chodzi o niego, przeżyję.
- Mam dla ciebie niespodziankę, ale... zobaczysz ją dopiero jutro jak pojedziemy.
- To wolałabym jej nie dostać, a żebyś został.
- Nie da się tak - pocałował mnie, poszłam się wykąpać i poszliśmy spać, to znaczy on poszedł spać.
Ja całą noc się mu przyglądałam, chciałam się nim nacieszyć, zasnęłam dopiero o 5 nad ranem.
- Maddie, gdzie dałaś kluczyk?
- Co się dzieje? - zapytałam zaspana.
Louis skakał po całym pokoju naciągając na siebie spodnie.
- Która jest?
- Już w pół do 7 a ja nie umiem znaleźć kluczyka do drzwi, kotku gdzie go wczoraj położyłaś?
- Nie pamiętam.
- Nie wiem czy chłopcy mają jeszcze zapasowe...
- Wiem. - powiedziałam i podniosłam mój szlafrok, włożyłam go do kieszeni.
 Louis prędko zjadł śniadanie.
Chłopcy byli już gotowi, ale ja nie :/
- Kocham Cię - powiedziałam wtulona w niego.
- Kochanie, będę tęsknił, ale przez te 3 miesiące będziesz miała co robić. - pocałował mnie.
- Co masz na myśli?
- Zobaczysz.
Gdy Louis zanosił walizki do busa, żegnałam się z chłopcami.
- Mój loczek. - przytuliłam go.
- Później to samo z resztą, uroczym Liamkiem :
- Opiekuj się tymi wariatami, jesteś najbardziej rozsądny.
- To nie było miłe. - powiedział blondasek, żegnając się ze mną.
- A ty... oj po prostu chodź tu. - powiedziałam do Zayniątka.
- Moje maluszki, trzymać się, będę tęskniła.
- Maluszki? - zapytał zdziwiony Zayn.
- No jakby nie było jestem od was starsza.
- Rok to jest nic. - szepnął cwaniacko Irlandczyk.
- Idź już.
- Patrzcie, wygania mnie.
- Nie wyganiam, najchętniej bym was przywiązała do kaloryfera, żebyście nie jechali.
Pomachałam im i stało się, odjechali.
Po kilku minutach przyszedł mi SMS od Louisa :
* Kochanie, niespodzianka czeka w kuchni na stole, mam nadzieję, że wykorzystasz to w sposób jaki sobie wyobrażam, Kocham Cię. *
Byłam niesamowicie ciekawa co ten wariat wykombinował....
C.D.N.

1 komentarz:

  1. OMG <3 Kocham ten blog :* Proszę pisz dalej ;3 Nie mogę się doczekać <3333333

    OdpowiedzUsuń