C.D.
Czułam tylko jak Liam wolniej oddycha, wolniej i wolniej i coraz wolniej, aż w końcu moja ręka na jego klatce piersiowej przestała się podnosić. Modliłam się w duchu za niego, a sama po chwili straciłam przytomność.
Ocknęłam się w białej sali, w białej koszuli nocnej, wszystko było białe. Teraz biel będzie mi się po nocy siła.
~ Czy ja umarłam ? - głośno pomyślałam.
- Raczej odżyła pani na nowo - powiedziała jakaś kobieta w białym ubraniu. Oczywiście była to pielęgniarka, a ja leżała w jednej z sal szpitalnych, nie pamiętałam co się stało.
- Przepraszam, czy może mi pani powiedzieć jak ja się tutaj znalazłam ? - zapytałam niepewnie.
- Więc nic pani nie pamięta ?
- Nic a nic.
- Dobrze więc będę to musiała zgłosić lekarzowi. - mruknęła pod nosem.
- Wybuchł pożar, a pani weszła z powrotem do budynku i podtruła dymem, na chwilę obecną nie mogę nic więcej pani powiedzieć. - wyjaśniła
Nagle wszystko mi się odtworzyło, płomienie, nieprzytomna Angie, LIAM !
- Pamiętam, pamiętam to. Gdzie jest mój narzeczony ? - zapytałam
- Liam Payne ?
- Dokładnie.
- Jeszcze się nie wybudził, tak naprawdę maszyna żyje na razie za niego... - mówiła ze smutkiem.
- Co ? - zapytałam załamana i przypomniałam sobie jak przestał oddychać na moich rękach.
- Czy ja mogłabym go zobaczyć ?
- Sama jest pani w nie najlepszym stanie, nie może pani teraz tak po prostu wyjść z łóżka, jest pani podłączona do monitora.
- Ja w nie najlepszym stanie ? Jak pani widzi, oddycham i mówię, a on... - nie umiałam dokończyć !
- Dobrze, zapytam lekarza. - powiedziała i wyszła. Kilka minut później wróciła mówiąc tylko :
- Ma pani 15 minut, sala numer 5 .
Natychmiast odłączyłam się od tego dennego komputerka, a ona wszystko poprawiła. Stwierdziła, że jestem nerwowa, ale kto w takiej sytuacji by nie był ?
Wbiegłam do sali Liama, usiadłam przy nim i złapałam jego dłoń.
- Obudź się - szeptałam. Po kilku minutach bez jego reakcji... zwątpiłam, nie wiem jak to się stało, ale zwątpiłam ... Puściłam jego dłoń i oparłam się ręką o łóżko zamykając oczy...
Nagle Liam mnie za nią złapał. Ściągnął i puścił.
- Panie doktorze ! - poczułam potrzebę poinformowania go o tym.
- On, on się ruszył. - mówiłam. On odłączył od niego te wszystkie rurki.
- Niebywałe ! To cud ! Szczerze mówiąc, sam nie wierzyłam w to, że on może się jeszcze wybudzić, ale on oddycha. - mówił.
- Boże tak się cieszę ! Czy może mi pan obiecać, że on się wybudzi ? - pytałam z niepokojem
- Wie pani co... nie potrafię wyjść z szoku, naprawdę to 8 cud świata, nigdy nie spotkałem takiego przypadku jak pani mąż.
- Narzeczony, jeszcze narzeczony - poprawiłam go.
- Przepraszam.
- W porządku.
- Więc odpowie pan na moje pytanie ?
- Proszę pani, przedtem jego szanse na przeżycie stanowiły jedynie 30 % szans, a teraz są on na około 80%, więc widzi pani, że jest poprawa.
Niestety nie było tej setki. Rozpłakałam się i wróciłam do mojej sali. Siedziałam na łóżku i patrzyłam w okno. Przyszedł do mnie Harry.
- Cześć. - powiedział wchodząc z koszem owoców.
- Co ty tu robisz ? - zapytałam
- Przyszedłem Cię odwiedzić. Ale jeśli masz coś przeciwko, mogę wyjść.
- Nie, absolutnie. Przepraszam, ale...
- Co? Ty płaczesz? Co się stało?
- Liam.
- Co z nim ?
- Niby lepiej, ale lekarz nie daje mi 100% pewności, że on z tego wyjdzie! Harry, ja nie chcę go stracić.
- Nikt z nas nie chce, oj słoneczko ty moje, nie martw się, na pewno wszystko się jakoś ułoży. - mówił przytulając mnie ♥
- Jesteś kochany.
- No, to przestań płakać i zjedz jabłko, albo winogrona, albo banan, co chcesz, a ja pójdę po coś do picia.
- Dobrze. I dziękuję za kosz.
Hazz wyszedł. Wiem, że jest moim przyjacielem, ale to zachowanie to coś nowego. Zawsze był opiekuńczy, ale nigdy aż tak "wspaniale" się nie zachowywał.
C.D.N.
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńnareszcie coś dodałaś pamiętam jak na fb napisałam żebyś dodała coś i nareszcie!!!!!!!
OdpowiedzUsuńmusisz wiedzieć że mem słaby dostęp do kompa i telefonu ale będę kombinować
czekam na next
Cudny ! :) Czekam na nn ;33
OdpowiedzUsuńTęskniłam za wami, więc dodałam ♥
OdpowiedzUsuń